Autobus wiozący dzieci ze szkoły zderzył się w piątek (27.05.) z samochodem. W wypadku zginął kierowca osobówki.
Wąska droga łącząca Bogumiłów z Janikowem. Zaraz za mostkiem tłum ludzi. Na poboczu stoi roztrzaskany ford focus. – Sadziłam pomidory. Usłyszałam pisk opon i wielki huk. Pomyślałam, żeby tylko żadne z moich wnuków nie wpadło pod samochód – mówi Janina Wasilewska, sołtys Bogumiłowa. Jako pierwsza udzieliła pomocy umierającemu kierowcy forda.
Głośno płakał
W autobusie jechało ośmioro dzieci, które wracały ze szkoły do domu. – Przed samym wypadkiem pani opiekunka krzyknęła i zaraz był wielki huk. Upadłam na podłogę – opowiada Weronika Wolniak, 12-letnia uczennica jadąca autobusem. – Z przodu siedział mały Tomek. Zaczął głośno płakać. Moje kuzynki przestraszyły się, że to samochód ich mamy w nas uderzył i zaczęły krzyczeć, żeby kierowca otworzył drzwi. Pobiegły tam, ale okazało się, że w środku był mężczyzna – dodaje Weronika.
Znał drogę
Samochód osobowy odbił się od autobusu i poleciał na pobocze. Jego kierowca nie miał zapiętych pasów. – Nie wypadł z samochodu, leżał na przednich siedzeniach. Głowę miał tam, gdzie normalnie pasażer ma nogi. Z początku nie wiedziałam, kto to jest. Dopiero jak uniosłam mu głowę, poznałam go. Widziałam kilka razy, jak jechał tą drogą – przypomina sobie J. Wasilewska. Po chwili pojawiła się przy niej druga kobieta, która zmierzyła puls rannemu i próbowała tamować krew. Gdy przyjechało pogotowie, stwierdziło zgon kierowcy. – Chyba do końca życia będę go miała przed oczami. Nie mogłam zasnąć całą noc – opowiada pani sołtys.
Otwarte piwo
Kierowcą forda okazał się Wojciech W., 38-letni mieszkaniec Żar. W samochodzie policja znalazła 3 puszki piwa, z których jedna była otwarta. Do czasu wykonania badań krwi nie można jednoznacznie odpowiedzieć, czy kierowca był pod wpływem alkoholu. Według ustaleń żarskiej prokuratury, ślady na drodze wskazywały, że Wojciecha W. zniosło na lewą stronę. Kierowca autokaru, który na pewno był trzeźwy, próbował uciekać na prawe pobocze, ale droga okazała się za wąska i doszło do zderzenia. – W sprawie powołano biegłego, są również przesłuchiwani świadkowie – informuje Barbara Neneman-Szachnowska, żarski prokurator rejonowy.
Gdyby coś się stało mojemu dziecku…
– Mój mąż jechał przed tym autobusem. Jakby nie skręcił do sklepu… – woli nie kończyć Marzena Wolniak, mieszkanka Janikowa. To od męża dowiedziała się, że był wypadek. – Przeraziłam się, bo przecież w autobusie była Weronika. Gdyby coś się stało mojemu dziecku… – roztrzęsiona M. Wolniak woli nie kończyć zdania. Weronika do domu wróciła bardzo przestraszona. Przywiózł ją sąsiad, który pojechał zabrać swoje dzieci. Na szczęście żadnemu z dzieci jadących autobusem, oprócz siniaków, nic się nie stało.
Asfalt na drodze z Bogumiłowa do Janikowa jest dopiero od zeszłego roku. Wcześniej była tam droga szutrowa. – Teraz jeżdżą po asfalcie jak wariaci – skarży się J. Wasilewska. Do tego dochodzą drzewa i krzewy zmniejszające widoczność. O tragedię nietrudno.
21
Poprzedni artykuł