Miał iść do domu. Pakować walizkę, zacząć nową pracę. Zaczynał kolejny etap życia. Ale los zdecydował inaczej. Szymon Kondycki († 23 l.) zasłabł. Zmarł.
Czy przyczyną śmierci młodego bramkarza było zachłyśnięcie się winogronem? Czy zabił go zawał? Śledczy dopiero szukają przyczyny śmierci 23-latka.
Nagle zsiniał, upadł
Wczesne niedzielne (2.10.) popołudnie. Do mieszkania w budynku w Dębince (gm. Trzebiel) przyjeżdża na sygnale karetka. W ślad za nią helikopter Pogotowia Ratunkowego. Tak zaczynała się walka o życie Szymona, piłkarza Łużyczanki Lipinki Łużyckie, a wcześniej Budowlanych Lubsko. Dzień wcześniej (1.10) zagrał mecz ze swoją drużyną z Budowlanymi Gozdnica.
– Otrzymaliśmy wezwanie do Dębinki do 23-letniego mężczyzny. Przyczyną było zatrzymanie krążenia. Z karty wynika, że nagle zsiniał i upadł. Reanimacja trwała godzinę. Został wezwany śmigłowiec z lekarzem. Niestety, nie udało się przywrócić oddechu. Wielki żal. To bardzo młody człowiek – mówi Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.
Dawał radę
Dramat rozegrał się przy mieszkaniu Dawida Piekło, kuzyna i przyjaciela Szymona, też piłkarza wywodzącego się z „Łużyczanki”. Ciężko mu o tym mówić.
– Był dla mnie jak młodszy brat. Gra bardzo go cieszyła. Były plany, miał iść ze mną na testy do Energii Cottbus, bo nawet za granicą go chcieli – opowiada D. Piekło.
Wspomina, jak Szymon zaczynał przygodę z piłką.
– Był w 4 klasie podstawówki. Chciał być napastnikiem. Ale był najmłodszy, a nie miał kto piłek podawać. Dlatego dostał ode mnie „ogrodniczki” – rękawice i stanął na bramce. Był niewysoki, wydawało się, że łatwo mu nie będzie. A on sobie świetnie dawał radę. A potem wyskoczył ze wzrostem – uśmiecha się D. Piekło.
Walka przyjaciela
O dramatycznych chwilach z niedzielnego przedpołudnia trudno mu mówić.
– To stało się u mnie przed domem. Przyszedł do mnie na 15 minut. Powiedziałem mu, że jadę po swojego synka. Powiedział, że idzie się spakować. Wstawić pranie, bo na drugi dzień o godz. 21 miał jechać do nowej pracy. Dosłownie na chwilę odwróciłem głowę. Popatrzyłem w okno, za kolegą. I odwracam się. Szymon usiadł. Odchylił głowę. Oczy mu się zrobiły całe czarne, od razu się do niego rzuciłem. Otworzyłem buzię, bo miał szczękościsk. Wsunąłem coś, żeby rozchylić, żeby oddychał. Odetchnął. I za chwilę cały siny się zrobił. I zaczęła się walka. Zacząłem udzielać mu pierwszej pomocy – relacjonuje.
Nie ukrywa, że wciąż bardzo to przeżywa.
– Bo co zrobić, gdy patrzy się na ciebie osoba, którą znasz 23 lata i widzisz, że gaśnie? A człowiek nie może nic zrobić. Odchodził na moich rękach – ścisza głos D. Piekło.
Co się stało?
Przyczynę śmierci wyjaśnia prokuratura.
– Jednym z wątków, który się pojawił i jest też brany pod uwagę, jest zachłyśnięcie się. Rodzina to sygnalizowała – mówi Robert Brzeziński, prokurator rejonowy.
Chodzi o to, że Szymon dosłownie przed tragedią jadł winogrono.
– Mogło się zbiec ileś rzeczy. To winogrono, osłabione serce, silne przeziębienie. Bo był mocno przeziębiony. Przez tydzień kierował ruchem na kopalni w Niemczech. Był na delegacji w okolicach Dusseldorfu. Przyjechał w piątek w nocy, ok. 2-3. Przyszedł do mnie w sobotę, przed meczem. Namawiałem go, by nie jechał na mecz. Ale powiedział, że już obiecał bratu, że będzie bronił. Był bardzo sumienny – tłumaczy D. Piekło. I dodaje: – Sportowo mierzył wysoko. Jego idolem był Artur Boruc. Miał go na tapecie w telefonie. Był fanem Barcelony. Teraz miał zacząć nową pracę w Niemczech, dużo atrakcyjniejszą. Został przeze mnie polecony. Żeby zarobił, walczył o przyszłość. Miał właśnie zaczynać…
Był mi bliski
– Słyszałem, że miał zawał. Ale co to się stało, że zawał… Taki młody chłopak – mówi Mirosław Kondycki, ojciec. Wspomina niedzielny dramat. – Wziął ode mnie winogrono, które przywiozłem od znajomej. Chapnął i poszedł na górę, do Dawida. I choć już pogotowie mi mówiło, że to raczej żadne winogrono w grę nie wchodzi, to myślałem, że to się stało przeze mnie. Gdy dowiedziałem się, że to zawał, to pomimo całego smutku, ulżyło mi – ścisza głos M. Kondycki.
Kończy rozmowę, mówiąc, że musi jechać po ubranie na pogrzeb syna.
– Był mi bardzo bliski. Mieliśmy dobry kontakt. Na jego mecze jeździłem, jak tylko mogłem – tłumaczy.
Śledczy badają
Sekcja zwłok odbyła się we wtorek, 4.10. O przyczynie śmierci w sposób kategoryczny nie chcą się wypowiadać śledczy.
– Na razie przyczyna jest nieustalona. Biegły sekcyjnie nie był w stanie jej stwierdzić. Jeśli chodzi o zawał, są różne wykładniki, biegły też nie zawsze potrafi z całą pewnością go orzec. Tu nie było wskazania na zawał, z uwagi na brak wcześniejszych problemów ze zdrowiem. Istotne są wyniki badania histopatologicznego. Czasami nawet w przypadku młodych ludzi zdarzają się sytuacje, gdzie nagle człowiek zasłabnie i wtedy się okazuje, że problemy z sercem były, ale nikt o nich nie wiedział – tłumaczy R. Brzeziński.
Śledczy badają sprawę ewentualnego zachłyśnięcia.
– Podczas sekcji biegły tego nie potwierdził, ale i nie wykluczył. Przy założeniu zachłyśnięcia dużym winogronem, dostania się do krtani, to on mógł się po prostu przesunąć. Była przecież akcja reanimacyjna. Na pewno będziemy to ustalać – przyjechało pogotowie, być może próbowali odessać jakąś treść. Dlatego zadławienia także nie wykluczamy – wyjaśnia R. Brzeziński.
Dodaje, że poza histopatologią zostały zlecone badania na obecność alkoholu i środków odurzających. To standardowe procedury.
Bramkarska jakość…
W klubie od trenera i zarządu słyszymy, że Szymon swoją bramkarską jakość udowodniał w spotkaniach, w których wystąpił, między innymi broniąc rzut karny w Brzeźnicy.
– Teraz wierzymy, że tam z góry będzie dalej bronił dostępu do naszej bramki – mówią piłkarze z Lipinek Łużyckich.
W ostatnią drogę najbliżsi i przyjaciele Szymona odprowadzą go w Lipinkach Łużyckich. Dzisiaj (w piątek, 7.10. o godz. 13) odbędzie się msza w kościele parafialnym w Lipinkach Łużyckich, a po niej pogrzeb.
22
Poprzedni artykuł