Bili, kopali. Na chodniku. Dla skatowanego przez nich Mariusza Jasińskiego (†24 l.) z Lubska nie było ratunku. Rozpoczął się proces braci Bartosza i Tomasza L.
Ruszył proces braci L., Tomasza i Bartosza, którzy stanęli przed sądem pod zarzutem pobicia ze skutkiem śmiertelnym.
Nie bez problemów, bo pierwszy termin rozprawy wyznaczony był w lipcu 2024 r. Potem było kilka kolejnych, ale proces ostatecznie ruszył 15.01.
Przypomnijmy. W sierpniu 2023 r., na ul. Reja w Lubsku, w okolicy baru Duet, doszło do ciężkiego pobicia Mariusza Jasińskiego. Napastnicy, bracia Bartosz (25 l.) i Tomasz L. (27 l.), zostali aresztowani pod zarzutem pobicia ze skutkiem śmiertelnym.
Nieumyślnie czy umyślnie?
W Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze, gdzie rozpoczął się proces, został odczytany akt oskarżenia. Sędzia odebrał wyjaśnienia.
– Obaj przyznali się do winy i składają wyjaśnienia pod kątem okoliczności bójki ze skutkiem śmiertelnym. Kierunek tych zeznań jest taki, że nie przewidywali skutków swojego działania – informuje Jolanta Witczak z Sądu Okręgowego w Zielonej Górze. I dodaje: – Jak na razie zdecydowali się na to, by odpowiadać wyłącznie na pytania swoich obrońców.
Ale skład sędziowski, który rozpatruje sprawę, jest szerszy, na wypadek, gdyby doszło do zmiany kwalifikacji prawnej, czyli postawienia oskarżonym jeszcze poważniejszych zarzutów.
– Sprawa jest rozpoznawana w składzie dwóch sędziów zawodowych i trzech ławników. A to dlatego, że przewodniczący na pierwszym posiedzeniu pouczył o możliwości ewentualnej zmiany kwalifikacji prawnej. Oznacza to, że nie musi być ona zmieniona, ale już prowadzona jest we właściwym składzie – tłumaczy J. Witczak.
Jaka to może być zmiana?
– Ewentualnie może zostać rozszerzona o umyślne spowodowanie takich działań, które skutkują śmiercią – wyjaśnia J. Witczak.
Wniosek w tej sprawie złożył pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, czyli Marka Jasińskiego, brata zmarłego Mariusza.
Tę głowę przeżywałem najbardziej
Podczas pierwszego posiedzenia w sądzie była jako świadek Bogumiła Jasińska, mama zmarłego 24-latka.
– Gdy usłyszałam, jak zaczęli czytać o Mariuszu, co miał zrobione… Że miał złamany nos. Że głowa pokopana… – głos B. Jasińskiej się łamie. – Tę głowę przeżywałem najbardziej – dodaje.
Wspomina, jak wyglądała rozprawa, gdy już weszła na salę, by złożyć zeznania.
– Zobaczyłam u nich czterech adwokatów i była jeszcze piąta, aplikantka – wylicza.
W sądzie była pytana o Mariusza.
– Czy chorował, czy nie był agresywny po alkoholu. To głównie interesowało adwokatów. A to był kochany chłopak. Nigdy nie był agresywny, tylko wesoły i po prostu szedł wtedy spać. Zresztą cały czas pracował, dojeżdżał do pracy, rzadko pił, raczej w weekend. A im chodziło o to, żeby jakiś haczyk złapać, żeby szukać jakiejś obrony dla tych ludzi – tłumaczy.
Mariusz był taki sam młody, jak wy
W pewnym momencie sędzia zwrócił się do oskarżonych.
– Zapytał, czy mnie przepraszają – opowiada B. Jasińska.
A właściwie próbował, bo przyznaje, że pomimo tego, że starała się cały czas trzymać, podniosła głos.
– Żadnych przeprosin nie przyjmuję! Tak krzyczałam. Ale sędzia poprosił, żebym posłuchała. Zaczął mówić ten starszy, że chciał przeprosić, bo nie było okazji. A to nieprawda, bo mnie widział już wtedy, gdy miała być pierwsza rozprawa, w lipcu. Ale na korytarzu, gdy sąd nie widział, to odwrócił wzrok. Tylko do ojca swojego powiedział „dzień dobry” czy „cześć”. A ten młodszy nawet nie popatrzył. A teraz mieli te przeprosiny na blachę wykute, bo adwokat kazał – pani Bogumiła nie ukrywa oburzenia.
W sądzie też wyraźnie to powiedziała.
– Mówiłam: „Mariusz był taki sam młody, jak wy”. Płakałam i krzyczałam do nich, że zrobili to z premedytacją. I że jak można kogoś tak bić!? Jeszcze buty ściągnąć i do rzeki wrzucić? -wspomina roztrzęsiona.
W rozmowie z dziennikarzem płacze.
– Strasznie się bałam, bo myślałam, że nie dam rady tam pójść. Sama jestem z siebie dumna, tyle, co mogłam, powiedziałam – przeciera oczy pani Bogumiła.
Dokąd ja żyję
Od młodszego z braci L usłyszała, że wolałby znaleźć się na miejscu Mariusza.
– W takim sensie, że on nie chciałby żyć, ale żeby Mariusz żył. A ja mu odpowiedziałam: „Wasi rodzice was chociaż w więzieniu odwiedzą. Ja mogę iść tylko na cmentarz”… Znowu krzyczałam i płakałam. Nie mogłam się powstrzymać – opowiada.
Opowiada, że wykrzyczała oskarżonym, że brali narkotyki, że nimi handlowali.
– I że słyszałam, że filmik nagrywali, jak to się działo. Mariusz nie był jeszcze pochowany, a ja już mówiłam, że chcę, żeby dostali dożywocie. A przynajmniej jak najdłużej siedzieli w więzieniu, dokąd ja żyję – płacze zrozpaczona
Brata ci zabili
Ciągle ma w pamięci pierwsze chwile, gdy dowiedziała, się, że jej syn nie żyje.
– Byłam wtedy sama. Telefonu nie mogłam utrzymać w ręku, żeby zadzwonić do starszego syna, powiadomić. W końcu się udało, powiedziałam: „Brata ci zabili” – rozpacza.
Pani Bogumiła płacze.
– To było zabójstwo. Oni go tak bili na tym betonie… – słowa więzną jej w gardle.
Kolejne posiedzenie sądu wyznaczone zostało na 29.01.
– Wówczas też sad zapewne podejmie decyzję w sprawie tymczasowego aresztu dla oskarżonych, bo na ten moment mają tam przebywać do 30.01. – kończy J. Witczak.
23
Poprzedni artykuł