Strona główna » Cieszy oko, koi ból

Cieszy oko, koi ból

przez imperia

Pani Ludwika, seniorka z Nowej Soli, zadzwoniła do naszej redakcji. – Koniecznie napiszcie o panu Kazimierzu i pani Irenie, którzy, pomimo wieku, dbają o ogród przed blokiem, żeby było pięknie – poprosiła.
Kazimierz i Irena Kasperowie w bloku przy ulicy Kossaka zamieszkali zaraz po ślubie, czyli 60 lat temu. Nie mają balkonu, więc lubią wyjść z kawą przed blok. Siadają na ławce. Podziwiają ptaki. Przyleciały sroki, o których mówią, że to gospodynie. Obserwują walki gołębi i kruków.
– O! Pan doktor! – cieszą się, gdy przyleci dzięcioł. Latają sroki, gawrony i sójki.
Pan Kazimierz i pani Irena podziwiają ogród.
– Wszystko już z ziemi kuka – komentują. – Hortensje pączki dostały. Niedługo zakwitną śliwki. Będzie kolorowo!
Jak to się zaczęło…
Pan Kazimierz sięga pamięcią do lat 70.
– Ja powiem teraz, jak to się zaczęło. Pod blokiem [paywall] rosły wtedy tylko krzaki. Nie było tu żadnej lampy. Ktoś próbował zaciągnąć w te krzaki dziewczynkę i ją skrzywdzić. Wtedy powiedzieliśmy „Dosyć, trzeba coś z tym zrobić!”. 
Z pomocą sąsiadów powyrywali krzaki i założyli ogród.
– My ponasadzali forsycje, hortensje, rododendrony… – wylicza pani Irena.
Pan Kazimierz najbardziej lubi róże. – To było ponad piętnaście lat temu, jak Irena znalazła w śmietniku krzew róży – wspomina. – Żal jej było tę różę w tym śmietniku zostawić, więc przyniosła i zasadziliśmy.
Żeby róża nie była samotna, posadzili drugi krzew. Tym sposobem, przed blokiem przy Kossaka zakwitły mąż i żona.
– Tam kwitnie córka, a tam wnuczek – wskazują kolejne krzewy.
Nikt nie pyta, czy pomóc
– W moim domu zawsze było dużo roślin – wspomina pani Irena. – I zawsze było dużo do roboty – dodaje po chwili. – Od dziecka wiem, co to haczka, grabie, widły. Jak chce się mieć ładnie, to trzeba trochę pograbić po zimie – zaznacza.
– Byliśmy kiedyś zdrowsi, to częściej grabiliśmy w ogrodzie – dodaje pan Kazimierz. – Sąsiedzi z nami grabili. Ale jedni poumierali, inni zachorowali. Zostaliśmy tylko my, starzy, żeby dbać. 
– Młodzi nie chcą? – pytam.
– Nikt nie pyta, czy pomóc – wzdycha pani Irena. W tym roku skończy 80 lat. Pracowała kiedyś w Odrze (dawna fabryka nici).
– Nikt nie pyta – potwierdza pan Kazimierz. Ma 82 lata. Pracował w Dozamecie (dawne zakłada metalurgiczne).
– Skąd państwo bierzecie siły, żeby chwytać za grabki? – pytam.
– Taka nasza rozrywka – śmieją się. – Trochę na stojąco, a trochę na kolanach. I jakoś dajemy radę.
– Plecy nie bolą?
– Bolą. Ale jak nie robić, skoro to tak cieszy oko? Żeby tylko zdrowie było, żeby choć ćwierć się wróciła…
Gdy siedzą w domu, to myślą często o synach.
– Jeden był, drugi był, a już nie ma. Poumierali. Jak tu się przyjdzie, to się trochę zapomni, choć na chwilę.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz