Strona główna » Chrust plus

Chrust plus

przez imperia

Tak prześmiewczo nazywana jest propozycja wiceministra Edwarda Siarki, który mówił o zbieraniu gałęzi na opał. Leśniczy mówią, że chrust jest w bajkach. Oni od lat handlują tzw. gałęziówką.
Artur Tararuj, szef nadleśnictwa Nowa Sól, przyznaje, że miał już kilka telefonów z zapytaniem o chrust. – Co chwilę ktoś do mnie dzwoni i pyta: słuchaj, czy jest chrust? – opowiada nadleśniczy.
My też zapytaliśmy, ale na poważnie. Czy można zbierać chrust w lesie? – Żadnych wytycznych w tym temacie nie dostaliśmy, żeby wydawać drewno bez opłat – odpowiada A. Tararuj. [paywall]
E. Siarka o zbieraniu gałęzi na opał powiedział w kontekście rosnących cen energii i węgla. Opozycja bardzo szybko podłapała temat i zaczęto szydzić, że PiS przygotował receptę na wyjście z kryzysu energetycznego czyli „program chrust plus”.
Waldemar Sługocki, poseł PO, przyznaje, że w sejmowych kuluarach, ta wypowiedź jest obiektem kpin. – Jak to w PiS, nietakt goni nietakt. Przy rosnących cenach energii mówi się o zbieraniu chrustu – komentuje.
Chrust to jest w bajkach
A. Tararuj tłumaczy, że nie można bez pozwolenia wynosić drewna z lasu. Leśniczy taką osobę może ukarać mandatem. Jest jednak droga, żeby zrobić to legalnie. Wystarczy udać się do gajowego i za opłatą można kupić trochę chrustu.
– To nic nadzwyczajnego. Ludzie, którzy mieszkają na wioskach od dawna w ten sposób kupują u nas drewno na opał. My tego nie nazywamy chrustem, bo chrust to się kojarzy z bajkami, u nas funkcjonuje to jako gałęziówka – mówi A. Tararuj.
Gałęziówka to to, co zostaje z zabiegów pielęgnacyjnych, które leśniczy robią w lasach. Po takiej przecince zostaje zwykle sterta gałęzi i tzw. grubizny, która nie nadają się na cele przemysłowe. Nadleśnictwo sprzedaje to na opał, albo rozdrabnia i rozrzuca po lesie jak nawóz. Leśniczy mają nawet cennik. W nowosolskim nadleśnictwie metr sześcienny „gałęziówki” kosztuje 18 zł 45 gr. Od początku roku w ten sposób sprzedano już 914 m. szesc. tego materiału. W skali całego roku ta liczba dochodzi zwykle do 2 tys. m. szesc.
Zainteresowani muszą najpierw zgłosić się do kancelarii leśniczego. Na stronie nadleśnictwa można znaleźć rozkład leśniczówek i grafik kiedy kogoś w nich zastaniemy. Podobno co roku ubywa chętnych na „gałęziówkę”.
– Być może teraz za sprawą ministra stanie się popularna – mówi nadleśniczy.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz