800 tys. zł żąda od Urzędu Miasta właściciel firmy, która modernizowała pałacowe fontanny w Żaganiu, z którym burmistrz zerwał umowę. Tymczasem kolejna firma nie wyrobiła się z remontem do końca listopada. I dostała na to dodatkowe dwa tygodnie.
Przypomnijmy, burmistrz Żagania zerwał umowę z kolejną już firmą, która remontowała cztery pałacowe fontanny: z Wazą, z Nereidami i uskrzydlonym Amorem, Kamienistą oraz Kaskadę. Jeśli inwestycja nie zostanie rozliczona do końca roku, Urząd Miasta będzie musiał zwrócić unijną dotację. Drugi wykonawca (z pierwszym burmistrz sądził się w ub.r.), Bogdan Wiatrowski z Zakładu Kamieniarskiego z Bukowiny Bobrzańskiej, którego kontrakt z Urzędem Miasta opiewał na 2,8 mln zł, prosił o przedłużenie terminu do marca przyszłego roku, bo ponad sześć miesięcy trwało zatwierdzanie dokumentacji w wadliwym projekcie. Burmistrz nie zgodził się na to, upierając się, że zadanie musi zostać wykonane do 30 listopada br. I odstąpił od umowy, powierzając zadanie trzeciej firmie – „Fil-Art” Tomasza Filara z Zielonej Góry, za 1 mln 698 tys. zł. Ale i ta nie wyrobiła się w terminie.
Dostał dwa tygodnie extra
We wtorek, 5 grudnia, nadal brakowało odlewów meduzy i muszli na fontannie z Wazą (tej od strony kanału Bobru) oraz Nereid i uskrzydlonego Amora na fontannie od strony ul. Szprotawskiej. Nie było też girland, rzygaczy czy oświetlenia. Z kolei fontanna Kamienista to ciągle luźno położone kamienie, niezwiązane betonem. Zapytaliśmy w Urzędzie Miasta, czy i z tym wykonawcą burmistrz zerwał umowę, bo nie został dotrzymany termin. Okazuje się, że nie.
– Wykonawca otrzymał dodatkowe dwa tygodnie na dokończenie rewitalizacji fontann. Umowa została przedłużona aneksem do 15 grudnia – mówi Agnieszka Zychla, rzecznik Urzędu Miasta.
W tej sytuacji urzędnikom zostaną dwa tygodnie, aby rozliczyć się z unijnych funduszy z Urzędem Marszałkowskim. Nawet jeśli się to uda, magistratowi przybędzie kolejna sprawa w sądzie, bo B.Wiatrowski zatrudnił prawnika i żąda 800 tys. zł z tytułu dodatkowych prac wynikających z zamiennej dokumentacji projektowej.
– Tych pieniędzy miasto nie chce mi wypłacić, twierdząc, że wszystko zostało uregulowane. To jakaś kpina! – denerwuje się. I uprzedza: – Jeśli burmistrz nie odpowie mi pozytywnie na ostatnie wezwanie do zapłaty, spotkamy się w sądzie. Dodam, że dojdą do tego odsetki – 12 procent wartości roszczenia za każdy rok zwłoki, czyli 90 tys. zł.
55
Poprzedni artykuł