Tragiczny wypadek na ul. Moniuszki w Żarach. Motocyklista zderzył się z samochodem osobowym. Zginął na miejscu.
Było kilka minut po godz. 18, w sobotę, 11 czerwca. Tomasz G. (38l.) wracał do domu od szwagra z Grabika. Jechał do garażu przy ul. Witosa. Ponieważ ul. Lotników jest zamknięta, pojechał w stronę ronda na ul Serbskiej. Przejeżdżając przez tory na ul. Moniuszki, zobaczył skręcającego w lewo srebrnego forda focusa. Przestraszył się, że w niego uderzy.
Stracił panowanie
Zaczął hamować. Stracił panowanie nad motocyklem. Świadkowie widzieli, jak zaczęło zarzucać tyłem motoru. W końcu na przejściu dla pieszych (pomalowanym farbą chlorokauczukową) poleciał na lewy pas, prosto pod nadjeżdżające z naprzeciwka renault scenic. Samochód prowadziła kobieta w ciąży, która podróżowała z mężem i 5-letnią córką. Motocykl uderzył w samochód, odbił się i zatrzymał kilka metrów dalej. Tomasz zaklinował się między zderzakiem renault a jezdnią.
Stali jak sparaliżowani
W pierwszych sekundach nikt nie był w stanie ruszyć mu na pomoc. Ani kierowcy, którzy zatrzymywali się za renaultem, ani przechodnie, ani kierowca skręcającego w lewo forda. Wszyscy stali jak sparaliżowani. Po kilkudziesięciu sekundach na miejscu wypadku pojawiło się pogotowie energetyczne, które przyjechało od strony ronda. Pracownicy energetyki wyskoczyli z auta i zaczęli akcję ratunkową. Najpierw z pomocą kilku mężczyzn podnieśli przód samochodu i uwolnili poszkodowanego. Później zaczęli reanimować Tomasza.
Wylądował na łące
Po kilku minutach pojawiło się pogotowie ratunkowe, które zajęło się rannym. Akcja trwała kilkadziesiąt minut. W międzyczasie nad miejscem wypadku pojawił się helikopter. Wylądował na łące za stacją paliw. Ratownicy, którzy nim przylecieli, również próbowali reanimować Tomasza. W końcu stwierdzili zgon.
Rodzinie jadącej renaultem nic się nie stało.
Spełnienie marzeń
Tomasz G. urodził się 29 sierpnia 1973 roku w Żarach, jako jeden z czworga rodzeństwa. Niemal całe życie mieszkał w tym mieście. Miał 10-letniego syna Jakuba. Motor kupił dwa lata temu.
– To było spełnienie jego marzeń – mówi siostra.
– Jeździł bardzo ostrożnie. Podchodził do tego z rezerwą – przekonuje narzeczona, z zawodu pielęgniarka.
– Był szczęśliwy, miał dobrą pracę w wojsku i tylko prosił, żeby zdrowie mu dopisywało – dodaje druga siostra.
Nie odmówił pomocy
Początkowo służbę pełnił w Żandarmerii Wojskowej, a potem służył w jednostkach wojskowych w Żarach i Żaganiu.
– Był niezmiernie honorowy. Zawsze wesoły i uśmiechnięty, dla każdego miał dobre słowo. Nigdy nie odmówił pomocy, zawsze był pod telefonem dla rodziny i kolegów – wspominają siostry.
Z zawodu był zegarmistrzem. – Bardzo lubił zegary, miał w domu taki duży – mówi z rozrzewnieniem narzeczona.
Mieli plany
– Jak człowiek jest młody, ma wiele planów. Tomek myślał o budowie domu, mieliśmy się pobrać – ze łzami dodaje narzeczona. Poznali się 4 lata temu dzięki siostrze Tomasza. – Urzekła mnie jego dobroć. Miał to w oczach. Był wspaniałym człowiekiem, oddanym, kochającym. Każda kobieta by sobie takiego narzeczonego i męża życzyła – dodaje.
Tomasz zadzwonił do niej kilka minut przed wypadkiem. Opowiadał, co robił, gdzie był. Ona w tym czasie jechała do pracy. O śmierci ukochanego dowiedziała się dopiero około godz. 22. Zadzwoniła do niej siostra Tomka. – To był szok, jeszcze teraz to do mnie nie dociera – mówi narzeczona.
Jakby żył
Pogrzeb Tomasza G. odbył się w czwartek (16.06.). Sekcja zwłok wykazała obrażenia wielonarządowe, które doprowadziły do śmierci. – Za wcześnie, żeby mówić o przyczynach wypadku. Powołaliśmy biegłego, który wyjaśni szczegóły wypadku – informuje Robert Brzeziński, zastępca prokuratora rejonowego w Żarach.
Narzeczona Tomasza przyznaje, że wciąż łapie się na tym, jak mówi „zrobimy, jesteśmy”, zupełnie jakby Tomasz jeszcze żył. Razem mieli do zrobienia wiele wspólnych rzeczy.




