Halina Kozłowska, emerytka z ul. Wrocławskiej w Nowej Soli, długo przyglądała się, jak remontowane są chodniki i drogi pod jej blokiem. Wreszcie nie wytrzymała i zadzwoniła do „Regionalnej”.
Pani Halina nie jest zadowolona z remontu. Przede wszystkim niepokoi ja to, jak położono chodnik przed blokiem.
– Już jak go robili, mówiłam, żeby nie robili pochyłości, bo tu będzie jezioro. W niedzielę było oberwanie chmury z gradem, wyszłam zobaczyć i rzeczywiście tu było jezioro. Miałam rację. I teraz tak się będziemy męczyć po każdej burzy – mówi H. Kozłowska i dodaje, ze wcześniej takiego problemu nie było, bo przy chodniku było trochę trawy, w którą wsiąkała woda.
W poniedziałek (16.06.) kiedy odwiedziliśmy emerytkę, akurat wymieniano też kostkę przy garażach.
– Zrobili chodnik pod garażami, a dzisiaj go rozbierają, bo ludzie nie mogli otworzyć garaży. To taka ekipa za przeproszeniem pożal się Boże – komentowała pani Halina. [paywall]
Przy drodze ustawiono tablicę, na której poinformowano mieszkańców, że inwestycja nazywa się „Przebudowa drogi wewnętrznej stanowiącej sięgacz od ul. Wrocławskiej w Nowej Soli wraz z budową oświetlenia drogowego i odwodniania”. Umowę podpisał w marcu 2024 roku jeszcze poprzedni prezydent Jacek Milewski. Cała inwestycja wyniosła 1 mln 863 tys. zł, z czego 787 tys. zł to dofinansowanie z rządowego funduszu rozwoju dróg.
– Czyli płacimy za to w podatkach – mówi H. Kozłowska i pokazuje jej zdaniem największą fuszerkę. – A najgorsza sytuacja jest przy zjeździ z ul. Wrocławskiej. Ułożyli tam kocie łby i ludzie się potykają jak przechodzą przez jezdnię. Ja przez taką dziurkę się przewróciłam i chodzę teraz o lasce. Zauważyłam, że jak ludzie idą do Lidla, albo w drugą do Biedronki, to idą drugą stroną, bo kobiety mają szpilki i przewracają się. Przecież jak szpilka wejdzie w dziurę to koniec. Mówiłam im, żeby zalali to cementem, bo wyciąganie tej kostki to syzyfowa praca, ale oni nie słuchali. Mówili mi, że nic nie rozumieją – narzekała pani Halina.
20
Poprzedni artykuł