Rozpadliny i grożące zawaleniem ruiny po fabrycznych budynkach. Co jakiś czas dochodzi tu do groźnych wypadków. Pozostałości po tzw. Starej Papierni to bardzo niebezpieczne miejsce.
Grupa młodzieży kręciła się po pozostałościach Starej Papierni w Żaganiu w niedzielę (17.04.) około godz. 19. W pewnym momencie 17-letnia Renata potknęła się i wpadła do dziury w stropie jednego z budynków. Upadek na gruzowisko z wysokości blisko pięciu metrów mógł skończyć się bardzo tragicznie.
– Na szczęście dziewczyna przeżyła. Podczas akcji ratunkowej była cały czas przytomna. Do zielonogórskiego szpitala zabrał ją helikopter – informuje Waldemar Kasperowicz z żagańskiej straży pożarnej. Renata poważnie się potłukła, ma urazy wewnętrzne, jej życiu nie zagraża jednak niebezpieczeństwo.
Wchodzą z ciekawości
Dużo mniej szczęścia mieli inni amatorzy zwiedzania przedwojennych ruin, bo kilka lat temu nastolatka została tu kaleką, a wcześniej zdarzały się nawet śmiertelne wypadki. Po protestach mieszkańców pobliskiego osiedla, którzy domagali się wyburzenia ruin, rozebrano kilka mniejszych budynków. Nie rozwiązało to jednak problemu, bo cały teren pełen jest starych studzienek, kanałów i resztek zabudowy fabrycznej, która grozi w każdej chwili zawaleniem. Egzotycznie wyglądające miejsce kusi dzieci, młodzież i turystów. Zaciekawieni z narażeniem życia próbują z bliska obejrzeć pozostałości po papierni.
W ruinach każdego dnia można natknąć się też na grupki młodzieży, która spędza tu czas po szkole. Młodzi popijają piwo, popalają papierosy i rozmawiają o swoich sprawach. Feralnego dnia był tu także 16-letni Jacek, który widział, jak pogotowie zabierało ranną dziewczynę. – Znałem ją z widzenia, często tu bywała – potwierdza.
Miasto ucieka od problemu?
Stara Papiernia jest solą w oku żagańskiego ratusza. Na nasze pytanie, co dalej z ruinami, nikt w Urzędzie Miasta nie potrafi odpowiedzieć. Pod koniec marca tego roku miasto próbowało pozbyć się niebezpiecznego terenu z resztkami pofabrycznych zabudowań. Za działkę o pow. aż 31 tys. 388 metrów chciał zaledwie 260 tys. zł. Nikt jednak nie pali się do kupna Papierni. Teren jest nieuzbrojony, żeby móc go zagospodarować, należałoby też wyciąć krzaki, drzewka i wyburzyć ruiny po przedwojennych budynkach. W dodatku fabrykę zbudowano na terenie zalewowym Czernej, więc wszystkie inwestycje obarczone są ryzykiem powodzi.
– Powinni to zburzyć w cholerę albo chociaż ogrodzić. Teraz nie ma nawet tablic ostrzegających o niebezpieczeństwie – złości się jeden z mieszkańców pobliskiego os. Bema. Przypomina, że jeżeli w ruinach komuś coś się stanie, to urząd będzie za to odpowiadał.




