Strona główna » Biorą nas na przeczekanie

Biorą nas na przeczekanie

przez PS

W zaciszu gabinetu, bez mediów, świadków, notatek i z garstką mieszkańców, tak burmistrz Kożuchowa Alina Śmigiel rozmawia o kontrowersyjnej wieży telefonii komórkowej, na którą zgodził się jej urząd.

W ub. roku w październiku nagłośniliśmy historię dotyczącą wieży telefonii komórkowej Play, którą postawiono w pobliżu ul. Topolowej w Kożuchowie. O poruszenie tej sprawy prosili nas mieszkańcy, oburzeni tym, jak postąpiły z nimi władze gminy. O wieży dowiedzieli się już po fakcie, kiedy były wydane decyzje. Niektórzy opowiadali, że wracali z pracy i z zaskoczeniem oglądali przez okno, jak dźwig montuje „totem” – tak nazywają antenę.

 O inwestycji nie wiedziała też rada. Dopiero po jakimś czasie dokumentację udało się zdobyć radnemu Ryszardowi Żakowi. Złość i frustracja skupiły się na radnym i jego sąsiedzi wnieśli na niego skargę, były zapowiedzi jego odwołania. Skargę odrzucono. 

Wiceburmistrz Jacek Milewski tłumaczył publicznie, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Czyli nie zwoływano zebrania i nie informowano mieszkańców o wieży, bo nie było takiego wymogu. Ponadto była to inwestycja celu publicznego, a obiekt nie przekracza 50 metrów więc nie wymaga decyzji środowiskowych.

Posłuchajcie jak wiceburmistrz Jacek Milewski tłumaczył dlaczego nie zrobiono konsultacji z mieszkańcami: https://www.youtube.com/watch?v=9Uh55cOT19c

Burmistrz Alina Śmigiel obiecywała radnemu Żakowi, że spotka się z mieszkańcami i prosiła, żeby przekazał jej dokumenty, które udało mu się zdobyć w tej sprawie, miał je ze starostwa powiatowego. 

Walka nadal trwa 

Mieszkańcy w październiku ub. r. napisali do burmistrz petycję. Podpisało się pod nią ponad 70 osób z ul. Topolowej, Nowej, Ogrodniczej, Wesołej, Spokojnej, Osiedlowej, Spółdzielczej i z Os. Kolejowego. „Sprzeciwiamy się planom uruchomienia masztu telefonii komórkowej” – napisali i dodali: „Wnosimy o zmianę lokalizacji tej inwestycji przez oddalenie jej odległości co najmniej o 1 km od budynków mieszkalnych”. Dziś wieża stoi na prywatnym gruncie, ale mieszkańcy chcieliby, żeby gmina zaproponowała Play własne grunty i żeby tam przeniesiono maszt. 

Mieszkańcy obawiają się wpływu promieniowania elektromagnetycznego na ich zdrowie, argumentują, że przez sąsiedztwo z masztem spadła wartość ich nieruchomości, nie mówiąc już o tym, że wieża „deformuje okoliczny krajobraz”. 

Pod koniec listopada ub.r. doszło do spotkania z władzami Kożuchowa, ale zamiast zebrania, na które mógł przyjść każdy zorganizowano kameralną nasiadówkę w gabinecie burmistrz.     

– Burmistrz prosiła, żeby spotkanie odbyło się bez rozgłosu, a więc, żeby przyszła tylko nasza delegacja – opowiada Zdzisława Warchoł. Mieszkańcy zgodzili się na te warunki i przyszli w 5 osób (przypomnijmy, że pod petycją podpisało się 70). A. Śmigiel czekała na nich w asyście J. Milewskiego i urzędników. 

– Pan Milewski był główną postacią. Odnosiło się wrażenie jakby to on z tylnego siedzenia rządził gminą, bo pani burmistrz prawie w ogóle się nie odzywała – relacjonują uczestnicy. 

– Radzono nam, żebyśmy do tej sprawy wynajęli prawnika. Odpowiedzieliśmy, że w urzędzie jest zatrudnionych dwóch, więc może skorzystamy z ich pomocy – opowiada pani Zdzisława. 

– Na koniec spytałem panią burmistrz, czy coś da się z tą sprawą w ogóle zrobić, czy można jakoś nam pomóc. Odpowiedziała „chyba nie” – wspomina Józef Mindler. 

Mieszkańcom nie pozwolono nagrywać spotkania, ani zapraszać na nie media. Później okazało się, że nie ma nawet notatki, że się odbyło. – Przecież to nie było spotkanie w kawiarni, tylko w urzędzie, w ważnej dla mieszkańców sprawie – przypomina J. Mindler. 

2,5 miesiąca czekania na odpowiedź 

Po dwóch dniach burmistrz zaprosiła mieszkańców jeszcze raz. – Chcieliśmy, żeby udostępniła nam dokumentację, którą otrzymała od radnego Żaka. Odpowiedziała, że nie może tego zrobić, bo nie wie skąd pan Żak ją ma – mówi Z. Warchoł. Radny powiedział nam, że burmistrz zwróciła mu dokumenty i może je udostępnić mieszkańcom. 

– Chcieliśmy się dowiedzieć, czy antena już działa i czy są możliwości, aby gmina negocjowała z Play, żeby przenieść ją dalej o nas, na jakąś działkę gminną – opowiada pani Zdzisława. Odpowiedzi nie padły. 

Z. Warchoł wspomina, że do urzędu dzwoniła jeszcze przed świętami, żeby dopytać, kiedy mieszkańcy otrzymają odpowiedź na swoją petycję. – Burmistrz tłumaczyła, że wciąż czeka na odpowiedzi z Play – wspomina pani Zdzisława. 

Od złożenia petycji minęło już 2,5 miesiąca i do dziś nie przyszła żadna odpowiedź z urzędu. 

– Biorą nas na przeczekanie. Liczą na to, że wreszcie damy sobie spokój. Ale my nie odpuścimy, a przez to, że się nas tak lekceważy na pewno nie będziemy obojętni podczas wyborów – mówią mieszkańcy.   

Mieszkańcy osiedla wciąż czekają na pisemną odpowiedź na petycję, z informacją, jakie konkretne kroki podjęła burmistrz w przedmiotowej sprawie.  

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz