Czasem o wyniku meczu decyduje strzał w okienko w doliczonym czasie gry. Czasem spalony zauważony przez sędziego. A czasem… formularz.
W Lubsku właśnie jeden dokument sprawił, że klub szkolący ponad setkę dzieci i młodzieży nie dostał w tym roku ani złotówki z gminnego konkursu na rozwój sportu. Po dziewięciu latach działalności MUKS Hat-Trick Lubsko po raz pierwszy znalazł się poza systemem miejskiego wsparcia.
Powód? Jak tłumaczy Tomasz Zbroszczyk, Naczelnik Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Lubsku, klub złożył ofertę na formularzu będącym załącznikiem do zarządzenia burmistrza z 2025 roku, podczas gdy konkurs w 2026 roku ogłoszono już na nowym wzorze dokumentu, dlatego zgodnie z regulaminem konkursu nie mógł zostać rozpatrzony.
Na papierze sprawa wydaje się więc prosta. W praktyce okazała się początkiem jednej z najgorętszych lokalnych dyskusji o lubskim sporcie w ostatnich latach.
Dziewięć lat budowania klubu
Hat-Trick Lubsko powstał dziewięć lat temu z inicjatywy Katarzyny Nowickiej – nauczycielki i trenerki, która po studiach wróciła do rodzinnego miasta.
Początkowo prowadziła treningi w Budowlanych Lubsko i grała w żeńskiej drużynie Budowalnych. Z czasem jednak wokół zajęć zaczęła gromadzić się coraz większa grupa dzieci, a wraz z nimi rodzice, którzy chcieli rozwijać tę inicjatywę. To właśnie wtedy ówczesny starosta żarski Janusz Dudojć namawiał Katarzynę Nowicką do utworzenia własnej akademii.
Tak narodził się Hat-Trick.
Dziś klub prowadzi szkolenie dzieci i młodzieży z Lubska oraz okolicznych miejscowości. Treningi prowadzone są do kategorii młodzika, a wielu zawodników po tym etapie trafia do większych akademii piłkarskich w regionie i w kraju.
Klub ma na koncie także sukcesy szkoleniowe. W przeszłości wygrał między innymi wojewódzką Ligę Orlika, a jego zawodnicy trafiali do kadr wojewódzkich.
Największym powodem do dumy są jednak wychowanki – Blanka Borowa i Michalina Wiśniewska, które trafiły do akademii Lecha Poznań. Michalina została także powołana do młodzieżowej reprezentacji Polski.
Dotacje zawsze były, ale różne
Przez dziewięć lat działalności Hat-Trick otrzymywał wsparcie z gminy. Były to jednak kwoty znacznie mniejsze niż te przyznawane drugiemu klubowi piłkarskiemu w mieście – MLKS Budowlani Lubsko.
W tegorocznym konkursie na rozwój sportu w gminie do podziału było 600 tys. zł. Ostatecznie rozdysponowano 545 tys. zł. 55 tysięcy zostało w kasie urzędu.

Dla porównania w poprzednich 4 latach Hat-Trick dostał odpowiednio 2022-8 tys. 2023-20 tys, 2024-15 tys, 2025-30 tys.
W tym roku Hat-Trick wnioskował o 53,4 tys. zł.
Nie dostał nic.
„Biorę za to odpowiedzialność”
Prezes Hat-Trick Katarzyna Nowicka nie ukrywa, że to ona jest odpowiedzialna za wypełnienie wniosku.

– Przez dziewięć lat staraliśmy się o dotacje i nigdy wcześniej nie mieliśmy problemów z ich uzyskaniem. W tym roku nasz wniosek został odrzucony. Przyznaję się do błędu i biorę za niego odpowiedzialność – mówi.
Jak dodaje, klub liczył jednak na możliwość poprawienia dokumentów.
– Trudno nam zrozumieć, dlaczego nie dano nam nawet szansy uzupełnienia wniosku. Czujemy, że zostaliśmy potraktowani bardzo surowo. Najbardziej w tej sytuacji cierpią dzieci i młodzież – podkreśla.
Burmistrz: klub musi być profesjonalny
Burmistrz Lubska Janusz Dudojć patrzy na sprawę inaczej. W jego ocenie prowadzenie klubu sportowego to nie tylko pasja i praca z młodzieżą, ale również odpowiedzialność formalna.

– Klub sportowy to nie tylko strzelanie goli i zdobywanie medali. To także codzienna praca organizacyjna i znajomość przepisów. Dojrzałość organizacji polega również na tym, aby potrafić brać odpowiedzialność za własne błędy – podkreśla.
Jak dodaje, działalność stowarzyszenia nie powinna opierać się wyłącznie na środkach z gminy. Burmistrz twierdzi, że Hat-Trick pobiera składki od członków co jest dla nich sporym zastrzykiem finansowym.
-Jeżeli klub szkoli około 120 dzieci i pobiera składki w wysokości około 120 zł miesięcznie, to daje to w skali roku ponad 170 tysięcy złotych-twierdzi Dudojć.
Prezes Hat-Tricka potwierdza, że klub pobiera składki, ale jest to o wiele niższa kwota. – Aktualnie składki odprowadza 92 członków(pozostali są zwolnieni) co daje nam w skali roku 138 tysięcy-informuje Nowicka.
Pobieranie składek członkowskich to dzisiaj powszechna praktyka. Jest to jeden z elementów finansowania klubu. Inne kluby także to robią, w tym także Budowlani, którzy pobierają składkę w kwocie 100 zł. Jak informuje prezes Paweł Bahyrycz, klub Budowlani liczy około 140 członków, z tego składką objętych jest około połowa z nich, co daje rocznie około 75 tysięcy.
Inną formą pozyskiwania funduszy są projekty i podpisywanie umów na użyczenie drużyn młodzieżowych z innymi klubami.
Prezes MUKS Hattrick Lubsko Katarzyna Nowicka odniosła się do tych zarzutów. Jak podkreśla, podpisanie odpłatnej umowy z klubem z Grabic nie jest niczym nadzwyczajnym w realiach lubuskiej piłki.
–Takie umowy są powszechną praktyką -wyjaśnia Nowicka. Jak dodaje, w tym przypadku chodziło przede wszystkim o pomoc klubowi, który bez takiej współpracy mógłby mieć problem z występami w lidze.
Podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej. Hattrick wspierał między innymi Kado Górzyn, gdy klub ten występował w klasie okręgowej. Prezes Hattricka potwierdza również, że w sezonie 2025/2026 klub pozyskał jednego zawodnika, za którego zapłacił ekwiwalent zgodnie z przepisami Polskiego Związku Piłki Nożnej.
-Wystąpiliśmy po raz pierwszy o taki ekwiwalent, bo chcieliśmy pomóc zawodnikowi będącemu w trudnej sytuacji życiowej. Za pieniądze otrzymane od Budowalnych(około tysiąca złotych) kupiliśmy zawodnikowi sprzęt sportowy -wyjaśnia Katarzyna Nowicka. – Dodam tylko, że sami też musieliśmy zapłacić(300 zł) za piłkarza Budowlanych, który przeszedł do naszego klubu.
Co znamienne, cała dyskusja o ekwiwalencie zbiegła się w czasie z rozstrzygnięciem konkursu dotacyjnego.
Facebookowa burza
Po ogłoszeniu wyników konkursu w środowisku sportowym Lubska wybuchła prawdziwa bomba. Sprawa szybko przeniosła się do mediów społecznościowych.
Pod postem Hat-Tricku informującym o nieprzyznaniu dotacji pojawiły się dziesiątki komentarzy mieszkańców. Wiele z nich było bardzo emocjonalnych.
Część komentujących łączyła tę sytuację z faktem, że burmistrz Janusz Dudojć w przeszłości był związany z MLKS Budowlani Lubsko i dlatego preferuje tylko jeden klub. Rodzice byli oburzeni takim traktowaniem. Jednym z nich jest Katarzyna Borowa, która wspiera klub od początku jego istnienia.

– Uważam, że ta decyzja nie miała nic wspólnego z błędem w dokumentach. Już podczas jednej z wcześniejszych sesji rady było widać, że działania wobec Hat-Tricku są przygotowywane. Radny Krzysztof Bielecki (skarbnik Budowlanych Lubsko) próbował złożyć wniosek o odebranie klubowi dotacji za to, że wystąpił o ekwiwalent za transfer zawodnika- relacjonuje Borowa. -Po krótkiej dyskusji pojawił się pomysł, aby ograniczać dotacje klubom, które oprócz wsparcia z miasta pobierają także składki członkowskie. Ale wtedy musieliby zabrać dotację Budowlanym, bo oni też takie składki pobierają. Wniosek upadł.
Reanimowanie staruszka
Narastający konflikt musiał w końcu znaleźć ujście.
-Gdy zakładaliśmy klub, na spotkaniach z władzami miasta często słyszeliśmy, że w Lubsku jest już klub z tradycjami i to powinno wystarczyć. Tymczasem każdy rodzic ma prawo wybrać miejsce, w którym jego dziecko chce trenować, i nikt nie powinien być za to karany. Budowlani to klub z historią, ale moim zdaniem dziś przypomina trochę zmęczonego staruszka, którego co roku próbuje się reanimować miejskimi pieniędzmi- twierdzi Borowa. -Trzeba też jasno powiedzieć, że pieniądze dzielone między kluby nie są prywatnymi środkami burmistrza Janusza Dudojcia, radnych czy urzędników. To pieniądze mieszkańców Lubska. Dlatego decyzje o ich podziale powinny być przejrzyste i oparte na jasnych zasadach.
Do dyskusji włączył się również prezes Budowlanych Paweł Bahyrycz, który odpowiadał na część zarzutów i próbował tonować atmosferę. Niestety dolało to oliwy do ognia. Emocje wzięły górę a poziom dyskusji osiągnął poziom daleki od kulturalnej.
Prezes Budowlanych Paweł Bahyrycz podkreśla jednak, że jego klub nie ma żadnego wpływu na decyzję o odrzuceniu wniosku Hat-Tricku.

– Ubolewam nad tym, w którą stronę poszła ta dyskusja. Zamiast rozmawiać o sporcie i szkoleniu młodzieży pojawiły się wzajemne oskarżenia i bardzo emocjonalne komentarze. Budowlani nie mieli żadnego wpływu na decyzję komisji – mówi.
Internetowa wymiana zdań pokazała jedno – sprawa dotacji dla Hat-Tricku przestała być wyłącznie kwestią formalnego błędu we wniosku.
Stała się symbolem dużo głębszego lokalnego sporu
Głos radnego
Do sprawy odniósł się również radny gminy i sołtys Lutola Łukasz Michałkiewicz, który zwraca uwagę, że sport młodzieżowy nie powinien stawać się polem konfliktów.

– Niezależnie od tego, czy chodzi o Budowlanych, Hat-Trick czy inne stowarzyszenia, najważniejsze powinno być dobro dzieci i młodzieży. Warto szukać rozwiązań, które pozwolą wszystkim środowiskom funkcjonować i rozwijać sport w mieście – mówi radny.
Finał
W teorii wszystko jest jasne: konkurs, wniosek, błąd formalny, decyzja. W praktyce, jak często bywa w małych miastach, sport to coś znacznie więcej niż regulaminy i formularze. To także ambicje, lokalne sympatie, dawne relacje i emocje, które potrafią wybuchnąć z siłą porównywalną do gola w doliczonym czasie gry. Hat-Trick przez dziewięć lat zbudował środowisko ponad setki młodych zawodników i ich rodzin. Budowlani to z kolei klub z 75-letnią historią i ważnym miejscem w piłkarskiej tradycji miasta.
Dziś oba środowiska funkcjonują obok siebie i trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek zaistnieją naprawdę razem.
Bo choć piłka nożna w Lubsku zaczyna się tak samo jak wszędzie, czyli od pierwszego gwizdka, to coraz częściej jej najważniejsza część rozgrywa się poza boiskiem.