Kupców na żagańskim targowisku przy ul. Rybackiej została już tylko garstka. – Nie ma klientów, dlatego handlowcy się zwijają – mówi jeden z nich Zbigniew Kurek, który również nosi się z zamiarem zamknięcia stoiska.
Tak źle na żagańskim targowisko jeszcze nie było. Z 80 wyznaczonych stanowisk targowych tylko 21 jest wydzierżawionych, czyli raptem jedna czwarta!
Zbigniew Kurek handluje odzieżą na targowisku od ponad 30 lat.
– Z roku na rok jest coraz gorzej. Została nas garstka. Władze miasta niewiele zrobiły, aby poprawić nam tutaj warunki do pracy – mówi. – Przede wszystkim, mamy fatalny chodnik prowadzący przez targowisko. Wielu moich znajomych już się stąd zwinęło. Ja sam też się nad tym zastanawiam.
– Myślę, że to targowisko nie tylko wymaga remontu – począwszy od drogi i chodnika po boksy. Nie ma też promocji tego miejsca, tak jak w innym miastach. Po popołudniu jest już pusto, coraz trudniej o klientów – mówi pani Joanna ze stanowiska obok.
Brak pomysłów
Dramatyczna sytuacja targowiska w Żaganiu była przedmiotem burzliwej dyskusji na ostatniej komisji gospodarki Rady Miasta.
– Próbowaliśmy pobudzić handel na targowisku, a także zachęcić nowych handlowców do wynajmowania stanowisk. Niestety, ani okresowa rezygnacja z poboru opłat, ani nieodpłatne wyznaczenie miejsca na handel płodami rolnymi nie przyniosły zamierzonych efektów – tłumaczył na komisji Bogdan Fryze, dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, który administruje targowiskiem. – Teraz, przed zimą, handel warzywami i sadzonkami całkowicie zamarł. Na terenie Żagania są dobrze zorganizowane rodzinne warzywniaki i to do nich klienci się przenieśli. Z drugiej strony pobliskie duże targowisko w Żarach przejęło od nas część zarówno handlujących, jak i kupujących. Nie mamy pomysłu na odwrócenie tej sytuacji – przyznał bezradnie.
To największa porażka
Radny Jakub Witek stwierdził, że za upadek targowiska odpowiada również sama komisja gospodarki, która przespała w tej sprawie prawie całą pięcioletnią kadencję.
– Czy w ogóle ma sens utrzymywanie tego targowiska? Nic w tej kadencji nie zdziałaliśmy dla jego rozwoju. Ten bazar i zamierający handel w centrum miasta są największą porażką naszej komisji gospodarki – skwitował radny J. Witek. – Nic nie zrobiliśmy w tym kierunku. Nawet nie było żadnej dyskusji. Moim pomysłem jest przeniesienie targowiska w rejon Warszawskiej, która po godzinie 12.00, gdy większość klientów kupi już pieczywo i wędliny, również zamiera. Na okolicznym skwerze, między Bracką, Długą a Keplera, mogłyby stanąć boksy handlowe, aby ożywić to miejsce. To jest najwyższy czas, aby coś z tym zrobić – przekonywał kolegów z komisji.
Entuzjazm Witka podkopał przewodniczący komisji gospodarki.
– Komisja nie ustala zasad handlu. Popyt kształtują ludzie – dał radnemu Witkowi wykład z ekonomii Wiesław Bochenek.
