Strona główna » Coś we mnie pękło…. Rozmowa z Sylwestrem Buczyńskim, byłym trenerem Stali Jasień

Coś we mnie pękło…. Rozmowa z Sylwestrem Buczyńskim, byłym trenerem Stali Jasień

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Głośno się zrobiło o konflikcie prezesa Stali Jasień Mariusza Sierko z trenerem Sylwestrem Buczyńskim, który w ciągu 3 lat wyprowadził zespół Stali z piłkarskiego niebytu. Jego, drużyna złożona z doświadczonych i znanych zawodników, robiła co roku awans do wyższej klasy rozgrywkowej. W tym sezonie zespół miał awansować do 4.ligi. Stal jest liderem w tabeli klasy okręgowej i wszystko wskazywało na to, że będzie to kolejny skok o stopień wyżej. W Wieczystej Jasień już odkorkowywano szampany, ale nastąpił zgrzyt w dotychczasowej, jak się wydawało wzorowej, współpracy pomiędzy oba najważniejszymi osobami w klubie.
Po pierwszym meczu w rundzie wiosennej trener pożegnał się z posadą. Prezes twierdzi, że zwolnił szkoleniowca, bo nie wywiązywał się z powierzonych mu zadań, a co na to sam zainteresowany?
Do zajęcia stanowiska sprowokowały mnie liczne telefony wielu ludzi ze świata lubuskiej piłki nożnej Postanowiłem odnieść się do wielu wypowiedzi prezesa Sierki. Robię to trochę wbrew swojej woli, ponieważ uważam, że pożegnanie powinno odbywać się  sposób cywilizowany, a wszelkie niedomówienia wyjaśnione w cztery oczy w klubie.
Panie trenerze to jak było naprawdę? Kto kogo zwolnił i kiedy to nastąpiło?
Decyzję o odejściu z klubu podjąłem przed meczem z Łęknicą, kiedy jeden z pracowników klubu przyniósł mi zmieniony przez prezesa protokół meczu. Oczywiście nie zgodziłem się z nim i zespół zagrał zgodnie z moją koncepcją.
To co było w tym drugim protokole?
Prezes zmienił zawodników grających w pierwszym składzie oraz wybranego przeze mnie i drużynę kapitana Pawła Wojtysiaka na Bartka Toczaniuka. W czasie odprawy przedstawiłem sytuację zawodnikom, pożegnałem się oraz życzyłem drużynie awansu do 4 ligi. Przed meczem z Łęknicą, decyzję o odejściu z klubu ze względu na panującą w nim atmosferę, podjęli także: Wojciech Okińczyc, Przemysław Adamczak. A bezpośrednio po meczu Krzysztof Wierzbicki i Paweł Wojtysiak.
O tym, że między panami nie było już chemii, ćwierkały ptaszki w całej okolicy. Co się wydarzyło?
Napięta sytuacja w klubie była już od pewnego czasu, jednak ze względu na to, iż drużyna i cel jaki ma osiągnąć jest dla mnie najważniejsza, nie komentowałem wcześniejszych wydarzeń. Po wygranej z Alfą Jaromirowice jestem pewny, że drużyna jest przygotowana do rundy i walki o awans. Mimo braku warunków do trenowania w okresie przygotowawczym, który spędziliśmy na orliku szkolnym.
Czy to prawda, że robił pan wszystko, ale nie to co pan powinien robić?
Tak zajmowałem się wszystkim. Tego ode mnie oczekiwał(prezes, Mariusz Sierko dop. red.): załatwiałem sale i boiska do treningów, sparingi, sędziów, lekarza medycyny sportowej, przekładałem mecze oraz w ramach promocji klubu zapraszałem przedstawicieli LZPN. Doszło do tego, że kupowałem nawet wodę na treningi i sparingi. Jedyne czym nie mogłem się zajmować w ostatnim czasie, to budowaniem drużyny, bo od listopada nie miałem wpływu, kto będzie grał w Stali Jasień.
A co z zarzutami, że grali tylko pana zawodnicy, a pozostali nie mieli szans na wejście na boisko?
Nie faworyzowałem żadnej grupy zawodników i nikt nie jeździ za mną z klubu do klubu.Wojtysiak i Wierzbicki przyszli do nas po awansie Lechii Zielona Góra do 3 ligi. Okińczyc i Małecki przyszli z 3 ligi z Zielonej Góry, a Konieczny i Zioła z rezerw Lechii. Budzyński z Czarnych Żagań, a Wolak i Cipior z Promienia Żary. Kuba Jasiński ostatnie 5 sezonów spędził w Carinie Gubina, a Przemek Adamczak z Zorzy Ochla. Jedyny zawodnik, który przyszedł wraz ze mną to Dawid Kędziora z Syreny Zbąszynek.       I jeżeli ktoś poddaję pod wątpliwość, że ci zawodnicy mogą mieć problem z graniem na poziomie okręgówki to znaczy, że jest wielkim laikiem w tym temacie.
Był pan także trenerem juniorów Stali jasień. Widział pan ich w podstawowym składzie?
Jeżeli chodzi o młodych zawodników, to bardzo zależało mi na ich rozwoju. Zgodziłem się na trenowanie zespołu juniorów Stali Jasień. Po półtorarocznej pracy drużyna dwukrotnie awansowała, a dziś gra w lidze wojewódzkiej. Na tym poziomie rozgrywkowym juniorzy Stali Jasień grali ok 30 lat temu. Pokładałem oczywiście nadzieję w tych zawodnikach, jako następców obecnych seniorów. Jednak wizja p. Sierki była inna, ponieważ zakazał uczestnictwa juniorów w treningach pierwszego zespołu. Co skutkowało odejściem najbardziej obiecujących zawodników z zespołu.
Czyli trzon nadal stanowiliby zawodnicy bardzo doświadczeni?
Zależało mi na rozwoju klubu dlatego  postawiłem na zawodników z regionu z nazwiskami znanymi w całym województwie. Prezes w lutym chciał się pozbyć Wolaka i Jasińskiego, choć teraz wymienia ich jako „trzon” zespołu, a wiem, że szukał im klubu rozmawiając z trenerem Masterchemu Przylep.
A jak pan ocenia nowe nabytki?
Widzę, że P. Sierko woli posiłkować się młodzieżą za wschodniej granicy, a rzekoma współpraca z SMS Łódź okazała się, po mojej  rozmowie z kolegami trenerami oraz dyrektorem SMS- u, nieprawdą.
 Czy żałuje pan, że wrócił pan do Jasienia?
Przyszedłem do Jasienia z sentymentu i z chęcią zrobienia w klubie czegoś wielkiego. Grałem tutaj jako uczeń szkoły podstawowej, średniej i jako student AWF. Podejmowałem pracę z myślą o moich byłych trenerach, działaczach i kolegach, których już nie ma wśród nas, a także dla tych byłych zawodników i działaczy, którzy systematycznie przychodzą na mecze Stali Jasień. Chyba ten sentyment mnie trochę zaślepił i w porę nie zauważyłem nadchodzącej nawałnicy.
Co pan ma na myśli?
Nie chcę być złym prorokiem, ale czuję, że za jakiś czas będziemy świadkami oświadczenia o zmianie polityki w klubie, który stawia na odmłodzenie drużyny, a awans odłoży na kilka sezonów.
 Oby to było tylko błędne odczucie.
Dziękuję za rozmowę

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz