Brutalne morderstwo w Żaganiu. Były partner zadźgał nożem kobietę na oczach małych córeczek. – Policja pojawiła się za późno, nie wiedziała, co robić – złoszczą się sąsiedzi. Rodzina obwinia też prokuraturę.
Tego dnia nic nie zapowiadało tragedii. – Asia miała bardzo dobry humor. Kiedy ją spotkałam koło południa, cieszyła się, że udało jej się załatwić drewno na zimę. Była cała w skowronkach – nie może uwierzyć Ewa Kulpan, sąsiadka Stanisławy Wojciechowskiej, nazywanej przez wszystkich Asią (†33 l.). Młodą kobietę kilka godzin później zamordował były partner, Robert M. (35 l.).
Złapał za nóż
Do mieszkania przy pl. Klasztornym Robert M. wparował o 16.20 w czwartkowe popołudnie (22.09.). – Bez słów rzucił się do kredensu i wyjął z niego ogromny nóż. Najpierw rzucił się na naszą koleżankę, potem na mnie i małe dzieci. Machał nam nożem przed oczami – opowiada roztrzęsiona Bożena Opioła, siostra bliźniczka zamordowanej, która przyszła w odwiedziny z córkami – Karoliną (8 l.) i Zuzią (18 m-cy).W mieszkaniu, oprócz nich, pani Asi i jej dwóch córeczek – Pauliny (18-mcy) i Natalii (9 l.), była jeszcze koleżanka. Syn Asi, Damian (12 l.), bawił się na pobliskim skateparku.
– Widać było, że jest pijany. Byłyśmy przerażone i kiedy Robert rzucił się na Asię, uciekłyśmy z mieszkania szukać pomocy u sąsiadów – dodaje siostra ofiary. W mieszkaniu zostały jedynie malutka Paulina i Natalia, które widziały, jak ojciec katuje ich matkę.
Asia długo walczyła o życie, zerwała z Roberta koszulę i podrapała go po twarzy. Całe mieszkanie było umazane krwią, a meble – poprzewracane. Drobna kobieta nie miała jednak żadnych szans w starciu z uzbrojonym osiłkiem, który brutalnie dźgał ją na oślep po całym ciele. Na końcu poderżnął swojej ofierze gardło, żeby się wykrwawiła.
Kpina, nie interwencja?
Sąsiedzi mają ogromny żal do policji. – To była kpina, nie interwencja! – złości się Marcin Szumalo. Podkreśla, że patrol pojawił się dopiero po 15 minutach od wezwania, chociaż z komendy na pl. Klasztorny da się spokojnie dojechać w 3 minuty. – Krzyczeliśmy do nich, żeby ratowali Asię, a oni po prostu przez kilka minut pukali do drzwi i prosili: „Niech państwo otworzą” – oburza się sąsiad. Podkreśla, że na końcu morderca sam wyszedł do funkcjonariuszy i spokojnie usiadł na schodach. – Przestraszyli się go, bo cały był we krwi. Jeden z policjantów wszedł do mieszkania. Na widok zmasakrowanej Asi dostał takiego szoku, że aż omdlały łapał się ściany. Dopiero posiłki, które przyjechały po kolejnych 5 minutach, wyprowadziły zabójcę do wozu – zaznacza M. Szumalo.
Policja zapewnia, że postępowała „zgodnie z procedurami” i wysłała na miejsce funkcjonariuszy natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia. – To dzięki podejmowanym przez policję działaniom i kierowanym przez policjantów pismom, rok temu Robert M. został przymusowo wymeldowany z adresu, pod którym mieszkał z konkubiną – odpiera zarzuty podkomisarz Sławomir Konieczny z Komendy Wojewódzkiej Policji.
Planował zbrodnię
W maju Robert pobił dotkliwie mamę Asi. – Kopał ją po ciele i wykrzykiwał: „Zabiję cię stara k… Żyjesz? Zdychaj!” – opowiada sąsiadka E. Kulpan.
– Dlaczego wtedy go nie aresztowano? To kpina, że w tej sprawie do tej pory nie postawiono mu zarzutów. Robert cały czas wysyłał Asi SMS-y, w których groził, że ją zabije – opowiada siostra Agnieszka Irska. Zaznacza, że w dniu zbrodni Asia poszła do prokuratury z telefonem, na którym zapisana była wiadomość od Roberta: „Dokończę, co zaczął Tomasik”. – Chodziło mu o mężczyznę, który przed laty rzucił się na Asię z nożem. Jak widać, ten bydlak planował zabić ją właśnie w ten sposób – tłumaczy B. Opioła.
– Prokuratura nie czuje się winna i tłumaczy, że gdyby zatrzymywano wszystkich, którzy wysyłają SMS-y z pogróżkami, w pace siedziałoby pół miasta – nie może uwierzyć A. Irska. Rodzina zapowiada, że złoży skargę na żagańską Prokuraturę Rejonową.
Prokuratura zaznacza, że o pozostawieniu Roberta na wolności zdecydowali biegli psychiatrzy. Stwierdzili, że wprawdzie nie może w pełni odpowiadać za swoje czyny, ale nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Wpływ na pozytywną dla niego decyzję miał też fakt, że tuż po pobiciu teściowej, Robert pojechał na odwyk alkoholowy do Ciborza, obiecując poprawę. Teraz za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi mu dożywocie. Po zatrzymaniu przyznał się do winy i został aresztowany na 3 miesiące.
Pił, a potem bił
Bliscy Asi opowiadają, że Robert na początku trwającego niemal 10 lat związku pozował na dobrego ojca i partnera. – Na początku nawet pracował. Dopiero po kilku latach okazało się, jaki jest naprawdę. Zaczął chlać i ćpać, włóczył się po mieście z podejrzanymi typkami. Bił Asię, bo był o nią chorobliwie zazdrosny – opowiada jeden z sąsiadów. Pokazuje ślady po powybijanych oknach i roztrzaskane zamki w drzwiach na tyłach kamienicy. – Wdzierał się siłą do mieszkania i urządzał awantury. Nie mógł zrozumieć, że ona nie ma zamiaru dalej tolerować jego awantur – mówi.
– Asia była wspaniałą matką i cudownym człowiekiem. Jej dzieciom niczego nie brakowało, bo dbała o nie, jak mogła. Zostały potwornie skrzywdzone i nie można pozwolić, żeby trafiły do sierocińca. Zaopiekuję się całą trójką, chociaż mam już piątkę swoich – zaznacza B. Opioła. – Straciłam siostrę bliźniaczkę. Miałyśmy jedno serce, teraz mam pół… – zawiesza głos.








