W całym Żaganiu roi się od niewybuchów. Czy pozostałości po II wojnie światowej nadal będą stwarzać śmiertelne zagrożenie? Okazuje się, że oczyszczenie niebezpiecznych miejsc jest tańsze od pomalowania ściany.
Podczas ostatniej wojny Żagań został zniszczony niemal w 80 procentach. Na miasto spadły setki ton bomb lotniczych i pocisków moździerzowych. Pamiątkami po zaciekłych walkach są odkrywane co jakiś czas niewybuchy. Niedawno przy ul. Browarnianej dzieci znalazły pociski artyleryjskie i moździerzowe, niedaleko osiedla Bema wykopano pięć potężnych bomb lotniczych, a przy budowie stadionu przy ul. Kochanowskiego odkryto granat. – Już nie puszczam dzieci samych na teren tzw. „wilczych dołów”, jeszcze coś znajdą i będzie nieszczęście – obawia się pani Aneta, która mieszka przy ul. Konopnickiej.
– Czy trzeba czekać na tragedię, jak ta niedawna pod Lublinem, gdzie eksplozja niewypału zabiła 9-letnią dziewczynkę i 10-letniego chłopca? – pytają zaniepokojeni rodzice.
Jak w Kambodży!
Jak groźne są pozostałości po wojnie, doskonale wie Zdzisław Kazalski, który w wieku ośmiu lat na skutek eksplozji niewypału stracił oko oraz palce u lewej ręki. Opowiada, że w okolicach dzisiejszej ul. Libelta znalazł zapalnik od miny. – Przeniosłem go zaledwie kilkadziesiąt metrów, kiedy nagle wybuchł. Wiele bym dał, żeby cofnąć czas. Dzieci nie potrafią ocenić zagrożenia i każdy kontakt z powojenną amunicją może się dla nich skończyć tragicznie – podkreśla.
– Nie może być tak, że ktoś na spacerze depcze po wystających z ziemi bombach lotniczych – złości się z kolei Mariusz Wątorek z osiedla Bema. Zwraca uwagę, że w przypadku niektórych pocisków wybuch może spowodować zwykłe powietrze, które po dostaniu się pod skorodowaną obudowę działa jak zapalnik. – Pociski artyleryjskie znalazły też ostatnio dzieci z podstawówki podczas „Akcji sprzątania świata”. To jakiś skandal. Czy my żyjemy w Polsce czy Kambodży? – oburza się M. Wątorek.
Mieszkańcy chcą, żeby miasto jak najprędzej zajęło się problemem. – Trzeba oczyścić cały teren. Może pomogą saperzy w ramach ćwiczeń – podpowiadają. – Zamiast wyjeżdżać nie wiadomo gdzie i po co, na coś by się nam ci żołnierze w końcu przydali – nie przebiera w słowach M. Wątorek.
Złotówka za metr
W przypadku odkrycia w mieście niewybuchów, na miejscu pojawia się najczęściej patrol saperski z głogowskiego 6. Ośrodka Przechowywania Sprzętu. – Działamy tylko w oparciu o zgłoszenie od policji. Jeżeli ktoś chce sprawdzić, czy na jego terenie nie ma niewybuchów, musi zatrudnić specjalistyczną firmę. Procedura ta obowiązuje zarówno osoby prywatne, jak i samorządy – nie pozostawia złudzeń kpt. Jarosław Żeglarski z 6. OPS.
Okazuje się, że usługi firm saperskich nie są wcale takie drogie. – Oczyszczenie jednego metra kwadratowego powierzchni kosztuje złotówkę – mówi Lesław Majewski z wrocławskiej firmy Spec-Maj. Śmieje się, że to mniej niż życzą sobie malarze pokojowi. – Nasz sprzęt wykrywa przedmioty leżące nawet pięć metrów pod ziemią, wojskowy tylko do kilkudziesięciu centymetrów. Działamy kompleksowo, czyli odszukujemy, odkopujemy i detonujemy niewypały – informuje. L. Majewski zdradza, że z usług firmy skorzystało już wiele samorządów w całej Polsce.
Bezpieczeństwo nadrzędne?
Żagańscy radni walczą jak lwy o podwyższenie diet. Czy równie mocno zależy im na bezpieczeństwie mieszkańców? Okazuje się, że żaden z nich do tej pory nie pomyślał o rozminowaniu miasta. – Wiemy, że niewypały mogą się znajdować w miejscach, gdzie były stanowiska obrony przeciwlotniczej – mówi Marian Świątek, regionalista, który od wielu lat zasiada w Radzie Miasta. Przyznaje, że pomysł oczyszczenia tych terenów jest wart rozważenia. – Przedstawię propozycję na posiedzeniu rady i zastanowimy się nad problemem – obiecuje. Zwraca uwagę, że zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom miasta powinno być celem nadrzędnym.
Powinno, ale czy jest? Radni mają teraz okazję, żeby udowodnić, że zasłużyli na podwyżkę diet. Problem niebezpiecznych niewypałów o wiele wcześniej zauważyły chociażby Lasy Państwowe, które na kosztującą 130 mln zł akcję rozminowania niebezpiecznych obszarów postarały się o 80-procentową dotację z Unii Europejskiej. Już niedługo saperzy zaczną przeczesywać lasy w rejonie Wymiarek, Świętoszowa i Lubska.






