Strona główna » Dramat Angie

Dramat Angie

przez imperia

Żagańskiej gwieździe sceny dance uciekł z domu pies. Straż Miejska oddała go komu innemu, a ten ktoś – znajomemu za granicę. – To skandal, to rasowy pies warty ponad tysiąc złotych! Jak można tak handlować żywym towarem! – oburza się Angie. – Teraz, żeby odzyskać Dino, muszę im zapłacić. To jak okup!
Anna Turska z Żagania (pseudonim Angie) użycza wokalu do tanecznych utworów, których klipy emitują muzyczne kanały, VIVA czy MTV. Ostatnim hitem była wspólna produkcja z grupą PEWEX pt. „Mam yorka”. Ania śpiewa w nim o „sympatycznym potworku”, czyli malutkim piesku rasy york.
Gwiazda kocha zwierzęta, szczególnie pieski. Jakiż był jej ból, gdy uciekł jej seter irlandzki o imieniu Dino. Pani Ania szukała go po całym mieście, dała też ogłoszenie w „Gazecie Regionalnej”. – Po ukazaniu się anonsu, odezwali się świadkowie, którzy widzieli, jak Straż Miejska zabierała mojego Dino w okolicy Osiedla XXX-lecia – opowiada roztrzęsiona A. Turska. Twierdzi, że kilkakrotnie dzwoniła do strażników, dopytując o swojego pupila, ale ci zarzekali się, że nie znaleźli takiego psa. – Dopiero, gdy powiedziałam im, że mam świadków, którzy widzieli, jak pakowali mojego Dino do auta, przyznali się, że taki pies trafił do pana z ul. Miodowej – dodaje. – Poprosiłam komendanta o wyjaśnienia. Stwierdził, że Straż Miejska to nie biuro rzeczy znalezionych, a pies trafił w dobre ręce. Okazało się jednak, że ten człowiek oddał Dino koledze z Niemiec. I tak mój pies wylądował w Hamburgu. Aby go odzyskać, muszę im słono zapłacić. To skandal! – oburza się gwiazda.
 
Bez chipa i rejestracji
Mariusz Modzelewski, komendant SM, jest zdziwiony zarzutami A. Turskiej. – Psa sprzątnęliśmy z ulicy po sygnale od mieszkańców – tłumaczy. – Stwarzał zagrożenie, z pyska leciała mu pijana. A że przytulisko dla psów jest przepełnione, musieliśmy coś z nim zrobić. Zasrał nam całą kotłownię w Straży Miejskiej – relacjonuje komendant. – Miasto nie zgodziło się na sfinansowanie przewozu do sąsiednich schronisk, dlatego ostatnią deską ratunku był znajomy z ul. Miodowej, który wziął od nas już trzy bezpańskie psy.
Komendant zastrzega, że pies został uznany za bezpańskiego, bo nie miał chipa ani rejestracji w urzędzie. – Zanim go oddaliśmy, sprawdziliśmy u żagańskich weterynarzy. Był wychudzony i wygłodniały.  Przez nowego właściciela został odrobaczony, zaszczepiony, był także z nim u fryzjera. To są koszty. Jeśli teraz ta pani chce odzyskać psa, musi je ponieść. Poza tym nie ma żadnych dowodów na to, że to jej pies – zaznacza Modzelewski. I dodaje: – Zamiast wdzięczności, słyszę zarzuty. Czysta przyzwoitość nakazywała dać ze 300 zł nagrody. 
A. Turska nie zamierza płacić. Sprawę skierowała na policję. – Dino był jak członek rodziny, nie pozwolę go sobie odebrać – zapewnia.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz