Najlepszą firmą w Żarach, według miesięcznika Forbes, jest Or-Sat. Drugi raz z rzędu firma została wyróżniona prestiżowym diamentem. Trzeci raz otrzymała również nagrodę Pulsu Biznesu – Gazele Biznesu. O tym, co przyczyniło się do sukcesu firmy, rozmawiamy z Elżbietą Marańską-Napadło, prezesem zarządu spółki.
Kryzys nie przeszkodził w osiągnięciu dobrych wyników finansowych. Jak to się robi?
Żeby osiągnąć sukces, trzeba być inteligentnym, trzeba gonić do przodu i trzeba mieć szczęście. Ja je mam, ciągnie się za mną. Ale przede wszystkim praca, dobra organizacja i świetny personel, który jest u nas bardzo zaangażowany. Atmosfera w pracy jest bardzo ważna, tutaj nie ma konfliktów. Moi pracownicy, zanim do mnie przyjdą, już mają pomysł na rozwiązanie problemu.
Czyli ludzie są najważniejsi?
Gdy przychodziłam do Or-Satu, pracowało tutaj 45 osób. Teraz pracuje 250, z czego 105 w zakładzie w Kunicach, a pozostałe osoby w zakładzie w Żarach. Ponad 60 proc. załogi to osoby niepełnosprawne i mimo że wsparcie państwa dla zakładów pracy chronionej ciągle się zmniejsza, zwiększamy zatrudnienie i odpowiednio motywujemy ludzi do pracy.
Otrzymujecie prestiżowe nagrody…
My nie ubiegamy się o nagrody. Konkursy organizowane przez Forbes czy Puls Biznesu oparte są na wynikach finansowych i zyskach. Bada się tempo zwiększania wartości firmy, a to oznacza, że firma ma nie tylko przychody, ale i zyski. W tym roku jesteśmy jedyną firmą z Żar, która uzyskała diament przyznawany przez Forbesa, jesteśmy na 5 miejscu w województwie lubuskim. To już nasz drugi diament, w ubiegłym roku również byliśmy wyróżnieni. W ciągu ostatnich 5 lat zwiększyliśmy sprzedaż z 6 do 40 mln zł, przy bardzo dużej zyskowności. Zysk brutto w 2010 roku wyniósł 6,7 mln zł, rok wcześniej było to 7 mln zł.
Wyniki finansowe firmy są niezwykle ważne, gdy działa się w branży motoryzacyjnej…
Jeżeli jest choćby cień wątpliwości, że firma ma problemy finansowe, to nie ma szans, żeby zostać dostawcą do motoryzacji. W ubiegłym roku otrzymaliśmy Certyfikat Wiarygodności Biznesowej, wystawiony przez Dun & Bradstreet, jedną z największych wywiadowni gospodarczych na świecie, współpracującą z największymi firmami motoryzacyjnymi. To dla nas przepustka, żeby wchodzić na nowe rynki.
Ostatnie lata to sukcesy. Jak więc zapowiada się przyszłość firmy?
Obiecująco. W Kunicach wybudujemy nową halę, zatrudnimy kolejnych ludzi, bo podpisaliśmy kolejny kontrakt na dostawę daszków do meksykańskiej fabryki Volkswagena. W tej chwili współpracujemy między innymi z Fiat Auto Poland, Daimler Benz, Volkswagenem czy Iveco. W 2010 roku, mimo że był kryzys, nam udało się utrzymać poziom zysku porównywalny do poprzednich lat. Mieliśmy sporo szczęścia. Samochody, do których produkowaliśmy elementy, dobrze się sprzedawały nawet w okresie kryzysu, natomiast załamanie sprzedaży mieliśmy w szlafrokach z mikrofibry produkowanych w zakładzie w Żarach. Nie udało nam się oprzeć chińskiej konkurencji. Produkcja materiałów dla przemysłu meblarskiego to też w tym momencie trudny temat, ale ja lubię wyzwania.
Pracuje pani w grupie Pol-Orsa już blisko 20 lat.
Dokładnie 19 lat, wcześniej przez 10 lat byłam nauczycielem języka francuskiego. Obydwie prace kochałam, dobrze sprawdzałam się jako wychowawca i myślę, że to również pomogło mi w zbudowaniu zgranego zespołu w firmie. Teraz jednak przyszedł czas na zmiany. Od 11 marca nie będę już prezesem zarządu Or-Sat, ale nie rozstaję się jednak z grupą Pol-Orsa. Zawsze pcham się tam, gdzie są trudne wyzwania i tam pójdę. Jednak na razie nie mogę zdradzić szczegółów.
A co ze szczęściem?
Zaszczepiłam szczęście w moich pracownikach i jestem pewna, że ich nie opuści po moim odejściu.
26
Poprzedni artykuł