Marcin Gortat to świetny przykład dla młodych sportowców, że ciężką pracą można dojść na sam szczyt. Marcin koszykówkę regularnie zaczął uprawiać dopiero w wieku 18 lat. Teraz jest jedynym Polakiem, który gra w NBA, najlepszej lidze świata.
Marcin w młodości uprawiał lekkoatletykę i piłkę nożną. Na początku nauki w IV klasie szkoły średniej Gorta postanowił, za namową nauczyciela od wychowania fizycznego, zamienić piłkę nożną na koszykówkę. Po sześciu miesiącach gry w II ligowym ŁKS-ie trafił do młodzieżowej reprezentacji Polski. A później jego kariera potoczyła się już jak lawina – gra w Niemczech, wybór w drafcie, debiut w NBA. Po prawie czterech latach gry w Orlando Magic pod koniec ubiegłego roku przeniósł się do Suns. Mało kto spodziewał się, że Gortat po transferze do Phoenix tak szybko odnajdzie się w tym zespole. Marcin w rozmowie z nami obiecał, że jak tylko pozwoli mu na to czas to odwiedzi Żary i poprowadzi zajęcia z młodymi koszykarzami.
– Jak oceniasz ten sezon w swoim wykonaniu? Wygląda na to, że wreszcie odżyłeś?
– Ocenić to mogę tylko ostatnie dwa miesiące w barwach Phoenix, ponieważ poprzednie cztery spędzone w Orlando było równie denne i monotonne, co wcześniejsze trzy i pół roku. Transfer to ekipy Suns to zwrot o 180 stopni w mojej karierze. W końcu dostałem szansę gry na wysokim poziomie. Pierwszych 6-7 meczów troszkę przespałem, zatraciłem rytm gry, ale później nastąpiło przebudzenie. Zaaklimatyzowałem się w nowym zespole, zacząłem grać z większą pewnością siebie i zdecydowanie. Pokazałem, że mogę pomóc Suns nie tylko w obronie, ale także w ataku. Myślę, że z meczu na mecz robię postępy i to widać. Również psychicznie czuję się dużo lepiej. Te dwa miesiące były dla mnie przełomowe i ustawiły rytm na dalszą część sezonu.
– Czy fakt, że zacząłeś być wykorzystywany w ofensywie nie tylko do stawiania zasłon dodał ci pewności siebie?
Jak najbardziej. Czuję się o wiele pewniej. Mam zielone światło od trenera, aby rzucać z półdystansu, dostaję także piłkę do środka, gdzie mam szansę zagrać tyłem do kosza. Jeszcze sporo rzeczy muszę jednak poprawić. Czasem podejmuję decyzje zbyt szybko, moja selekcja rzutów nie zawsze jest odpowiednia. To są czynniki, które decydują o tym, czy będę grał w czwartej kwarcie, czy jednak nie. Dlatego wiem, nad czym muszę pracować.
– Co sprawiło ci najwięcej radości? Rekordowy występ przeciwko New Orleans Hornets (25 punktów)?
Myślę, że cały ostatni miesiąc pobytu w Phoenix sprawił mi olbrzymią satysfakcję. Wygranie meczu z Bostonem i bardzo dobra gra na tablicach miały dla mnie wielkie znaczenie. Podobnie jak pierwsze trzy spotkania na wyjeździe. W końcu się rozegrałem.
– Jakie wrażenia ze wspólnej gry ze Steve`em Nashem?
– Co tu ukrywać – jest to podwójny MVP, wielokrotny uczestnik All Star Game i jeden z najlepszych rozgrywających w historii NBA. Jest to zawodnik, który zawsze znajdzie otwartego gracza na parkiecie. Prawdziwy lider i profesjonalista. Poza parkietem – bardzo miły człowiek. Oprócz tego wielka, wielka postać koszykówki. Myślę, że mógłby napisać niejedną książkę o swoim życiu. Drugim motorem napędowym tego zespołu jest Grant Hill, kolejny wielki gracz obok Nasha. Jemu też należą się podziękowania i wielkie słowa uznania.
– Czy zawsze wierzyłeś, że możesz odgrywać rolę w ataku na poziomie NBA?
– Może to brzmiało szaleńczo, ale zawsze uważałem, że mogę sobie poradzić w tej lidze, być tutaj znaczącą postacią. Zawsze wierzyłem, że stać mnie na zdobywanie po kilkanaście punktów w meczu i pomaganie mojej drużynie w odnoszeniu zwycięstw. Nigdy nie dostałem takiej szansy w Orlando. Teraz trener Alvin Gentry wygląda jakby znalazł diament w wodzie. A ja się tylko cieszę, że trafiłem do drużyny, w której mogę grać po obu stronach parkietu.
– Suns walczą o miejsce w play-offs, ale ciągle są „pod kreską”.
Walczymy o miejsce w play-offs i myślę, że mamy na to duże szanse. Jeśli się nie uda, to tylko ze względu na nieudany początek sezonu. Obecnie gramy dobrą koszykówkę. Najbliższych sześć spotkań zadecyduje, czy zagramy w play-offs, czy zaczniemy budować drużynę z myślą o kolejnym sezonie.
– Kto, Twoim zdaniem, gra teraz najlepszą koszykówkę w NBA?
Zdecydowanie San Antonio Spurs. Bardzo mi imponują. Grają równo i twardo. Mają najlepszą obronę w NBA. Jestem pod wrażeniem tej drużyny oraz trenera Gregga Popovicha, który potrafił skompletować naprawdę fajną ekipą.
– Jak ci się mieszka w Phoenix?
Bardzo dobrze. Miasto znam już od dłuższego czasu i poruszam się po nim bez problemów, bo praktycznie nie ma korków. Szkoda tylko, że wszystkie restauracje są zamykane bardzo wcześnie. Trzeba jednak znaleźć swoje ulubione miejsca i starać się je wykorzystać jak najbardziej.
– Twoje plany na najbliższe miesiące.
Zakończyć cały sezon w najlepszym stylu, zgromadzić jak najwięcej „double-doubles”. Dopiero później będę myślał o kolejnym. Przede mną jeszcze wiele meczów, w których będę mógł udowodnić swoją wartość. Latem poświęcę swój czas reprezentacji Polski. – Ostatnio dwukrotnie gościłeś na Ziemi Lubuskiej. W Kożuchowie odwiedziłeś Dom Dziecka, a później w ramach „campu” poprowadziłeś w Zielonej Górze zajęcia z najmłodszymi adeptami koszykówki. Możemy liczyć, że gdy znajdziesz trochę czasu to odwiedzisz Żary i spotkasz się ze swoimi fanami?
Terminarz mam napięty, ale dzięki za zaproszenie. Jeśli tylko znajdę odrobinę czasu to obiecuję, że przyjadę do was. Przy okazji pozdrawiam wszystkich czytelników „Gazetyu Regionalnej”. Trzymajcie za mnie kciuki.


