Strona główna » A kikuty jak sterczały, tak sterczą

A kikuty jak sterczały, tak sterczą

przez imperia

Ile czasu można walczyć o usunięcie kikutów obumarłych drzew z terenu miasta? Stanisław Rembowiecki walczy od wielu miesięcy. – A moje apele w sprawie zniszczonych i tonących w chaszczach chodników są zupełnie pomijane – mówi zdenerwowany.
W ubiegłym roku Stanisław Rembowiecki, mieszkaniec Nowej Soli, który od lat patrzy władzy na ręce, zabrał naszych czytelników w wirtualny spacer po Nowej Soli. Na łamach Regionalnej, w artykule pt. „Spacer po Nowej Soli. Szlakiem suchych drzew, chaszczy i zatkanych studzienek” opowiedział o różnych miejskich absurdach i niedociągnięciach. Tekst był też interwencją w sprawie suchych drzew, które stoją przy Czarnej Strudze i stanowią zagrożenie, w sprawie topoli, których korzenie niszczą chodnik przy bloku nr 15 na os. Konstytucji, w sprawie krzaków, które rosną tak bujnie, że niekiedy uniemożliwiają pieszym swobodne chodzenie po chodniku i w wielu innych sprawach.
 Pomylił się bardzo
 Po publikacji pan Stanisław wysłał pismo do [paywall] Rady Miejskiej w Nowej Soli. Zaapelował w nim do radnych o „zainteresowanie się gospodarką komunalną w mieście, począwszy od nieprawidłowości przedstawionych w w. w. artykule”. Zwrócił uwagę, że to już trzeci artykuł opublikowanym na naszych łamach, w którym przedstawione zostały m. in. zagrożenia stwarzane przez obumarłe drzewa, sterczące przy Czarnej Strudze, w pobliżu linii wysokiego napięcia i traktów pieszych.
 Pan Stanisław uznał, że zainteresowanie się tymi sprawami wyjdzie radnym na dobre. „Gdyby radni zechcieli się pofatygować i pospacerować po naszym mieście, to ujrzeliby mnóstwo zdeformowanych chodników, takiej ilości deformacji nie było jeszcze nigdy” – zwrócił uwagę. Wierzył, że może radni udadzą się we wskazane miejsca. Pomylił się. I to bardzo.
 Spychologia?
 Pismo pana Stanisława, owszem, trafiło pod obrady. W trakcie sesji radni zadecydowali jednak, że nie oni powinni być jego adresatem, tylko prezydent Beata Kulczycka.
 – Na domiar złego, skupili się tylko na suchych drzewach przy Czarnej Strudze, a na pozostałych problemach już nie – ocenia pan Stanisław. I prezentuje zawiadomienie, które otrzymał z biura rady.
 „Rada Miejska w Nowej Soli podjęła decyzję (…) o przekazaniu wniosku celem rozpatrzenia do Prezydenta Miasta w Nowej Soli” – można przeczytać w zawiadomieniu, pod którym podpisał się Daniel Roguski, czyli przewodniczący.
 Pismo za pismem
 Pismo z Rady Miejskiej trafiło do prezydent Kulczyckiej, a stamtąd do stosownego wydziału. I wydział wytworzył kolejne pismo.
 „Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska (…) informuje, że wskazany w piśmie obszar nie znajduje się w gospodarowaniu tylko jednego podmiotu dlatego za stan i utrzymanie zieleni na tym terenie odpowiadają różni zarządcy” – można przeczytać w piśmie urzędowym.
 I dalej: „Teren zadrzewiony po lewej stronie cieku Czarna Struga (kierunek od ul. Chałubińskiego do ul. Północnej) stanowi w całości własność Gminy Nowa Sól – Miasto. Sytuacja po drugiej stronie cieku wygląda natomiast następująco: las rosnący wzdłuż cieku Czarna Struga w pierwszej części stanowi własność Gminy Nowa Sól – Miasto (odcinek ok. 250 m licząc od mostku przy ul. Chałubińskiego) a w drugiej części stanowi własność Skarbu Państwa (pozostały odcinek ok. 600 m, który znajduje się w zarządzie Nadleśnictwa Nowa Sól”.
 A gdzie reszta problemów?
 Pan Stanisław takim tłumaczeniem jest nie tylko zaskoczony, ale też zbulwersowany. Bo przecież doskonale orientuje się w tym, który odcinek jest komunalny, a który państwowy. Na łamach naszej gazety opowiadał o obumarłych drzewach sterczących na odcinku miejskim. Dowodem są chociażby fotografie.
 Zbulwersowany jest faktem, że urząd, podobnie jak radni, odniósł się tylko do suchych drzew, a o zdeformowanych chodnikach, zarośniętych chaszczami, nie zająknął się choćby słowem.
 Tymczasem w piśmie z urzędu miasta można też przeczytać taką deklarację: „Urząd złożył we wrześniu oraz październiku stosowne wnioski o wydanie zezwolenia na usunięcie obumarłych drzew zarówno z terenu leśnego jak i terenu zadrzewionego, które to stanowią własność Gminy. Po uzyskaniu decyzji zezwalających na wycinkę drzew zostaną zlecone prace mające na celu ich usunięcie”.
 Pan Stanisław sprawdził. – Suche kikuty sterczą do dziś – poinformował naszą redakcję w miniony wtorek. – Niczego nie wycięli. Ile czasu trzeba się upominać? – pyta.
 Mieszkaniec ma jeszcze jedną uwagę: – Pismo z urzędu miasta nie zostało zaadresowane do radnych. Czyli co? Nie interesują ich te problemy? A może nie przeszkadza im takie pomijanie, bo po prostu chcą być traktowani jak hetka-pętelka (coś nieistotnego – red.)? – pyta pan Stanisław.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz