Trwa fatalna passa naszych czwartoligowców. Budowlani pechowo przegrali w Zbąszynku a Sprotavia – u siebie nie sprostała Odrze Bytom Odrzański.
Budowlani byli blisko sensacji w Zbąszynku, gdzie do 90. minuty wygrywali 2:1. Podopieczni Roberta Ściłby, zagrali na luzie i odważnie. W 17. min, po faulu na Radosławie Romanowskim, sędzia podyktował dla nich rzut karny, który na bramkę zamienił Dawid Walczak. I choć rywale zdołali przed przerwą wyrównać, to w 66. minucie przyjezdni ponownie wyszli na prowadzenie. Kacper Lewicki ograł obronę gości i ładnym strzałem pokonał bramkarza Syreny. I gdy wydawało się, że Budowlani zgarną trzy punkty, w doliczonym czasie stracili dwa gole. Najpierw w 90. min Paweł Dulat posłał piłkę do siatki, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Radosława Nolki. Chwilę później ten sam zawodnik wykorzystał zamieszanie pod bramką Pawła Bahrycza i ustalił wynik na 3:2.
– Szkoda, bardzo szkoda tego meczu. Wydawało się, że zgarniemy trzy punkty, a wyjechaliśmy z pustym kontem. Wystarczyła chwila dekoncentracji i rozkojarzenia, a straciliśmy w końcowych sekundach dwa gole – mówi Robert Ściłba, trener Budowlanych.
Nie trafiają do siatki
Nie wiedze się również szprotawianom. O ile jednak Budowlani mają problem z obroną, o tyle szprotawianie – rażą indolencją strzelecką. W sobotę, 2 września podopieczni Mieczysław Sobczaka ulegli na własnym boisku Odrze 0:2. Gospodarze dominowali w pierwszej połowie, ale przewagi nie potrafili udokumentować strzeleniem goli. W drugiej połowie stracili gole po akcjach z kontry.
– Taka jest piłka, że raz się wygrywa, a raz przegrywa. Jesteśmy po męskiej rozmowie z piłkarzami, obiecują, że będzie lepiej – mówi prezes Sprotavii, Dariusz Marciniak. – Na razie obiecaliśmy sobie, że nie będzie nerwowych ruchów.
7
Poprzedni artykuł