– „Jebać PZPN” – krzyczeli za płotu żagańscy szalikowcy w proteście przeciwko decyzji Polskiego Związku Piłki Nożnej, który wydał zakaz wpuszczania zorganizowanych grup kibiców przyjezdnych na stadiony.
Czarni Arena Żagań – Chojniczanka Chojnice 1:2 (1:1)
bramki: Pawela (43. min) – Jakosz (5. min), Magdziński (88. min)
Chojniczanka: Baran – Jakosz, Mikołajczak, Kaśnikowski, Andruszczak – Parzy (od 75. min Ziemak), Hajdamowicz (od 64. min Gibczyński), Trojanowski (od 46. min Kaźmierowski), Lenart – Magdziński, Atanackowić.
Żółte kartki: Dorobek, Smarduch – Parzy, Trojanowski.
Czerwona kartka: Smarduch (Czarni); widzów: 500
Na otwarciu było 1700 kibiców, tydzień wcześniej – 900, a w ubiegłą sobotę – zaledwie pół tysiąca. Na żagańskiej „Arenie” spada frekwencja.
Jednym z powodów był bojkot decyzji PZPN. Żagańscy szalikowcy na znak protestu nie zorganizowali oprawy ani dopingu.
Mecz ustawił szybko zdobyty przez chojniczan gol. W piątej minucie Tomasz Parzy dośrodkował w pole karne, a akcję zamknął strzałem głową Grzegorz Jakosz. W 11. minucie mogło być 2:0, ale piłkę po strzale Marcina Trojanowskiego wybili żagańscy obrońcy. Pierwsza akcja gospodarzy miała miejsce w 16. minucie. Waldemar Gancarczyk ładnie ograł obrońców, wyłożył piłkę, ale nikt nie potrafił jej umieścić w siatce. W końcu wybili ją na aut obrońcy Chojniczanki. Goście co chwilę stwarzali zagrożenie pod bramką miejscowych. Strzelali kolejno: Trojanowski, Aleksandr Atanackovic i Konrad Hajdamowicz. Szczególnie strzał tego ostatniego z rzutu wolnego w 29. minucie przysporzył Mateuszowi Abramowiczowi sporo wysiłku. Żagański bramkarz przeniósł piłkę po atomowym uderzeniu ponad bramkę.
Od 39. minucie Czarni grali w osłabieniu. Po drugiej żółtej kartce boisko musiał opuścić Wojciech Smarduch. Mimo to, cztery minuty później miejscowi zdołali wyrównać. Dośrodkowanie Marka Tracza sfinalizował strzałem głową Fabian Pawela.
Druga połowa to ambitna gra podopiecznych Zbigniewa Smółki. Najlepszą okazję miał w 82. minucie Fabian Pawela, który z 6 metrów fatalnie przestrzelił. Piłka przeszła minimalnie nad poprzeczką. Gola zdobyli za rywale, tuż przed końcowym gwizdkiem. I to po kolejnym stałym fragmencie gry. Mimo wyraźnych wskazówek z ławki trenerskich, aby „uważać na długi”, żagańscy piłkarze nie przypilnowali stojącego przy „długim” słupku Bartosza Kaśnikowskiego. Ten idealnie obsłużył Jacka Magdzińskiego, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.
Trener Z. Smółka był załamany po meczu: – To moja wina, jeśli chodzi o pierwsze 20 minut gry. Troszeczkę przestraszyłem chłopaków analizując przeciwnika. Mam żal do Wojtka Smarducha. Mając żółtą kartkę środkowy obrońca, w środkowej strefie nie powinien tak wchodzić, żółta kartka ewidentna i to dobra decyzja sędziego.Straciliśmy dwie bramki ze stałych fragmentów gry, które non stop ćwiczymy na treningach. No i co z tego skoro stały fragment gry i kolejna nieuwaga.
27
Poprzedni artykuł