Zmarł Andrzej Majerski z Żar, bohater artykułu pt. „To jest miłość prawdziwa”, który opublikowaliśmy w ubiegłym wydaniu „GR”. Miał 30 lat.
– Jeszcze artykuł przeczytał, jeszcze się cieszył … – mówi Krystyna Gielicz, ciotka Andrzeja. Od dwóch lat zmagał się z nowotworem złośliwym na pniu mózgu. Pomimo ciężkiej choroby był optymistą, nie przestawał się uśmiechać. Do końca wierzył, że wygra walkę z rakiem. Cały czas wspierała go jego ukochana Peggy, Greczynka, którą poznał podczas rocznego wolontariatu w Finlandii. Mieszkali razem w Atenach. Kiedy Andrzej zachorował, mama zabrała go do Polski. Peggy im pomagała. W piątek, 25 lutego, w dniu publikacji artykułu, zrobiła Andrzejowi niespodziankę i przyjechała ze swoją mamą, żeby go odwiedzić. – Trzymała go za rękę. Mówiła do niego, ale jemu już było bardzo ciężko mówić. Próbował ruszać ustami. Musiała wyjechać w sobotę – wspomina ciotka Andrzeja.
Nie pożegnali się
Na apel o pomoc odpowiedziało wielu czytelników „GR”. Proponowali sprzęt, o który prosiła mama Andrzeja. Odezwali się też znajomi Andrzeja, którzy dopiero z artykułu w „GR” dowiedzieli się o jego chorobie. Chcieli zorganizować koncert charytatywny w Zielonej Górze i w Żarach. Udało się też załatwić łóżko na pilota. Andrzej bardzo się z niego cieszył.
– Odezwał się doktor Bąk, który powiedział, że w Żarach jednak działa domowe hospicjum. Błyskawicznie załatwili ssak, tlen, pielęgniarkę. Szkoda, że wcześniej o tym nie wiedzieliśmy – mówi pani Krystyna. Niestety, stan Andrzeja zaczął się dramatycznie pogarszać. Z godziny na godzinę było coraz gorzej. Miał płytki oddech. Przy jego łóżku noc i dzień czuwała rodzina. – Młodszy brat puszczał mu ulubioną muzykę. Przyszedł też ksiądz. Przytulił go i powiedział, żeby się nie poddawał. Andrzej jeszcze podniósł kciuk i powiedział, że będzie OK – dodaje pani Krystyna. Lekarz pogotowia powiedział, że Andrzej umiera. Rodzina powiadomiła narzeczoną. Peggy od razu wsiadła w samolot i przyleciała do Berlina. Wyjechali po nią ojciec i brat Andrzeja. Jadąc do Żar, wierzyła, że zdąży pożegnać się z ukochanym. Andrzej zmarł we wtorek, 1 marca, o godz. 19, w mieszkaniu rodziców. Peggy dotarła dwie godziny później. – Bardzo rozpaczała. Miała pretensje, że na nią nie poczekał. Łapała go za ręce. Osuwała się na łóżko. To dla nas wszystkich straszna tragedia – mówi pani Krystyna. Pogrzeb Andrzeja odbędzie się w piątek, 4 marca, o godz. 13, na cmentarzu w Żarach. Rodzina pragnie podziękować wszystkim, którzy w tych trudnych chwilach pomagali Andrzejowi. Andrzej do końca wierzył, że wyzdrowieje. Marzył o ślubie z Peggy.
28
Poprzedni artykuł