Dziennikarz „Gazety Regionalnej” był świadkiem prawdziwej awantury w Powiatowym Urzędzie Pracy w Żaganiu, w której bezrobotni obrażali urzędników.
Casting na budowlańca i bluzgi na urzędników
W urzędzie (22.03.) odbywała się giełda w sprawie oferty pracy – robotnik budowlany. Przedsiębiorca z powiatu żagańskiego zorganizował spotkanie w pośredniaku. Pracodawca wymagał jedynie chęci do pracy. W okresie próbnym zaoferował najniższą pensję, czyli 1.386 zł brutto. Spośród wszystkich bezrobotnych na giełdę wytypowano 30 osób. Stawiło się 25 młodych mężczyzn.
– Kiedy pracodawca chciał wybrać wśród zgromadzonych swoich przyszłych pracowników, jeden z bezrobotnych powiedział, że nie może pracować, ponieważ ma lęk wysokości. Wówczas osiem osób zgłosiło ten sam problemem – relacjonuje Maria Pajdosz, pośrednik pracy z żagańskiego PUP i współorganizatorka giełdy.
Urzędnicy postanowili wysłać wszystkich do lekarza medycyny pracy (i zapłacić za badania), aby sprawdzić, czy rzeczywiście nie nadają się do pracy na wysokości. Wówczas bezrobotni się zbuntowali: „Co to za burdel”, „Wy, ch…, ku…” – krzyczeli pod adresem urzędników.
Interweniowała Ewa Kozłowska, kierownik działu rynku pracy w żagańskim PUP, która tak komentuje sprawę: – Sama przez wiele lat byłam bezrobotna, więc wiem, co to znaczy być po drugiej stronie. Pan, który stracił przez tę aferę status bezrobotnego, zażyczył sobie zobaczyć ustawę, która pozbawiła go ubezpieczeniowych przywilejów. Choć nie muszę tego robić, pokazałam mu ją w internecie. Siedział na moim fotelu z godzinę.
Wioletta Tubiszewska, dyrektor żagańskiego PUP, stara się załagodzić zaistniałą w urzędzie sytuację. – Mamy 7 tysięcy bezrobotnych. Czasami jesteśmy obrażani 10 razy dziennie. Niektórzy uderzali już w biurka czy komputery. Na szczęście nie dostało się jeszcze urzędnikom. Moi pracownicy są przygotowani na sytuacje stresowe i byli szkoleni z obsługi trudnego klienta – zapewnia.
Zawód – bezrobotny. „Płaca” – 2.700 zł na rękę
Wanda Winczaruk, pośrednik pracy, jedna z obrażanych urzędniczek, relacjonuje: – Niektórzy bezrobotni po prostu nie chcą pracować. Chcą mieć tylko podbite w papierach do opieki społecznej, aby korzystać z jej przywilejów – mówi pośredniczka. – Rejestrują się w urzędzie pracy, aby mieć ubezpieczenie i nawet nie stawiają się na spotkaniach informacyjnych. Zaświadczenia do opieki potrzebne są im raz na kwartał, więc nawet jeśli taka osoba straciła status bezrobotnego, to i tak za trzy miesiące mogła się zarejestrować, aby mieć potwierdzenie do MOPS-u i dalej otrzymywać pieniądze.
Dodaje, że aby ukrócić patologię, zmieniono ustawę i teraz osoba, która odmówi pracy lub nie stawi się w urzędzie bez usprawiedliwienia, traci możliwość korzystania z praw przysługujących bezrobotnemu na 4 miesiące. Kiedy odmówi drugi raz traci ten przywilej na 6 miesięcy. Za trzecim razem nie może się ponownie zarejestrować przez 9 miesięcy.
– Rozmawiałam kiedyś z bezrobotną, która ma 3 dzieci i dostaje miesięcznie z MOPS-u aż 2 tys. 700 zł. Jej po prostu nie opłaca się pracować – kwituje W. Winczaruk.
Dużo ofert, dużo odmów
M. Pajdosz podaje statystyki: – W lutym tego roku 14 osób odmówiło podjęcia pracy i aż 146 osób nie potwierdziło gotowości do jej podjęcia. Rok temu, w lutym, 8 osób nie chciało pracować, a 164 nie stawiło się w terminie w urzędzie. Od stycznia zauważyliśmy, że coraz więcej osób, mimo potwierdzenia chęci do podjęcia pracy,ostatecznie się w niej nie stawia. W ubiegłym miesiącu dysponowaliśmy 405 wolnymi miejscami pracy. W powiecie, gdzie bezrobocie wynosi 26%, to duża liczba.
