Wojciech Sadowski (61 l.) dwa lata czekał na rehabilitację. Jeśli nie zostanie zaszczepiony to termin mu przepadnie. Chciał przyśpieszyć drugą dawkę, ale usłyszał, że nie można, bo brakuje szczepionek.
Wojciech Sadowski (61 l.) jest po pierwszej dawce szczepionki AstraZeneca. Kolejną ma dostać 18 czerwca. W międzyczasie spotkało go szczęście, dowiedział się, że za pośrednictwem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie został zapisany na rehabilitację. – Czekałem na to dwa lata. Mam protezę stawu biodrowego – mówi. Szybko okazało się, że w ślad za szczęściem przyszedł pech. Termin rehabilitacji przypadł na 11 czerwca. – Jeśli nie zostanę zaszczepiony do tego czasu, to mnie nie przyjmą. Rehabilitacja mi przepadnie. Dzwoniłem do przychodni i prosiłem, żeby mnie przyjęli szybciej, ale nie chcą – denerwuje się.
Nie zmarnowaliśmy żadnej dawki
– Mamy tysiące telefonów o przesunięcie drugiej dawki i w miarę możliwości staramy się iść na rękę. Ale wszystko zależy od tego, czy będziemy mieli szczepionki. Jak zamawiamy pierwszą dawkę, to automatycznie dostajemy tyle samo szczepionek na drugą. Nie możemy teraz kogoś wykreślić z listy, żeby zaszczepić inną osobę – słyszymy od koordynatorki szczepień w przychodni przy ul. Chałubińskiego w Nowej Soli.
– Mamy cztery rodzaje szczepionek. Każda ma inną datę ważności i inną liczbę dawek w jednej fiolce. Tygodniowo szczepimy 1,5 tys. osób i nie zmarnowaliśmy jeszcze ani jednej dawki – tłumaczy. Radzi, żeby pan Wojciech zadzwonił 7 czerwca, wtedy ma dojechać AstraZeneca.
– Minister dał nam okienko, że możemy skracać czas między jedną i drugą szczepionką, ale ludzie powinni sobie zdawać sprawę, że większa jest odporność jeżeli tego czasu nie skracamy – dodaje.
Jadę do Egiptu
Medycy z innych przychodni tłumaczą, że pierwszą dawkę można przesuwać do woli. Z drugą jest większy problem, bo na określony termin, przychodzi określona ilość szczepionek.
– Takich pacjentów, którzy chcą przesunąć termin jest bardzo dużo. Przychodzą i mówią, że jadą do Egiptu. Pamiętam panią, która miała obronę pracy dyplomowej i chciała drugą dawkę trzy dni później. Nie rozumiała, że jej dawka przepadnie, trzeba będzie ją wyrzucić do śmietnika i skąd mamy wziąć później nową jak ich nie ma – słyszymy od medyka z Nowej Soli. – Druga dawka Astry w ogóle nie przyszła w tym tygodniu. Nie przyjechały też pierwsze dawki Pfizera i Moderny, zostały tylko drugie. Wszystkie punkty w naszym regionie mają obcięte dostawy, bo producent się nie wyrabia – dodaje. Tłumaczy, że przesuwa pacjentów na inny termin i „modli się” żeby szczepionki przyszły. Sugeruje, żeby przed umówieniem się na drugie szczepienie dokładnie sprawdzić kalendarz, bo to nie jest tak, że w przychodniach stoją lodówki pełne szczepionek. – Jeśli ktoś nie dostanie szczepienia w określonym dniu to zostaje mu margines 7 dni na drugą dawkę – dodaje.
Nie chcą Astry
Obecnie najpopularniejszą szczepionką jest Pfizer. – Nikt nie chce się szczepić Astrą. W poniedziałek miałem 100 dawek Astry. Zapisały się na nią tylko 22 osoby. Jest niepopularna, bo zrobili jej czarny piar, że niby powoduje zakrzepicę. Całą Anglię zaszczepiono Astrą. Na 23 mln osób były 33 przypadki zakrzepicy. To równie dobrze gdyby nikogo nie szczepiono, to też mogły być te 33 przypadki. Tabletki antykoncepcyjne to 2 proc. szans na zakrzepicę, papierosy 50 proc. Astra 0,04 proc. – mówi medyk z Nowej Soli.
Według niego szczepienia działają. – W zeszłym miesiącu o tej samej porze przed naszym punktem w Otyniu gdzie robiliśmy wymazy stało około 50 samochodów, teraz nie stoi ani jeden. Jeszcze dwa miesiące temu na 10 wyjazdów karetki 9 było covidowych, teraz na 10 może jeden jest covidowy – mówi.