– Po co pan tutaj przyjechał? Wybory już były – zarzucili szprotawianie Leszkowi Millerowi, byłemu premierowi, który odwiedził Szprotawę (3.11).
Leszek Miller przyjechał w mocnej asyście – europosła Bogusława Liberadzkiego i posła Bogusława Wontora. W SzDK przedstawił wizję naprawy lewicy.
Na pytanie jednego ze szprotawian, po co przyjechał do Szprotawy, Miller odpowiedział, że ma tutaj sporo starych druhów i wspomnień, m.in. Kazimierza Pańtaka. – Dobrze jest wracać do starych kolegów – przyznał.
Sojusz zapomniał o nas
Szprotawianie w obecności burmistrza Józefa Rubachy wspomnieli o trudnej sytuacji swojego miasta. Jeden z nich Szprotawę nazwał nawet drugą Grecją. Miller postraszył ich, mówiąc, że porządny kryzys dopiero nadchodzi „puka do bram”.
– W Szprotawie pada zakład pracy za zakładem pracy, plajtują handlowcy, upadła ostatnia mleczarnia, młodzi uciekają. Zrobiła się u nas taka druga Grecja – grzmiał Mieczysław Pozaroszczyk.
Mieszkańcy pytali, jakie szef SLD widzi antidotum dla uciekających ze Szprotawy młodych ludzi i czy SLD będzie współpracował z Ruchem Palikota. Witold Załęski wspomniał o zalewającej ministerialne gabinety biurokracji a Zdzisław Zagórski – złej polityce partii. Franciszka Teoludzka, wiceprzewodnicząca miejskiego zarządu partii w Żaganiu wypomniała Millerowi, że Sojusz przed wyborami zapomniał o ludziach starszych, swoim najsilniejszym dotąd elektoracie.
L. Miller zapewniał, że lewica, choć wpływu na decyzje rządu nie ma obecnie wielkiego, to zamierza odbudować zaufanie społeczeństwa i będzie wspierała zmiany w służbie zdrowia, gospodarce, bo tylko w taki sposób zahamuje odpływ młodych ludzi zagranicę. Przyznał, że w zdjęciu krzyża w sali Sejmu SLD nie pomoże Palikotowi. – 14 lat temu grupka nadgorliwych posłów zawieszała ten krzyż i jeden z nich spadł z drabiny. To była kara boska – żartował były premier. –

