Wybuchł gaz (2.03.) w domu jednorodzinnym przy ul. Pszennej w Żarach. W domu mieszka 66-letni mężczyzna chory na schizofrenię. Rodzina stara się o jego ubezwłasnowolnienie. Uważa, że celowo doprowadził do wybuchu. O swoje bezpieczeństwo boją się też sąsiedzi.
Przyczyną było rozszczelnienie instalacji gazowej w piwnicy, a zapłon spowodowała uruchomiona pralka. Do wybuchu doszło około godz. 11.30. Był tak potężny, że z okien wyleciały szyby i wyrwało drzwi od kuchni. W budynku mieszka Wincenty Drozdek (66 l.), który kilkanaście minut wcześniej wyszedł z domu i spacerował po ulicy. – Chciałem się przejść, ale przypomniałem sobie, że zostawiłem włączoną pralkę, więc wróciłem. Jak szedłem, to akurat wybuchło – mówił pan Wincenty.
Na miejsce przyjechała rodzina mężczyzny – żona i córki z mężami. Byli zdenerwowani. Przez jego chorobę wszyscy musieli wyprowadzić się z domu. Uważają, że celowo doprowadził do wybuchu. – Teść cierpi na schizofrenię paranoidalną. Mówi, że śledzi go mafia i ktoś próbuje go otruć. Powiedział wprost, że chce się tego domu pozbyć. Musieliśmy się wyprowadzić, bo baliśmy się z nim mieszkać – mówi Ryszard Wilk, zięć.
Zostawił list pożegnalny
Rodzina opowiada, że mężczyzna jest chory i niebezpieczny dla siebie i otoczenia. – Tydzień temu biegiem się wyprowadzaliśmy. Jak były największe mrozy, otwierał wszystkie okna i wietrzył. Kombinował coś przy rurach od gazu i wody. A kiedy mąż zadzwonił na policję, wlepili mu 100 zł mandatu za bezpodstawne wezwanie. Nie trzeba było długo czekać na tragedię – mówi Ewa Winnicka, córka pana Wincentego.
Z domu uciekła też Jadwiga Drozdek, żona. – Po prostu groził nam. Dolewał octu do mleka wnuczka i naszego jedzenia. Mąż kilka razy przebywał na leczeniu w zakładach psychiatrycznych. Wiele razy uciekał. Nie chce się leczyć. To nie jego wina, on po prostu nie wie, co robi – płacze pani Jadwiga.
Jest pewna, że mąż chciał doprowadzić do wybuchu. Na dowód pokazuje list pożegnalny, jaki pan Wincenty zostawił w domu. – „Żegnam się z wami tym razem na zawsze. Mimo wszystko bardzo was kocham. Odbierz emeryturę i spłać pożyczkę, proszę. Sprzedaj zmywarkę do naczyń, małą kosiarkę” – pani Jadwiga nie może powstrzymać łez, czytając list. Mówi, że jest bezsilna. Od lat stara się o ubezwłasnowolnienie męża. Niestety, polskie prawo jej tego nie ułatwia. – Mąż choruje od 17 lat. Zaczęło się po czterdziestce. Wcześniej był najwspanialszym mężem i ojcem. Ludzie mi go zazdrościli. Dobry, zaradny. Wszystko załatwił. Teraz chce sprzedać ten dom, dorobek 40 lat życia … za 20 tys. zł. Mówi wprost, że jak nie, to go wywali w powietrze, żebyśmy nie mieli gdzie wracać – mówi pani Jadwiga. – Od tylu lat staramy się coś zrobić. Lekarze, sądy, policja, zakłady psychiatryczne. Nikt nie potrafi pomóc – mówi. Dopiero niedawno, 25 lutego, rodzinie udało się uzyskać wyrok o ubezwłasnowolnieniu pana Wincentego od sądu w Zielonej Górze. Wyrok nie jest prawomocny. Pan Wincenty może się od niego odwołać.
Jak zdrowy
Na Pszenną przyjechały trzy zastępy straży pożarnej, policja, gazownicy, pogotowie. Wykonali swoje czynności i odjechali, zostawiając panią Jadwigę samą z mężem. Policja tłumaczy, że dopóki nie ma prawomocnego orzeczenia o ubezwłasnowolnieniu mężczyzny, musi traktować go jak zdrowego człowieka. – Policjanci, którzy podjęli interwencję, nie potwierdzili zgłoszenia. Mężczyzna przebywał w domu, był spokojny i nie stwarzał zagrożenia. Każdy może na swojej posesji, we własnym domu, robić, co chce, o ile nie łamie prawa i nie zagraża to bezpieczeństwu innych osób – tłumaczy sprawę wystawienia mandatu Kamila Zgolak-Suszka, rzecznik żarskiej policji. – W tym przypadku będziemy jednak sprawdzać, czy nie doszło do narażenia na niebezpieczeństwo innych osób – dodaje.
Urojenia i halucynacje
Schizofrenia to choroba przewlekła, której objawem są zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości. Chory ma omamy słuchowe, urojenia, halucynacje, zaburzenia myślenia. Może być niebezpieczny dla siebie i otoczenia.
– Wszystko zależy od tego, w jakiej fazie choroby pacjent aktualnie się znajduje, remisji czy zaostrzenia. W pierwszym przypadku może nie wymagać żadnego nadzoru i funkcjonować zupełnie normalnie. W przypadku zaostrzenia powinien być pod opieką rodziny lub instytucji, na przykład ośrodka pomocy społecznej – mówi Krzysztof Zielke, ordynator oddziału psychiatrycznego w 105 Szpitalu Wojskowym w Żarach.


