Przyznają, że choć czuli się spełnieni w biznesie i rodzinie, to jednak „mijali się” w domu i pracy. Izabela (44 l.) i Sebastian Galasiak (46 l.) z Żagania odnaleźli wspólną pasję po ponad 20 latach małżeństwa. Dziś w tańcu towarzyskim święcą triumfy, zdobywając najwyższą krajową klasę – A i zajmując 7. miejsce w Mistrzostwach Polski.
Izabela Galasiak przyznaje, że w pewnym momencie z mężem Sebastianem osiągnęli już wszystko, czego chcieli – zarówno w życiu rodzinnym, jak i zawodowym. Mają dwójkę dorosłych już dzieci, Patryka oraz Paulinę, z powodzeniem prowadzą swoje biznesy Sebastian zajmuje się budową i remontem domów, Izabela – projektowaniem wnętrz.
– A jednak do naszego 26-letniego związku wdarła się rutyna, zaczęliśmy się mijać zarówno w pracy, jak i domu – mówi „Regionalnej” I. Galasiak. – Nasze życie odmienił taniec, który był moją pasją od dzieciństwa.
Najlepszy prezent na urodziny żony
Izabela nie ukrywa, że długo namawiała męża do przygody z tańcem.
– Do tanga trzeba dwojga, a Sebastian długo się opierał – przyznaje „Regionalnej”. – Dla mnie bodźcem była córka, która zapisała się na kurs w żagańskiej szkole tańca. Od tego czasu zaczęłam przekonywać męża, aby zaczął ze mną trenować. Aby chociaż spróbował! Opierał się 10 lat. Aż do momentu, kiedy wybuchła pandemia i nadeszła moja czterdziestka.
Z tej okazji Sebastian szykował dla żony dużą imprezę na kilkadziesiąt osób.
– Niestety, lockdown popsuł nam ten plan. Musieliśmy odwołać urodziny, więc postanowiłem inaczej uszczęśliwić Izę – wspomina Sebastian Galasiak. – W końcu postanowiłem, że będę tańczył z żoną. Zanim jednak jej to oznajmiłem, w tajemnicy zrobiłem kurs. Znalazłem znakomitą szkołę tańca, prowadzoną przez wicemistrzów świata „Starlight by Sadeccy” w Zielonej Górze, gdzie przez dwa miesiące odbyłem treningi pod okiem instruktorki Agnieszki Tołpy. Gdy Iza się dowiedziała, że już sporo potrafię, była wniebowzięta.
Po pierwszym roku wspólnej ciężkiej pracy w zielonogórskiej szkole, Galasiakowie pojechali na pierwszy ogólnopolski turniej, w Krasnym Stawie. Jak na debiut i wielką tremę wyszło całkiem dobrze. Przeszli przez eliminacje, weszli do finału.
Zrzucił 30 kg, naprawił kolano
W drodze do uzyskania najwyższej klasy w kraju – A, zaczęli sobie stawiać coraz wyżej poprzeczkę.
– Przeszkód było dużo więcej, ale czego się nie robi dla ukochanej żony! Aby zostać tancerzem, zrzuciłem ponad 30 kg, schodząc z ponad 120 kg do 88 kg. Do tego odnowiła się kontuzja kolana, więc musiałem się poddać operacji – zdradza S. Galasiak. – Po półrocznej rekonwalescencji, treningi były intensywniejsze, praktycznie codzienne. Ćwiczyliśmy zarówno taniec standardowy, począwszy od walca angielskiego, wiedeńskiego i tanga, po foxtrot i quikstep, jak i latynoamerykański, czyli chachę, sambę, rumbę, paso doble i jive`a. Szybko, bo w ciągu roku, przeszliśmy od najniższych klas, począwszy od E do A, a więc na najwyższy krajowy poziom. Ta pasja wymagała od nas większej dyscypliny i organizacji pracy. Trenujemy pięć razy w tygodniu, najczęściej w nocy, bo w dzień pracujemy i prowadzimy dom.
Ciężka praca dała efekty. Aby uzyskać klasę A, trzeba było ośmiokrotnie zająć miejsce na podium lub uplasować się w pierwszej trójce w słynnym Ogólnopolskim Turnieju o Puchar Profesora Mariana Wieczystego. W październiku ubiegłego roku Galasiakowie zadebiutowali w Mistrzostwach Polski. Zajęli 7. miejsce w tańcach latynoamerykańskich i 8. w standardowych.
– To dobry wynik, jak na pierwszy raz. Byłby finał, gdyby nie mój stres – przyznaje z uśmiechem Sebastian.
Taniec odmienił ich związek
Galasiakowie zgodnie przyznają, że taniec to sposób na życie, który odmienił ich związek.
– Taniec nie tylko przemodelował nasze życie, ale dał dużo świeżości w naszym 26-letnim związku. W pewnym momencie zaczęliśmy się mijać, zarówno w pracy, jak i w domu. Taniec, który nagle okazał się wspólną pasją, dał nam dużo radości i satysfakcji – podkreśla Izabela. – Życie uciekało, wkradła się w nie pewna monotonność. Dzięki tańcowi odnaleźliśmy się z Sebastianem na nowo. Trochę żyjemy jak nastolatkowie. Tempo jest niesamowite, grafik napięty, codziennie treningi, co tydzień – turniej. Po pracy pakowanie walizek, szybki obiad, podróż, nocleg w hotelu, kilkugodzinne przygotowania do zawodów, począwszy od makijażu po ubiór.
– Taniec nauczył nas większej tolerancji i wyrozumiałości dla siebie. Kłócimy się na parkiecie, ale w domu i biznesie doskonale rozumiemy – dodaje z uśmiechem Sebastian. – Jest dużo pracy, satysfakcji, ale i stresu. Czasami tuż przed zawodami odpadnie z fraka guzik, trzeba szybko go przyszyć albo użyć agrafki. Zresztą, przez spadek wagi musiałem zamawiać trzy fraki z rzędu.
Poprzeczka coraz wyżej
Ubiegły rok Galasiakowie zakończyli z przytupem. W grudniu, w Ogólnopolskim Turnieju Tańca o Puchar Profesora Mariana Wieczystego wygrali klasę B Senior (kategoria 40-50 l.) w tańcach standardowych i zajęli 2. miejsce w tańcach latynoamerykańskich. Wygrali też A klasę w tańcach latynoamerykańskich.
– Jest jeszcze wiele do poprawy, dlatego sumiennie trenujemy w szkole tańca Starlight by Sadeccy pod okiem naszych trenerów, Kariny Sadeckiej, Konrada Smolińskiego oraz Agnieszki Tołpy. Dodatkowo szkolimy się też u dwóch trenerów federacji tańców sportowych w Warszawie. Bartosz Lewandowski i Anna Wałachowska, aktualni mistrzowie Polski, dają nam fantastyczne lekcje tańca – przyznają Galasiakowie. I zapewniają: – Mierzymy wysoko. Naszym ogromnym marzeniem jest zdobycie międzynarodowej klasy S. W maju chcielibyśmy zadebiutować w pierwszym turnieju międzynarodowym w angielskim Blackpool.
36
Poprzedni artykuł