Maria Kozłowska, zastępca dyrektora PUP w Żarach, stwierdza: – Z powodu niestawienia się w urzędzie w wyznaczonym terminie, w ciągu ostatnich trzech miesięcy z ewidencji wyłączono 542 osoby bezrobotne, natomiast z powodu nieuzasadnionej odmowy przyjęcia propozycji pracy 73 osoby straciły status bezrobotnego.
Żołądek dzieci nie pyta, czy tata pracuje na czarno czy na biało
– Po powrocie z Anglii, pracuję od półtora roku na czarno. Kiedy upomniałam się u pracodawcy o umowę, powiedział, żebym załatwiła sobie staż, na który – jak się okazało – w tym roku urząd nie ma pieniędzy – opowiada Małgorzata z Iłowej, średnie wykształcenie, od kilku lat bezrobotna. – Mają pieniądze z funduszy unijnych, ale do 25 roku życia, a ja mam 30. Zależy mi, aby mieć jakąkolwiek pracę, więc nadal robię na czarno, ale na dłuższą metę to jest bez sensu. Mąż zarabia 2 tys. 400 zł, a chcemy wziąć kredyt. Dobrze, że mam ubezpieczenie. Tylko po to jest Urząd Pracy.
– Dla męża była praca, ale za tysiąc złotych na rękę. Jeździ teraz do Niemiec za 750 euro. Na czarno, bo na czarno, ale żołądek dzieci nie pyta, czy tata pracuje na biało czy na czarno – mówi pani Magda z Lipinek Łużyckich, której mąż szukał pracy jako pilarz.
Teresa Stabiarz z Żar przez 12 lat pracowała na czarno w Łęknicy jako sprzedawca. – Miałam czwórkę małych dzieci. Co miałam zrobić? Jak się ma dzieci, to się nie wybiera. Przez ostatnie 3,5 roku robiłam legalnie jako sprzątaczka, ale zostałam zwolniona. Gdybym wcześniej miała płacone składki, kwalifikowałabym się dziś na wcześniejszą emeryturę, a tak zostałam bez środków do życia. W urzędzie nie znaleziono dla mnie odpowiedniej oferty – płacze pani Teresa.
To jest tragedia
Ireneusz Danieliszyn, właściciel żagańskiej firmy PSB, tak komentuje awanturę w żagańskim PUP: – Miałem do czynienia z takimi sytuacjami. Przychodzili do mnie zdrowi, młodzi ludzie, prosząc, aby nie zatrudniać ich legalnie, bo straciliby wszelkie zasiłki. Właśnie takie jest u nas bezrobocie. Zamiast dać zasiłki ludziom chorym, daje je się ludziom w pełni zdrowym i pracującym na czarno – wytyka przedsiębiorca.
Mariusz Herod, właściciel firmy Techpol z Żar, nie ma najlepszego zdania o bezrobotnych, którzy trafiają do niego z pośredniaka. – Pracownicy przysyłani nam przez PUP to jest tragedia. Na spotkaniu dotyczącym pracy u nas, na 50 osób jedynie 4 chciały pracować. Inni chcieli tylko, żebym im wpisał, że nie spełniają warunków, gdyż pracując na czarno, lepiej zarobią. Kiedyś, na stanowisko wykwalifikowanego instalatora, który miał posiadać prawo jazdy, urząd przysłał mi człowieka, który przyszedł pijany. Okazało się, że był przymusowo leczony na alkoholizm i nie miał prawa jazdy. Innym razem, na stanowisko kierowcy wywrotki, przysłano mi pana, który był przekonany, że będzie pracował w firmie transportowej. Raz skorzystałem z programu „Wspomaganie zatrudnienia”. Urząd miał dopłacać do pensji, a ja musiałem zatrudnić pracownika na rok. Tylko że temu człowiekowi w ogóle nie zależało. Gdy przyszedł pijany, wezwałem policję, ale nie moglem go zwolnić.
Kiedy bluzgi ustały
Bezrobotni, którzy wywołali awanturę w pośredniaku, mieli 7 dni na udanie się do lekarza medycyny pracy. Tylko pięciu z nich, do publikacji tego artykułu, wróciło z orzeczeniem lekarza do urzędu. Dwóch bezrobotnych rzeczywiście miało lęk wysokości, trzech okazało się symulantami. Cała trójka przez to, że odmówiła podjęcia pracy w swoim zawodzie, została pozbawiona statusu bezrobotnego.
Co się zaś tyczy pracodawcy, który szukał pracownika budowlanego, to z dwóch osób, które wybrał, tylko jedna stawiła się do pracy.


