Strona główna » Do końca kadencji będzie miliard długu?

Do końca kadencji będzie miliard długu?

przez PS

Drugi budżet Marcina Pabierowskiego jest podobny do pierwszego. Jest potężny deficyt i kredyt. Dług wzrośnie do 884 mln zł.

Można powiedzieć, że prezydent Marcin Pabierowski sam ukręcił na siebie bat, swoimi wypowiedziami podczas poprzedniej kadencji, kiedy był radnym opozycyjnym. Na jednej z sesji mówił tak: „Wcale nie trzeba się zadłużać, trzeba tylko dobrze gospodarować środkami miejskimi. (…) Samorząd nie powinien się zadłużać. Nikt nie buduje swojej wiarygodności, ani rozwoju, ani rozwoju regionu na zadłużaniu. Żadna firma w niepewnej sytuacji gospodarczej nie bierze kredytów”. 

Znów potwierdziła się mądrość powiedzenia, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Pierwszy autorski budżet M. Pabierowskiego na 2025 rok, był z deficytem 195 mln zł i kredytem 150 mln zł. Dług szacowano wtedy na 788 mln zł. Teraz prezydent przedstawił radnym drugi autorski budżet, z którego wynika, że zabraknie 192 mln zł i trzeba będzie zaciągnąć kredyt na 125 mln zł. Szacunkowo dług ma wzrosnąć do 884 mln zł. Sama obsługa zadłużenia, czyli odsetki do banku wyniosą w 2026 roku 36,8 mln zł.

Demoniczny Kubicki 

– Co innego było mówione w kampanii – mówi Grzegorz Maćkowiak, szef klubu PiS w Radzie Miasta. – Prezydenta Kubickiego jako demona finansów, a okazuje się, że Kubicki w 18 lat wygenerował zadłużenie na poziomie 550 mln zł, natomiast Marcin Pabierowski dwoma budżetami dołożył ponad 300 mln zł długu – wylicza radny. 

– Trzeba pamiętać, że wpisany deficyt a realny deficyt może się rozjechać. Tak się stało w tym roku. W budżecie na 2025 roku wpisano 195 mln zł deficytu, a na sesji październikowej już wypadał na poziomie 217 mln zł, czyli 22 mln zł powyżej celu. Mam nadzieję, że do końca roku się obniży ale ewidentnie widać, że budżet się nie spina – mówi G. Maćkowiak. Martwi go poziom zadłużenia w porównaniu do przychodów miasta. – Oby nie okazało się, że dojdziemy do wskaźnika, w którym zadłużenie będzie stanowić 58 proc. przechodów – mówi radny.

W jego ocenie polityka finansowa w Zielonej Górze nie ma dziś składu i ładu. 

– Na ostatniej sesji kolejny raz pytałem jakie są oszczędności na obiektach, które przeszły termomodernizację i odpowiedzi nie ma. Obawiam się, że nawet jeśli są to są małe, a koszty tych inwestycji są ogromne – mówi G. Maćkowiak. 

Radni opozycji zauważyli, że dziwnym zbiegiem okoliczności, M. Pabierowski zaraz po przesłaniu radnym budżetu wyjechał na kilka dni z Zielonej Góry do Warszawy. 

Jakby oszczędzał, to by było, że nic nie robi 

Budżetu broni Robert Kornalewicz, szef klubu KO w Radzie Miasta. 

– Dopóki wszystko działa to nie ma powodów do obaw, że miasto zbankrutuje. Gdyby prezydent zaciskał pasa, to by mu zarzucano, że nic nie robi i nie ma żadnych inwestycji, a jak próbuje coś rozsądnie budować i robić, to się mu zarzuca, że skandal, bo rośnie zadłużenie i jest deficyt – mówi radny. 

Dariusz Legutowski, radny KO, tłumaczy, że musi być taki budżet, żeby utrzymać dynamikę inwestycji. Uspokaja, że Wieloletniej Prognozie Finansowej jest zapis, że w kolejnych latach zadłużenie będzie spadać, ale takie samo założenie było wpisywane także rok temu. 

– Przypomnę, że trochę długu jest odziedziczone po poprzedniku. Nie mam obaw, bo mamy zabezpieczone wkłady własne pod inwestycje ze środków zewnętrznych – uspokaja D. Legustowski i oddaje, że jego wnioski do budżetu dotyczące dróg znalazły uznanie prezydenta.

W Platformie słyszy się, że niektórzy radni też przetarli oczy ze zdziwienia, kiedy zobaczyli projekt budżetu. Co niektórzy przyznają, że gdyby to J. Kubicki prowadził taką politykę zadłużania, to ostro by to krytykowali, ale własnego prezydenta to nie będą, bo mają zaufanie, że tak strategia będzie miała pozytywny finał. 

– Marcin wpadł w sidła mieszkańców, którym sporo obiecał i chce jak najwięcej z tych obietnic spełnić. A z mieszkańcami to jest tak, że jak publikuje się informacje, które drogi będą remontowane, to zaraz są komentarze, a czemu tej jeszcze nie zrobiliście, a czemu tamtej. Trochę więc jest tak, że takie budżety powstają pod presją ludzi, którzy chcieliby, żeby wszystkie drogi były wyremontowane, chcieliby lodowiska, amfiteatru, czy pięknego stadionu lekkoatletycznego  – słyszymy od jednego z radnych.   

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz