O 250 zł mają wzrosnąć diety radnych w Żaganiu. Nowe stawki wejdą w życie od maja tego roku.
Do tej pory żagańscy radni dostawali miesięcznie 650 zł za miesiąc. Po podwyżce będzie to więc 900 zł. W górę miałby też pójść tzw. wskaźnik, na podstawie którego ustalane jest wynagrodzenie przewodniczącego, jego zastępcy, szefów komisji itd. Udało się nam ustalić, jakie są propozycje. I tak wiceprzewodniczący rady do tej pory dostawał 877 zł, a po podwyżce byłoby to 1.579 zł. Przewodniczący komisji miałby inkasować 1.215 zł (teraz 812 zł), a jego zastępca – 1.080 zł (650 zł).
We wtorek (15 marca) radni rozmawiali na ten temat z burmistrzem Sławomirem Kowalem. Dowiedzieliśmy się, że ten przystał na propozycję podwyżki, ale niższej, niż domaga się cześć radnych. W tegorocznym budżecie trzeba byłoby znaleźć dodatkowe 80 tys. zł. Burmistrz zamiast 900 zł zaproponował jako podstawę 750 zł.
Jak będzie na sesji, 31 marca, na której te zmiany mają zostać przegłosowane? Czy radni pójdą na całość?
Za niskie diety?
Mirosław Ramza, wiceprzewodniczący Rady Miasta, zaznacza, że żadnych uchwał w tej sprawie jeszcze nie ma. – To ciągle tylko propozycje. Podwyżek diet nie było od bardzo dawna. W porównaniu z innymi podobnej wielkości miastami, w Żaganiu mamy diety jedne z najniższych w województwie – tłumaczy. – Trzy czwarte radnych ma sporo pracy, nie tylko w związku z komisjami, ale także wyjazdami i spotkaniami z mieszkańcami. Nie mówię już o kosztach paliwa, rozmowach telefonicznych.
Radny Zdzisław Opala używa podobnych argumentów. – W Żaganiu są bardzo niskie diety w porównaniu np. do gminy wiejskiej, gdzie radni dostają 750 zł, a mają nieporównywalnie mniej spraw niż my – przekonuje. – Ja jestem w dwóch komisjach i ciężko pracuję. Dziś wizytuję ze strażnikami miejskimi miasto pod kątem dzikich wysypisk, jutro mam spotkania w ramach komisji gospodarki – wylicza. – Za darmo pieniędzy nie dostajemy.
Radna Ewa Adamczyk-Bryszewska przyznaje, że w obecnej, trudnej sytuacji temat podwyżki jest drażliwy. – Dla świętego spokoju powinno się wyrównać wysokość diet we wszystkich radach. A tak dochodzi do kuriozalnej sytuacji, kiedy radni w dużo mniejszych gminach dostają wyższe diety niż my – dodaje jednak.
Po co się tam pchali?
Mieszkańcy Żagania nie są zachwyceni pomysłem. – Jestem przeciwna! Za co ta podwyżka? Czym takim nasi radni wykazali się w ciągu zaledwie czterech miesięcy pracy, że już sobie podwyżkę szykują? – pyta Marta Bartkowiak. – Gdyby były jakieś efekty, to rozumiem. Ale nie widzę.
Ewelina Pawlak dorzuca: – Pięknie! Za małe mają diety? – pyta emerytka. – To niech zrezygnują. Po co się tam pchali? Ja muszę się utrzymać z niewielkiej emerytury i nikt nie chce mi dać podwyżki. W mieście nie widzę poprawy. Raczej regres. Dziurawe drogi, bezrobocie, uciekająca do większych miast młodzież. Może jedynie basen jest jakimś plusem.
Krystyna Kalisiak-Jurasik też jest daleka od aplauzu dla pomysłu radnych. – Ja dostałam podwyżkę emerytury. Aż 30 zł! – mówi kpiąco. – A oni chcą sobie o 250 zł diety podwyższyć. Przecież funkcja radnego to dodatkowa, bardziej społeczna praca. Nie mają honoru! – kwituje z oburzeniem


