Strona główna » Dowiedziała się, że syn nie żyje. Od miesiąca

Dowiedziała się, że syn nie żyje. Od miesiąca

przez imperia

Przez miesiąc rodzina Dariusza Astafiewa (†39 l.) z Jasienia nie wiedziała o jego śmierci. Wszystko przez niekompetentnych urzędników. Jedni źle zaadresowali pismo, drudzy je zignorowali.
Dariusz Astafiew (39 l.) z Jasienia od dziewięciu lat mieszkał w Czechach. Pracował na budowie w praskim przedsiębiorstwie. Często kontaktował się z matką, która mieszka w Jasieniu, i rodzeństwem. – Tęsknił za nami. Był dobrym ojcem, bratem, człowiekiem – mówi Jadwiga Szymaniec, siostra zmarłego. Pomagał dorosłej córce Kamili (21 l.), która mieszka w Lubsku. Przysyłał pieniądze, żeby mogła płacić czesne w prywatnym ogólniaku. – Był u nas latem na ślubie swojego młodszego brata. Nie przypuszczałam, że widzę go ostatni raz – mówi ze łzami w oczach Janina Astafiew, matka.
 
Syn nie żyje. Od miesiąca
W piątek, 4 lutego, w jej mieszkaniu zadzwonił telefon. Policjant poprosił, żeby przyszła na komisariat policji w Jasieniu. – Śledczy zapytał, czy Dariusz to mój syn. Kiedy potwierdziłam, powiedział, że mu przykro, ale syn nie żyje. Nogi się pode mną ugięły. Ale szok przeżyłam, kiedy dodał, że mój syn zmarł prawie miesiąc temu – płacze pani Janina. Policjant pokazał pismo, w którym szpital pytał, czy rodzina przyjedzie po zwłoki. Bo jeśli nie, Dariusz zostanie pochowany za dwa dni (7.01.) na cmentarzu w Pradze. – Jak to możliwe, że przez miesiąc nikt nas nie poinformował? 
 
Rachunek za chłodnię
Praski szpital poinformował panią Janinę, że będzie musiała pokryć koszty przechowywania zwłok w chłodni – w przeliczeniu na złotówki – około 2 tys. zł. – Ja mam tysiąc złotych emerytury. Przecież to nie moja wina. Gdybyśmy wiedzieli o tym wcześniej, syn zostałby pochowany już kilka tygodni temu – mówi pani Janina. Pan Andrzej był w ambasadzie. Próbował dowiedzieć się, dlaczego tak późno poinformowano rodzinę o śmierci Dariusza. – Pani konsul powiedziała mi, że już 18 stycznia wysłała pismo do urzędu w Zielonej Górze. Potem jeszcze dwa ponaglenia – mówi pan Andrzej.
Rodzina domyśla się, że zawinili urzędnicy. – To już jest znieczulica. Osoba, która zignorowała pismo, zachowała się jak podły człowiek. Bezduszny. Dla mnie oni nie mają sumienia – płacze siostra zmarłego. – Człowiekowi należy się godny pochówek. Pożegnanie z rodziną – dodaje matka.
 
Konsul się pomylił, marszałek przeprosi
W ambasadzie RP w Pradze dowiedzieliśmy się, że konsul rzeczywiście wysłał pismo z prośbą o poinformowanie rodziny o zgonie Dariusza Astafiewa już 18 stycznia. Problem w tym, że urzędnicy ambasadora pomylili urzędy. Zamiast powiadomić Lubuski Urząd Wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim, pismo wysłali do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego w Zielonej Górze. Sprawa wyszła na jaw dopiero po naszej interwencji. – Prawdopodobnie urzędnik wpisał w wyszukiwarce nazwę urzędu w województwie lubuskim i jako pierwszy wyskoczył marszałkowski – mówi Aurelia Krynicka, kierownik wydziału konsularnego w praskiej ambasadzie. – To się zdarza, ale zazwyczaj urzędnicy dzwonią do nas, że się pomyliliśmy, albo przekazują pismo dalej. Tu informacji zwrotnej nam nie przekazano – dodaje. Urząd Marszałkowski potwierdza, że e-mail z pismem z ambasady trafił do kancelarii ogólnej 18 stycznia. Dlaczego, choćby z uwagi na wyjątkowo wrażliwą treść pisma, żaden z urzędników nie poinformował ambasady RP w Czechach o błędnie zaadresowanym piśmie? – Sprawie nie został nadany właściwy bieg. Badamy, kto zawinił i dlaczego. Zostaną wobec niego wyciągnięte konsekwencje. Natomiast jeśli zawiodła niewłaściwa procedura, podejmiemy działania zmierzające do usprawnienia zasad obiegu dokumentów elektronicznych – wyjaśnia Mirosława Dulat, rzecznik urzędu.
Urząd Marszałkowski prześle do rodziny zmarłego kondolencje wraz z przeprosinami. Na razie nie wiadomo, kto pokryje koszty przechowywania zwłok.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz