Strona główna » Bezsilni wobec tykającej bomby

Bezsilni wobec tykającej bomby

przez imperia

Nie ma mocnych na właściciela zakładu w podszprotawskich Wiechlicach, który mimo licznych kontroli służb, mandatów i toczącej się sprawy w prokuraturze, nie wywiózł niebezpiecznych substancji chemicznych.
Warszawski przedsiębiorca już kilkakrotnie nie dotrzymał terminu wywozu odpadów, do czego zobligował go Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska po licznych kontrolach, stwierdzających wyciek chemikaliów do gleby. Skończyło się na kilku karach finansowych w łącznej wysokości 24 tys. zł. Po niedotrzymaniu ostatniego, październikowego terminu, WIOŚ wszczął kolejną kontrolę, zakończoną 29 grudnia. I nałożył kolejną karę na właściciela.
– Analizy laboratoryjne próbek pobranych z terenu zakładu wykazały przedostanie się metali ciężkich do gleby – mówi Joanna Michalik-Pietraszak, rzecznik WIOŚ. – Na właściciela zostanie nałożona kolejna kara administracyjna w wysokości od 1 tysiąca zł do 1 mln zł. Jej wysokość nie została jeszcze ustalona. Ponadto, otrzymał on mandat w wysokości 300 zł za brak dokumentacji, dotyczącej składowanych odpadów. Czas na usunięcie odpadów ma do 28 kwietnia tego roku.
 Frustracja burmistrza
Bezsilność służb martwi burmistrza Szprotawy. 
– Termin został wydłużony do 28 kwietnia, z czym się nie zgadzamy, dlatego ponownie wniosłem do prokuratury o wszczęcie umorzonego postępowania w sprawie nielegalnego składowania odpadów niebezpiecznych dla zdrowia i życia  – poinformował radnych na piątkowej sesji, 27 stycznia, burmistrz Mirosław Gąsik. – Zwróciłem się też do Powiatowej Komendy Straży Pożarnej z prośbą o wyjaśnienie, na jakim etapie są ich działania w tej sprawie. Jesteśmy bezsilni jako gmina, bo wszelkie instytucje, do których się zwracamy, wykonują czynności, z których tak naprawdę nic nie wynika. Te pojemniki z odpadami są nieszczelne, wydobywa się z nich nieprzyjemny odór. To jest tykająca bomba ekologiczna.
W martwym punkcie
Przypomnijmy, sprawa toczy się już blisko 6 lat. Pierwszy raz pisaliśmy o niej w artykule pt. „Ekologiczna bomba” w 2017 roku, gdy szprotawianie zauważyli wyciek substancji chemicznych do gruntu na terenie zakładu przy ul. Jesionowej. Niektóre znajdowały się w otwartych kadziach i miały zamalowane farbą etykiety. Kontrola Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska stwierdziła obecność wielu substancji, w tym bardzo niebezpiecznego kwasu siarkowego. Gdy doszło do wycieku substancji do gruntu i okazało się, że właściciel nie miał wymaganych zezwoleń, otrzymał karę grzywny. Obiecał zrekultywować i oczyścić skażony kawałek ziemi. Mimo podpisania umowy z gminą na sukcesywny wywóz i utylizację chemikaliów, nie realizował harmonogramu.
Sprawa utknęła też w sądzie. Za nielegalne składowanie odpadów niebezpiecznych dla zdrowia i życia grozi 5 lat pozbawienia wolności. Oskarżony twierdzi, że tylko wynajmował teren pod ich składowanie dwóm innym osobom i nie miał pojęcia, co się na nim znajdowało. Oni też usłyszeli zarzuty. Do sprawy wrócimy.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz