Strona główna » Gwałt przy drodze

Gwałt przy drodze

przez imperia

Kierowca rzucił się na młodą rowerzystkę. Pobił ją i próbował zgwałcić.
Joanna (28 l.) jechała rowerem z Lubska w stronę Lutola, we wtorek, ok. godz. 14.00. – Byłam w mieście spytać o pracę w Netto i zrobić zakupy – opowiada napadnięta. Jeździła tamtędy wielokrotnie i czuła się tam bezpiecznie. Był środek dnia, a droga, którą jechała, to podstawowe połączenie Lubska z Lutolem.
 
Pytał o drogę
W pewnym momencie obok rowerzystki zatrzymał się kierowca bordowego busa. – Zapytał mnie o drogę na Żary. Powiedziałam, żeby przejechał przez całe Lubsko, a potem prosto – wspomina Joanna. Nie wzbudził u niej żadnych podejrzeń. – Wytłumaczyłam mu wszystko i pojechałam dalej. On ruszył w stronę Lubska, tam jest rondo, na którym zapewne zawrócił, bo po kilku minutach znowu mnie minął. Zatrzymał się tak, że nie było go widać. Zobaczyłam go dopiero, jak zjeżdżałam z górki. Siedział w samochodzie, ale wysiadł z niego, gdy się zbliżałam. Zapytałam: „No i co?”.
 
Wepchnął do rowu
– Powiedział, że skierował go tutaj GPS – mówi poszkodowana. Przestraszyła się, wzięła telefon i chciała zadzwonić po szwagra. – Podbiegł, wyrwał mi telefon i wyrzucił, potem mnie złapał i wepchnął do rowu. Tam mnie bił po twarzy, krzyczał „daj dupy, k…” i próbował zgwałcić. Czym bardziej próbowałam się bronić, tym mocniej mnie bił – opowiada roztrzęsiona Joanna.
 
Szwagierka nie poznała
Gdy na drodze pojawił się samochód, którym – jak się później okazało – jechała szwagierka 28-latki, gwałciciel przestraszył się, wrzucił do rowu rower, wsiadł do busa i odjechał. Joanna wstała i spojrzała na rejestrację, chciała zapamiętać numery. Jadąca samochodem szwagierka początkowo jej nie poznała, zatrzymała się dopiero po 200 metrach, ale gdy zobaczyła, że bus rusza, przestraszyła się i odjechała. Wiedziała, że coś jest nie tak, więc zadzwoniła do domu narzeczonego Joanny w Małowicach.
 
Najkrótszą drogą
Zaniepokojona rodzina pojechała na miejsce, gdzie szwagierka widziała Joannę. Tej jednak już tam nie było. – Wyjęłam rower z rowu i najkrótszą drogą pojechałam do domu – mówi 28-latka. Była dotkliwie pobita. – Nie wiedziałem, czy to moja Asia, czy nie, tak miała zakrwawioną, posiniaczoną i opuchniętą twarz – wspomina Zbyszek, narzeczony Joanny. Tydzień po napaści kobieta ciągle ma problemy z dotknięciem czy nawet umyciem twarzy, jest cała obolała.
 
Nie było obdukcji
Gdy szwagier wrócił do domu, zawiózł Joannę na policję w Lubsku. Funkcjonariusze odesłali ją na pogotowie, gdzie założono jej opatrunek na nos. – Nie było żadnej obdukcji. Po przesłuchaniu na policji wychodziłam z zakrwawioną twarzą, bo nawet mi jej nie przemyto, a opatrunek był nieskuteczny i cały czas leciała mi krew. Nikt się nawet nie zapytał, czy mam jak wrócić do domu. Zostałam sama z problemem – mówi Joanna. Na własną rękę poszła do lekarza, zrobiła prześwietlenie nosa  i czeka na wizytę u neurologa. – Dopiero jak sprawą zajęła się prokuratura, zrobiono mi obdukcję, zaproponowano pomoc psychologa – wspomina dziewczyna.
 
Gwałciciel złapany
Żarska prokuratura poinformowała, że podejrzany o usiłowanie gwałtu został złapany i znajduje się w areszcie. W jego zidentyfikowaniu pomogła rana na jego palcu, która powstała po tym, jak zaatakowana dziewczyna, broniąc się, ugryzła go. Przestępcy grozi od 2 do 12 lat więzienia. – Do tej pory boję się sama oddalić od domu. Mimo że w wiosce wszyscy się znamy, to i tak strach jest silniejszy ode mnie, a rowerem do Lubska to już nigdy nie pojadę – mówi przerażona mieszkanka Jasienia.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz