Strona główna » Czy królewska posiadłość uratuje ich miłość? Martwe mury i gorące uczucie.

Czy królewska posiadłość uratuje ich miłość? Martwe mury i gorące uczucie.

przez imperia

Martwe mury i gorące uczucie. Ruiny żarskiego zamku i pałacu stoją, ale miłość legła w gruzach. W tle polityka, zawiedzione marzenia, ból d*py i krótkie „spierd*laj”.
Magdalena Broniecka z Żar, dyrektorka biblioteki w Brodach, kojarzona jest ze Stowarzyszeniem Region Łużyce, które zajmuje się żarskim kompleksem zamkowo-pałacowym i jego ogrodem.
I jak teraz zdradziła M. Broniecka, drogi jej oraz stowarzyszenia, a bardziej reprezentującego je Arkadiusza Gutki rozeszły się gwałtownie. Wskazywać na to może tytuł wpisu na Facebooku „ból d*py level II”.
„Stowarzyszenie, a w zasadzie jego przedstawiciel, Arkadiusz Gutka, odsunęli mnie od dalszej promocji (…) zespołu zamkowo-pałacowo-ogrodowego” – pisze pani Magda i pyta retorycznie, czy to „rezultat lukratywnych kontraktów w.wym. pana z miastem, którego włodarze nie mają na mnie pomysłu?”
Tym samym M. Broniecka nawiązała do swojej wcześniejszej wypowiedzi, że czuła się po wyborach odsunięta na boczny tor przez Edytę Gajdę, burmistrz Żar. Bo choć w czasie kampanii wyborczej obie panie były nierozłączne, jak najlepsze przyjaciółki, to po wygranych wyborach E. Gajda nie miała dla niej czasu. M. Broniecka mówiła wówczas dziennikarzowi „Regionalnej”, że była na każde zawołanie i nie żałowała nocy i snu, żeby na przykład opracować jakiś tekst. I że podpowiadała, że drogą do zwycięstwa jest zamek, żeby tam organizować spotkania. Po wygranych wyborach nagle przestała być potrzebna. A nie ukrywała, iż liczyła, że jako jedna z najbardziej zaufanych osób będzie mogła wspierać burmistrz swoją wiedzą. Tymczasem miała słyszeć, że „potrzebują więcej czasu” i „nie mogę teraz rozmawiać”. 
Potem E. Gajda wybrała na swojego rzecznika prasowego Agnieszkę Zychlę, byłą rzeczniczkę Urzędu Miasta w Żaganiu, a nie M. Broniecką, której ponoć to obiecała w czasie kampanii. 
Ubzdurała sobie
Teraz M. Broniecka usłyszała, że nie jest już w zabytku chciana i potrzebna.  
– Mamy kontynuację jej poprzedniego stanowiska. Bo sobie ubzdurała, że skoro ja nie wykonuję agresywnych ruchów w  stosunku do nowej władzy – podczas gdy stara wobec nas była co najmniej nie fair – to się wiąże z tym, że może ja mam coś od tej władzy przyobiecane. Za jej plecami. Wymieszała to wszystko, uznając, że któryś z wypalonych na ślepo strzałów powinien trafić. Efekt był taki, że zakończyły się nasze prywatne i nieprywatne kontakty. I relacje – tłumaczy A. Gutka.
– Jestem rozgoryczona. Czasami może warto ujawnić się z emocjami czy doświadczeniami, żeby ludzie wiedzieli, że nie wszystko działa, jak powinno. Arkadiusz postanowił zareagować na swój sposób. I to on powinien wyjaśnić, bo ja nie chciałabym zrobić tego nazbyt emocjonalnie – argumentowała pani Magdalena.
Przyznaje, że byli z A. Gutką w świetnym kontakcie. 
– Spotkaliśmy się w listopadzie 2022 r. Teraz wiele czynników wpłynęło na rozziew pomiędzy nami. Różne rzeczy zmieniają ludzi. Motywacje, czynniki. Była chemia, tak jak w relacjach przyjacielskich albo… bardziej zażyłych. Ale być może bardziej wskazana i skuteczna dla promocji zabytku byłaby relacja bez głębszej zażyłości. Bo czasem emocje mogą przeszkadzać. Wszystko zależy od temperamentu, charakteru … – komentuje pani Magdalena.
Jak pani Promnitz
– Magda zapomniała o jednej rzeczy i trochę popłynęła. Nigdy nie była i nie chciała być  członkiem stowarzyszenia. Za moją namową została natomiast społecznym opiekunem zabytków. Nasze relacje prywatne pozwoliły jej na bezgraniczne korzystanie z potencjału tego miejsca. To prawda, że pracowała w tej grupie, ale i najwięcej też z tego korzystała. Bo autorem tych wszystkich jej fajnych fotek, zaaranżowanych w otoczeniu murów, przeróżnych artefaktów czy wreszcie naszych zamkowych kotów, jestem ja. I wiem, że dobre zdjęcie modelki to nie tylko ona sama. Bo to i tak fotograf ją ustawia czy poprawia. To od niego ostatecznie zależy, czy zdjęcie będzie fajne – tłumaczy A. Gutka. 
I dodaje: – Tak czasem niektórzy pytali, że tu post niby o zabytku, a Magdalena na pierwszym planie. Płeć piękna jest najlepszą promocją, ale w tak skrajnej sytuacji trzeba spojrzeć również za kurtynę. Czyli pracowała, ale wyciągała bezpiecznie więcej. A teraz to takie nikomu niepotrzebne piłowanie tematu… Bo sprawy zamku, pałacu i jedynego w naszym kraju sekretnego ogrodu wciąż są pogmatwane, a ona już dopracowała się takiego wizerunku, że jest  panią Promnitz.
M. Broniecka fascynacji obiektem nie ukrywa.
– Rozkochałam się w tym zabytku. Bylibyśmy w stanie przywrócić świetność temu miejscu albo przynajmniej sprawić, by utrzymać go, by mógł służyć. Czyli odzyskać pałac, zająć się sekretnym ogrodem, zabezpieczyć budynek i zadbać o to, by ludzie chcieli tu przyjeżdżać – argumentuje M. Broniecka. 
 Krótko skwitowane
Tymczasem w Żarach wszystko się popsuło. 
„(…) moje zaangażowanie na rzecz wspaniałego żarskiego zabytku zostało skwitowane wulgarnym spie*dalaj” – napisała na Facebooku M. Broniecka.
– To manipulowanie faktami. Słowo padło w naszej prywatnej rozmowie i bardzo burzliwej rozmowie i dotyczyło prywatnych spraw, a nie tych związanych z zabytkiem. Wściekła kobieta potrafi nawet głaz ożywić, a co dopiero mówić o sprowokowaniu faceta- odpiera zarzut A. Gutka. I podkreśla, że wypowiedź pani Magdaleny zawiera sprzeczność logiczną. – Bo zaczyna się od „bó*u dupy”, a kończy na życzeniu powodzenia. To niech się zdecyduje. Zdaję sobie sprawę, że jest w rozterce, bo nie tak miało się ułożyć. W Ratuszu nie rozumieją, że jak się ma władzę, to się podejmuje decyzje, a nie każe się  czekać w nieskończoność. Bo to wszystko powoduje frustracje – dodaje A. Gutka. 
Próbowali mimo wszystko rozmawiać. 
– Mój znajomy był w szoku, że tak to wszystko wyszło. Nawet przyjechał pertraktować z nami. Powiedział: „Czekajcie, wszystko jest ok. Zróbmy z tego serial pt. „Czy królewski zespół pałacowo-zamkowo-ogrodowy uratuje ich miłość?”- opowiada z uśmiechem A. Gutka. 
I przyznaje, że życie pisze różne scenariusze. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz