Strona główna » Rozbili mu czaszkę

Rozbili mu czaszkę

przez imperia

Daniel z Żagania (24 l.), pobity kijem bejsbolowym, w parku, w dzień, na zlecenie kolegi, za dziewczynę, jest w śpiączce. W szpitalu walczy o życie.
To była typowa „wystawka”. Kolega Daniela, Mateusz K. (25 l.), zadzwonił do niego, bo chciał się spotkać w parku, w okolicy ulic Wojska Polskiego i Piłsudskiego. Gdy Daniel czekał na kolegę, zza drzewa wyskoczył mężczyzna z kijem podobnym do tego, jakim gra się w bejsbol. Uderzył go trzy razy w głowę, a gdy Daniel upadł na ziemię, zaczął go kopać. Daniel bronił się, skulił. Gdy z jego głowy popłynęła krew, Mateusz K. i jego kompan, Piotr Ś. (20 l.), uciekli.
 
Stan krytyczny
Niedzielę (20.02.) Daniel miał spędzić wyjątkowo w salonie fryzjerskim, w którym pracował od niedawna. – Miał mi farbować włosy, razem mieliśmy jechać do salonu. Ale nagle zadzwonił kolega i syn powiedział, że musi się z nim na chwilę spotkać. I że wyjdzie wcześniej i będzie czekać w zakładzie – opowiada jego matka, Bożena Turza. – I rzeczywiście, czekał na nas. Ale w toalecie salonu. Był cały we krwi. Chciał coś przed nami ukryć, mówił, że upadł, stąd rany. Krwawił z głowy.
Daniel pojechał z rodzicami na pogotowie. Tam zszyto mu ranę i zalecono wizytę następnego dnia. Z pogotowia pojechał na przesłuchanie na policję. Na komendzie spędził półtorej godziny. W czasie przesłuchania zasłabł. Karetka zabrała go na Szpitalny Oddział Ratunkowy do Żar. Okazało się, że Daniel ma złamaną kość skroniową, uraz czaszkowo-mózgowy oraz uszkodzony pień mózgu. Lekarze znaleźli krwiaka na mózgu i skierowali Daniela na neurochirurgię do nowosolskiego szpitala. Stan z minuty na minutę się pogarszał. Zaczęła się walka z czasem. Prosto z karetki Daniel trafił na stół operacyjny. Lekarze usunęli krwiaka, ale stwierdzili rozległy obrzęk mózgu. Nie dają chłopakowi większych szans.  
 
Chcieli zabić czy pobić?
Daniel, zanim zasłabł, zdążył powiedzieć policjantom, kto go pobił. Mateusza K. (25 l.) policja zatrzymała jeszcze tego samego dnia (niedziela, 20 lutego). Tego, który bił kijem – Piotra Ś. (20 l.) – następnego dnia. Prokuratura postawiła Mateuszowi K. zarzut pomocnictwa przy przestępstwie, a Piotrowi Ś. – spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Ten drugi został aresztowany. Grozi mu 10 lat więzienia.
– To kpina. To była próba zabójstwa! Dostanie 2-3 lata i wyjdzie na wolność. I co, będzie dalej zabijać? – oburza się brat Daniela, Przemysław Turza
W tej sprawie w środę, 23 lutego, rodzice Daniela byli w prokuraturze. Anna Pierścionek, prokurator rejonowy, zaznacza, że z materiału dowodowego nie wynika, że była to próba  zabójstwa. – Ale w czasie postępowania możemy zmienić kwalifikację czynu – zastrzega. – Jeśli będą dowody, że usiłowano zabić, a nie tylko pobić.
Mateusz K. nie ma najlepszej opinii wśród sąsiadów. – Grałem z nim kiedyś w piłkę na podwórku. Teraz szwenda się tu i tam. Chyba nie pracuje – mówi znajomy Mateusza K. Kolejny sąsiad dodaje, że policja często bywała w domu K. – On mieszka tylko z matką, współczuję jej takiego syna. Pewnie go utrzymuje. Nie pracuje, czasami na fajkę na podwórko wychodzi – opowiada.
 
Z zazdrości
Dlaczego pobito Daniela? Jedną z przyczyn mogła być zazdrość o dziewczynę. – Syn od ponad tygodnia spotykał się z kimś. Nie mówił nam o niej wiele. Tyle tylko, że wychodzi do niej – mówi pani Bożena. – Na policji zeznał, że o jej względy starał się również kolega, ale wybrała Daniela, stąd zemsta.
Jak ustaliliśmy, Piotr chciał rozprawić się z Danielem. Aby go wyciągnąć z domu, poprosił o pomoc Mateusza K. Wiedział, że to znajomy Daniela.
 
Nie dają mu szans
Rodzice są załamani. Dwa razy dziennie odwiedzają syna w nowosolskim szpitalu. Siedzą przy jego łóżku, płaczą. – To zwyrodnialcy, bandyci! Chcieli zabić mojego syna w biały dzień, z premedytacją! – uważa Adam Turza, ojciec chłopaka.
 – Daniel jest w krytycznym stanie, lekarze nie dają mu szans – mówi z płaczem jego matka. – Obecnie jest w śpiączce farmakologicznej. Jego stan się pogarsza. Lekarze mają go wybudzić za dwa-trzy dni. Wierzę, że wróci do nas. Modlimy się za niego – dodaje.
 
Wyleci z pogotowia?
Rodzice mają pretensje do lekarza żagańskiego pogotowia, że od razu nie wysłał Daniela na operację. – To skandal! Za co my płacimy składki? To może niech lepiej pietruszkę sprzedają na bazarze, jak nie potrafią postawić właściwej diagnozy! – denerwuje się ojciec Daniela.
Marek Femlak, dyrektor ds. medycznych 105. Szpitala Wojskowego, przyznaje, że lekarze w żagańskim szpitalu mają do dyspozycji nowoczesny sprzęt, całodobową diagnostykę, a nawet pogotowie lotnicze. – Na studiach nas uczą, jak reagować w takich przypadkach. Pacjent został uderzony w głowę, trzeba go starannie zbadać. Trzeba być czujnym, a temu lekarzowi  tej czujności wyraźnie zabrakło – przyznaje dyrektor. – Wszyscy żyjemy tą sprawą. Jest nam po prostu przykro.
Femlak obiecał wyciągnąć konsekwencje wobec lekarza pogotowia, jeśli zarzuty się potwierdzą.- Nie wykluczamy nawet rozwiązania umowy – zaznacza. – Decyzję, po konsultacji z nim i analizie dokumentacji medycznej, podejmie rada ordynatorów i dyrekcja.
 
Daniel, wracaj!
Magdalena Salamońska, właścicielka salonu fryzjerskiego przy ul. Słowackiego, w którym pracował Daniel, jest wstrząśnięta. – To fajny, trochę nieśmiały i małomówny chłopak. Bardzo pracowity, potrafił po godzinach zostać i strzyc. Klientki bardzo go lubiły. Po skończeniu stażu dostał u mnie etat. Ma swoje stanowisko pracy, które na niego czeka – dodaje kobieta, pokazując fotel, na którym siadali jego klienci.
– Daniel, wracaj szybko do zdrowia! – mówi pani Magda.
 
 
 
 
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz