Strona główna » Dla takich chwil warto trenować!

Dla takich chwil warto trenować!

przez imperia

W lipcu, czwórka śmiałków z Żar, wzięła udział w prestiżowym alpejskim biegu  GTC u podnóża Mont Blanc. Łukasz Frątczak z klubu CFZ Żary oraz Damian Szukała, Paweł Dwornicki oraz Bogdan Sądel z Ultra Beer Runners zmierzyli się z ponad stukilometrowym górskim dystansem, 7000 metrów przewyższeń, co na takiej trasie jest nie lada wyzwaniem. Bieg GTC100 jest w ścisłej czołówce najtrudniejszych biegów górskich organizowanych w Europie na dystansie 100 km. 
O biegu i jego kulisach opowiedział Łukasz Frątczak, reprezentant klubu CFZ Żary.
Jak wyglądały twoje przygotowanie do tak wymagającego biegu?
Specjalnych przygotowań do biegu nie prowadziłem. Zmieniłem codzienne treningi cardio z jazdy na rowerze stacjonarnym -na bieganie w parku po około 4,5km. Bardziej byłem skupiony na wyzwaniu jakie sobie narzuciłem w postaci akcji #90dnizesportem, gdzie codziennie przez 90dni wykonywałem jakąś aktywność fizyczną. W moim wypadku było to bieganie rano i trening w formule crossfit wieczorem. W weekendy skupiałem się na treningu mobility (krótkie sesje po 15 minut). Raz w tygodniu spotykaliśmy się razem z chłopakami z Ultra Beer Runners na sali w CFZ, aby wspólnie trenować formułę crossfit.

Czwórka śmiałków z Żar: Łukasz Frątczak z klubu CFZ Żary oraz Damian Szukała, Paweł Dwornicki oraz Bogdan Sądel z Ultra Beer Runners 
Nie obawiałeś się tak morderczego dystansu?
Na bieg pojechałem z mieszanymi uczuciami. Zdawałem sobie sprawę, że dla chłopaków z UBR to nie pierwsze takie wyzwanie. Natomiast ja nigdy wcześniej nie przebiegłem takiego dystansu. Ba! Nie jestem stricte biegaczem. Czułem ogromny respekt przed biegiem. 100 km to 100 km! Pamiętałem dobrze emocje jakie mi towarzyszyły przy poprzednim ultramaratonie jaki przebiegłem rok wcześniej również w Alpach w dolinie Stubai. To był ciężki bieg i pamiętałem, że już po 20km z 68 miałem już bardzo zmęczone nogi. Myśl jaka mnie pokrzepiała to fakt, że przez 90 dni codziennie robiłem 2 naprawdę mocne treningi, pracując jak przeciętny Kowalski i zajmowałem się rodziną.
Jaki był początek biegu?
Wystartowaliśmy. Chłopaki pytają po 3 km jakie mam tętno. Odpowiadam, że 160. Mówią, że za duże- że mam zwolnić. Nie bardzo chciałem, bo myśl o biegnięciu przez 100km w nocy, w dzień i znów po zmroku, nie była dla mnie budująca. Po 12 km posłuchałem się Bogdana i zwolniłem odrobinę, co kłóciło się z moim wewnętrznym ja. Już na 15 km zacząłem się denerwować, bo było tak pod górę, że pomyślałem sobie, że nie przyjechałem tu na wspinaczkę, tylko na bieganie! Było bardzo wysoko, zaczynała się trochę walka o łyk powietrza.

Było bardzo wysoko -mówi Łukasz Frątczak.
Nie pojawiła się wtedy myśl, że to nie dla ciebie?
Chłopaki byli przede mną około 5km i ten układ utrzymywał się do prawie 90km. Jednak przy 25 kilometrze emocje puściły i włączyła mi się nutka rywalizacji. Biegnąc z czołówką w ciemności przyszedł wreszcie pierwszy zbieg, a wraz z nim deszcz… Miałem wtedy okazję wypróbować moje nowe buty czy zdadzą egzamin w ekstremalnych warunkach. Zacząłem zbiegać naprawdę szybko, wyprzedzając kilka osób. Trwało to kilka kilometrów, aż wreszcie dobiegłem do kolejnego już punktu kontrolnego. Tam szybkie napełnianie pojemników na wodę, zjedzenie czegoś pożywnego i dalej w drogę. Na 35 km zacząłem mijać pierwsze osoby, które rezygnowały z dalszej przygody. Byłem coraz bliższy dystansu Maratońskiego. Motywowało mnie to. Miałem w głowie dwa dystanse, które chciałem pokonać: maraton i 68km z zeszłego roku.
Czyli potem było już łatwiej?
Maraton był już za mną. Na kolejnym punkcie kontaktowałem się z moją partnerką, aby mi relacjonowała jak reszta naszej ekipy. Dystans między nami był cały czas ten sam. Widoki Włoskich Alp były niesamowite i często zatrzymywałem się, żeby je podziwiać. Dawało mi to dalszą motywację do ukończenia biegu i w głowie cieszyłem się, że podjąłem to wyzwanie. Przyroda, ekstremalne warunki, bieg na granicy grani, jeziora powyżej 2500 metrów, jęzory śniegu to obrazy, które zapamiętam na zawsze! I to wszystko razem daje mi chęć motywowania innych do podejmowania takich wyzwań. Wszędzie jak robiło się płasko lub z górki biegłem i wyprzedzałem ludzi. Jednak jak było pod górkę to oni mnie doganiali. Na tych wysokościach powyżej 2000 m tlen jest bardziej rozrzedzony, do niektórych punktów kontrolnych wodę i prowiant dowożono helikopterami, a znaczniki trasy GTC100 były rozwożone konno. Po 60km była długa Dolina gdzie było delikatnie z górki a później płasko. Tą drogę przebiegłem całą. Po drodze odwiedziłem dwa punkty kontrolne, z których każdy był oddzielony od siebie o około 10km.i znów Ci którzy mnie wyprzedali na podbiegach, byli przeze mnie mijani na zbiegach i  terenie wypłaszczonym.
Jednak kryzys musiał cię w końcu dopaść?
Od 70 km do końca biegu to była walka z bólem. Na moich stopach było już po kilka pęcherzy, które bardzo piekły. Czułem że stopy mi „płoną”. Ostatnie 10km było najcięższe. Wiedziałem już, że ukończę ten bieg, jednak w głowie czułem niedosyt. Miałem jeszcze ogromne pokłady energii aby biec, wyprzedzać i walczyć o lepszą lokatę, ale nie mogłem! Ból stóp był silniejszy i przykro mi było, kiedy patrzyłem jak wyprzedzają mnie ci, których ja wyprzedzałem wcześniej. Wiem, że to wina mojego niedoświadczenia w biegach górskich, doborze sprzętu itd.
Ale najważniejsze, że ukończyłeś bieg? Było warto?
Było warto, bo była to przygoda na najwyższym poziomie. Walka z samym sobą, z trudnościami, brakiem komfortu i zmęczeniem. Ale przecież dla takich chwil się trenuje, dla takich chwil warto podjąć wysiłek!

Łukasz Frączak zajął w stawce ponad 500 biegaczy, 270 miejsce, a pozostali żaranie odpowiednio: Damian Szukała-117, Paweł Dwornicki-142 a Bogdan Sądel-149.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz