Strona główna » Tragedia na wagarach

Tragedia na wagarach

przez imperia

Wiózł dziewczynę i kolegę. Ada zginęła na miejscu, a Paweł, jego przyjaciel ze szkolnej ławki, walczy o życie w szpitalu.
Patryk (17 l.) jechał bez prawa jazdy. Po wypadku sam wydostał się z samochodu, wyszedł z niego praktycznie bez szwanku. Duszący go pas odcięła mieszkająca w pobliżu kobieta. – Chciałam ratować siedzącą obok niego dziewczynę, ale nie dałam rady – opowiada, zanosząc się płaczem.
– To był okropny widok, mózg się jej wylał, tego nie da się zapomnieć – wtrąca  mężczyzna, który również pojawił się na miejscu wypadku.
Ludzie opowiadają, że w całym Siodle słychać było warkot samochodu szarżującego po wsi. Auto zatrzymało się na drzewie, na drodze między Siodłem a Kunicami. Uderzyło stroną pasażera w przydrożną lipę. Beemka niemal owinęła się wokół pnia. Smuga oleju ciągnąca się po ulicy dokładnie pokazywała tor jazdy. 
Do wypadku doszło we wtorek, 7 czerwca, o godz. 11.30. Cała trójka nastolatków to mieszkańcy żarskich Kunic.
 
Ada się nie rusza
Patryk wziął samochód ojca bez pozwolenia.
– Obudziłam się po godzinie 11 rano, byłam po nocnej zmianie – opowiada Ewa Rogowska, mama Patryka. – Zadzwoniłam do syna, bo zobaczyłam, że nie ma kluczyków od samochodu. Drżącym głosem powiedział, że skasował auto, że jest cały, tylko Ada się nie rusza i jest przygnieciona.
Matkę Partyka oblał zimny pot. Kazała mu dzwonić na pogotowie, ale powiedział jej, że już jadą. – Dodał: „mamuś, przepraszam”- pani Ewa przypomina sobie rozmowę z synem.
 
Czasem robili razem głupie rzeczy
Ratownicy pierwszą wyciągnęli dziewczynę. Na pierwszy rzut oka wyglądało, jakby siedziała z tyłu, ale siła uderzenia przesunęła jej siedzenie. Ada (†16 l.) już nie żyła. Jej ciało ułożono pod białym workiem kilka metrów od samochodu, przy którym nadal trwała akcja ratunkowa. Strażacy robili, co mogli, by uwolnić zakleszczonego w samochodzie pasażera z tylnego siedzenia. Nie pomogło ani wycięcie dachu, ani rozciąganie nożycami pneumatycznymi wraku auta. Rannego udało się wyciągnąć dopiero po 30 minutach. Paweł (16 l.) w krytycznym stanie został przetransportowany helikopterem do szpitala wojewódzkiego w Zielonej Górze. Jeszcze tego samego dnia przeszedł pierwszą operację głowy. Utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej. Na kolejne zabiegi lekarze muszą poczekać, aż poprawi się jego stan.
– Najważniejsze, by przeżył. O niczym innym teraz nie jestem w stanie myśleć. Mamy go tylko jednego – mówi Robert Cibuch, ojciec Pawła. – Czy mam żal? Nie wiem.
Pan Robert dodaje, że Paweł przyjaźnił się z Patrykiem od przedszkola. – Nie byłem zadowolony z tego koleżeństwa, bo czasem robili razem głupie rzeczy. Ale ta ich przyjaźń była silna.  
Ojciec twierdzi, że Paweł nigdy nie rwał się do jazdy osobówką. – Nie prosił nawet, bym go uczył – mówi R. Cibuch. – Ale powtarzał, że kiedyś będzie jeździć ciężarówką, jak ja. Głęboko wierzę, że tak się stanie. Najgorsza jest ta ludzka bezsilność, możemy tylko czekać.
Matka Ady jest w szoku. Znajduje się pod opieką specjalistów. Była w pracy, gdy dowiedziała się o tragedii. Spod huty w Kunicach zabrało ją pogotowie. Pracowała razem z mamą walczącego o życie Pawła.
 
Cofnąć czas o ten jeden dzień
Rodzice Patryka nie mogą uwierzyć w to, co się stało. – Zawsze chowałam przed nim klucze od auta – zapewnia E. Rogowska. – Nie mogę sobie darować, że zostawiłam je na wierzchu w torebce.
Tomasz, ojciec chłopaka, jest zawodowym kierowcą. Jeździ tirami. Całymi dniami pracują z żoną, by spłacić kredyt wzięty na budowę domu. – Tak się staraliśmy, wspólnymi siłami go budowaliśmy, cała trójka dzieci też pomagała. A teraz po co nam to wszystko? – zastanawia się T. Rogowski. – Winię się za tę sytuację. Chciałem, by Patryk i jego starsze siostry mieli lepiej ode mnie. Jedna z córek studiuje, a druga wyszła za mąż. Teraz chciałbym tylko cofnąć czas o ten jeden dzień. Boimy się, by Patryk czegoś sobie nie zrobił. Znamy syna i wiemy, że bardzo to przeżywa.
Rodzice nie ukrywają jednak, że kłopoty z Patrykiem zaczęły się jakiś czas temu. Mówią otwarcie, że chłopak wagarował, kradł pieniądze z domu, okradał też dziadka. Bez pozwolenia brał auto. – Nie kryłem go, nawet zgłosiłem to na policji. Miałem nadzieję, że się przestraszy – mówi pan Tomasz.
Patryk z Adą spotykali się od dłuższego czasu. Byli szkolną parą. Dziewczyna często go odwiedzała.
 
W szkołach żałoba
Feralnego dnia Paweł, uczeń trzeciej klasy Gimnazjum nr 4 w Żarach, uciekł z ostatnich dwóch lekcji. Na szóstej miał zaliczać historię. Ale się nie pojawił. –  Paweł często wagarował, miał problemy z nauką, ale mimo tych niepowodzeń był bardzo lubiany przez rówieśników. Udzielał się w wolontariacie, grał w unihokeja – mówi Bogumiła Bajerska, dyrektor Gimnazjum nr 4. Zapewnia, że bardzo przeżyła wypadek. – Uczniowie trzecich klas zdecydowali odwołać bal gimnazjalny. Mówią, że po tym, co się wydarzyło, nie potrafiliby się bawić – zdradza dyrektorka.
Ada do 24 maja była uczennicą Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Żarach. – Przyszła do nas z innej szkoły pod koniec listopada ubiegłego roku – mówi Arleta Śniatecka, dyrektor ZSOiT. – Mamy wielu uczniów z Kunic i wszyscy bardzo to przeżyli. Od kilu dni nie mówią o niczym innym – zapewnia. Dyrektorka nie ukrywa, że Ada często wagarowała. W maju przyszła z mamą i zabrała dokumenty, mimo że A. Śniatecka namawiała ją, by się jeszcze zastanowiła i próbowała zaliczać przedmioty. 
Patryk kończył gimnazjum w Ochotniczym Hufcu Pracy w Żarach. Przeniósł się tam z kunickiego gimnazjum w lutym tego roku. Elżbieta Płodzich, komendant OHP, potwierdza, że chłopak był już po egzaminach końcowych. – Pozostała tylko decyzja rady pedagogicznej. W dniu, kiedy doszło do wypadku, powinien być na praktyce. Nie było go tam – mówi E. Płodzich.
 
Jechał za szybko
We wtorek, policja zatrzymała Patryka R. na 48 godzin. Chłopak wyszedł z wypadku beż większych obrażeń, ma tylko kilka szwów na twarzy. W czwartek rano (9.06.), składał zeznania na prokuraturze. Zdaniem śledczych, bezpośrednią przyczyną wypadku była nadmierna prędkość niedostosowana do stanu drogi. Prokurator wniósł do sądu o aresztowanie 17-latka na 3 miesiące. Zarzuca mu spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Patrykowi R. grozi od 6 miesięcy do 8 lat. Będzie odpowiadał jak dorosły.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz