Strona główna » Pacjent zmarł w rowie przy murze szpitala

Pacjent zmarł w rowie przy murze szpitala

przez imperia

Zwłoki pacjenta szprotawskiej interny tydzień leżały w rowie, tuż za murem szpitala. Choć wyszedł tylko w piżamie i kapciach, dyrekcja szpitala nie ma sobie nic do zarzucenia. Podobnie jak policja, która nie potrafiła znaleźć ciała. – To skandal, w jaki sposób prowadzono poszukiwania – oburza się rodzina zmarłego.
Leszek Lisiecki (†60 l.), mieszkaniec Małomic, trafił na oddział wewnętrzny szprotawskiego szpitala 14 stycznia, po tym, jak zasłabł i upadł, uderzając głową o krawężnik. Miał duszności, wymioty, był odwodniony. Trzy dni później, w nocy z niedzieli na poniedziałek, w samej piżamie i kapciach, wyszedł samowolnie ze szpitala, nie zauważony przez personel. Jego zniknięcie jedna z pielęgniarek zauważyła dopiero rano w poniedziałek, 17 stycznia. Zawiadomiono policję, która rozpoczęła poszukiwania – w Małomicach, w miejscu zamieszkania i u znajomych. Według informacji uzyskanych od dyrekcji szpitala, dopiero w czwartek, 20 stycznia, policjanci wraz z żandarmerią i żołnierzami przeszukali teren lecznicy i okolice. Nie znaleźli ciała.
L. Lisieckiego znaleźli dopiero jego znajomi i strażacy ochotnicy z Małomic, którzy zarządzili własną akcję poszukiwawczą w niedzielę, 23 stycznia. – Zwłoki Leszka leżały w rowie melioracyjnym, dosłownie tuż przy murze szpitalnym – mówi Henryk Niechwiadowicz, jeden z inicjatorów akcji poszukiwawczej. – Jestem zdziwiony, że policjanci nie natrafili na nie wcześniej.
Adam Krawczyk, jeden ze strażaków-ochotników, którzy znaleźli zwłoki, uważa, że L. Lisiecki wydostał się poza teren szpitala przez wyrwę w murze. – Od razu wpadł do  rowu, który jest porośnięty chaszczami – przypuszcza.
 
 Wyleciał w żałobie i wróci w żałobie
Mariusz Lisiecki, syn zmarłego, jest oburzony całą sytuacją. Przebywa na misji w Afganistanie. Gdy wylatywał w październiku, był w żałobie, bo zmarła jego matka. W kwietniu również wróci w żałobie. – Przez tydzień ani dyrekcja szpitala, ani policja nie potrafili znaleźć mojego taty – żali się.
– Gdyby w porę przeczesali teren wokół szpitala, teść mógłby dzisiaj żyć. Wiedzieli dobrze, że jest w samej piżamie, osłabiony, a na dworze jest zimno. Nie mógł daleko pójść w takim stanie – dodaje Marta Lisiecka, żona żołnierza. – To skandal, że szpital w ogóle nie zainteresował się losem ojca. Lekarz wydał mi kartę pacjenta, jak gdyby nic się nie stało.
M. Lisiecka dodaje, że pan Leszek miał depresję. Od śmierci żony nie mógł sobie znaleźć miejsca. Leżącemu na tym samym oddziale znajomemu, wychodząc ze szpitala, powiedział, że „idzie do Ireny” (tak miała na imię jego żona).
– Widzieliśmy patrole i policjantów na ulicach. Szukali w Szprotawie, Małomicach i okolicznych wsiach. A wystarczyło dobrze przeczesać teren wokół szpitala – uważa Ewa Brzozowiec, siostra zmarłego. – Brat był na różnego rodzaju lekach, również uspokajających. Miał chwile załamania, nie można takiego pacjenta zostawiać bez opieki.
 
Nie czują się winni
Małgorzata Barańska, pełnomocnik dyrektora spółki Nowy Szpital w Szprotawie, nie ma sobie nic do zarzucenia. – Pacjent może opuścić oddział na własne życzenie lub po prostu wyjść, nie informując o tym personelu. To nie więzienie, pacjenci nie są pod stałym nadzorem – tłumaczy. – To, że zwłoki znaleziono w pobliżu szpitala, niczego nie zmienia.
Barańska dodaje, że dyrekcja wywiązała się z obowiązku – poinformowała policję o zaginięciu. Udostępniła też budynek i teren wokół.
Z kolei Sylwia Woroniec, oficer prasowy KPP Żagań, nie widzi zaniedbań w pracy policjantów. Zapewnia, że gdy tylko wpłynęło zgłoszenie o zaginięciu pacjenta, policjanci natychmiast rozpoczęli poszukiwania. Szprotawscy funkcjonariusze dostali wsparcie sąsiednich jednostek, a także żandarmerii wojskowej i wojska. – Poszukiwania prowadzone były zarówno w Szprotawie, jak i w Małomicach, gdzie mieszkał zaginiony. Niemożliwe okazało się wykorzystanie psa tropiącego. Wpływ na to miały panujące wówczas warunki atmosferyczne, brak wiedzy personelu o tym, kiedy mężczyzna oddalił się ze szpitala oraz brak możliwości nawęszenia śladu w warunkach szpitalnych – tłumaczy rzecznik. – Patrole, dzielnicowi oraz policjanci służby kryminalnej sprawdzali miejsca, gdzie mógłby przebywać zaginiony mężczyzna, monitorowali rzekę Szprotę, niedaleko szpitala. Teren przyległy do szpitala oraz teren w stronę Henrykowa przeczesywali 18 i 20 styczni. O zaginięciu mężczyzny policjanci powiadomili jednostki ościenne, zlecono również sprawdzanie noclegowni. W miejscu, gdzie odnaleziono zwłoki, wcześniej był podwyższony poziom wody.
 
Zawiadomią prokuraturę
Lisieccy zapowiadają, że o sprawie powiadomią prokuraturę. Twierdzą, że policja nie wyczerpała wszystkich możliwych sposobów, aby odnaleźć pana Leszka, a dyrekcja szpitala pozwoliła na opuszczenie oddziału osobie chorej, która wymagała stałej opieki lekarskiej. Sekcja zwłok …
 
 
 
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz