Straszy mężczyzna wysiadał z autobusu. Zamknęły się drzwi i uwięziły jego rękę. Autobus natychmiast ruszył. Kierowca niczego nie zauważył! Ani przytrzaśniętego pasażera, ani gdy wpadł pod koła.
Do dramatu doszło w środowe (18.06.) popołudnie na ul. Katowickiej w Żarach, pomiędzy skrzyżowaniami z ul. Baczyńskiego a ul. Zwycięzców.
Jadący od ul. Okrzei w kierunku sklepu Netto miejski autobus wlókł przez około 200 metrów pasażera, który nie mógł uwolnić ręki przytrzaśniętej drzwiami automatycznymi.
Masywne uszkodzenia
Pierwsze informacje wskazywały, że doszło do potrącenia człowieka. Śmiertelnego. Dopiero gdy zaczęły pracować służby, na jaw wyszły tragiczne okoliczności.
– Wezwanie otrzymaliśmy tuż przed 15.30. – informuje asp. Dawid Lewandowski, oficer prasowy PSP w Żarach.
Strażacy wzywani są do ciężkich wypadków, gdy ofiary są np. zakleszczone we wrakach i trzeba rozcinać blachy.
W tym przypadku tak nie było. Ofiara była na zewnątrz. Ciało było zmasakrowane przez koła autobusu.
Jak się dowiadujemy nieoficjalnie na oponach były duże fragmenty ludzkiej tkanki.
– Poszkodowany to mężczyzna ok. 70-80 lat. Zgon nastąpił na miejscu, z uwagi na masywne uszkodzenia wielu narządów ciała. Ratownicy nie podejmowali akcji reanimacyjnej. – informuje Magdalena Glanc z pogotowia ratunkowego.
Wiek ofiary wypadku podany jest orientacyjnie, bo mężczyzna nie miał przy sobie dokumentów. Policjanci ustalają tożsamość ofiary wypadku.
Nie zauważył, że pasażer nie wyszedł
– Kierowca autobusu zatrzymał się na ul. Katowickiej, na pierwszym przystanku od ul. Okrzei i wysadzał pasażerów. Prawdopodobnie nie zauważył, że jeden z pasażerów częściowo nie wyszedł z autobusu, a drzwi automatyczne przytrzasnęły mu rękę. Z pasażerem na zewnątrz autobus przejechał ponad 160 metrów, po czym ten poszkodowany wpadł pod koła autobusu. -informuje sierż. sztab. Żaneta Kumoś z żarskiej policji.
Rozpaczliwe zatrzymanie
Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, autobus zatrzymała dopiero jadąca za nim volvo kobieta. Zobaczyła co się dzieje i zorientowała się, że kierowca nic nie wie o znajdującym się na zewnątrz, uwięzionym pasażerze. Wyprzedziła go i zatrzymała. Dopiero wtedy dowiedział się, co się stało. Pasażer był już wtedy przejechany przez koła autobusu.
Kobieta wszystko dokładnie widziała. Była w szoku. Nie była w stanie rozmawiać.
Policjanci w tym czasie zbierali ślady, przebadali kierowcę.
– Kierowca był trzeźwy, wykazało to badanie na miejscu, ale została pobrana krew do badań. Policyjni technicy ustalili, że autobus ciągnął człowieka przez 160 metrów. – dodaje Ż. Kumoś.
Jak do tego doszło?
Rozmawiamy z doświadczonym kierowcą autobusów, który zna żarski tabor, a obecnie pracuje w Niemczech. – Niestety te pojazdy, które poruszają się po mieście to w dużej części stare konstrukcje. Mówiąc delikatnie. W nowoczesnych autobusach systemy automatycznie wyhamowują pojazd, gdy ktoś choćby wsunie rękę w drzwi. W Żarach autobusy mają lusterka. Jedno jest nad wyjściem, od wewnątrz. Lusterka zewnętrzne są tak skonstruowane, by widział dokładnie, co się dzieje przy drzwiach. Po prostu, najwyraźniej nie popatrzył w nie. -komentuje nasz informator.
Bez komentarza
O komentarz do zdarzenia poprosiliśmy Józefa Słowikowskiego, prezesa żarskiego Feniksa. Zjawił się na miejscu, wkrótce po wypadku. Przyszedł pieszo, bo do zdarzenia doszło w bliskim sąsiedztwie siedziby spółki.
– W tej chwili, do czasu zakończenia postępowania prokuratorskiego nie będę się wypowiadał-mówi J. Słowikowski.
Kierowca decyzją prokuratora został zatrzymany, a ciało mężczyzny, którego wlókł autobus zabezpieczone do sekcji zwłok.
20
Poprzedni artykuł