Wyważyli drzwi, śmiertelnie przestraszyli 85-letnią kobietę. – Zobaczyłam pistolet w ręku mężczyzny, który wchodził. Myślałam, że mnie zabije. – mówi. Policjanci zaglądali do szafek i szuflad, szukając jej wnuka. Bez nakazu wtargnęli do mieszkania w Żarach.
Po południu, 29 czerwca, pięciu żarskich policjantów w cywilnym ubraniu pojawiło się pod blokiem przy ul. Męczenników. W mieszkaniu, do którego przyjechali, była tylko pani Irena, 85-letnia matka właściciela domu. – Usłyszałam pukanie do drzwi, pomyślałam, że to listonosz z rentą. Zapytałam, kto tam, ale nie zrozumiałam odpowiedzi, więc nie otworzyłam – opowiada pani Irena. Rzadko zostaje sama w domu. Zbigniew i Wiesława Kaczmarek przestrzegają mamę, by nie otwierała drzwi nieznajomym. Jedyną osobą, której ufa, jest właśnie listonosz.
Gdy nie otworzyła policjantom, ci zaczęli wyłamywać łomem drzwi. Wystraszona kobieta rozpłakała się, prosząc, żeby tego nie robili. Zadzwoniła do syna, żeby szybko wracał do domu. Wciąż powtarzała: – Syn już jedzie, nie wyłamujcie drzwi, na litość boską, błagam!
Bezskutecznie. Policjanci drzwi wyważyli. Po wejściu do mieszkania, niczego nie tłumacząc, zaczęli przeszukanie. Wrócili właściciele. – Szukali mojego syna – mówi pan Zbyszek. – Dziwne, że zaglądali do półek i szuflad, przecież tam nikt by się nie zmieścił – opowiada.
Kaczmarkowie mieszkają na pierwszym piętrze. Dwóch policjantów obstawiało okna domu, do środka weszło trzech. Pani Irena do dzisiaj ma przed oczami tamtą sytuację. – Zobaczyłam pistolet w ręku mężczyzny, który wchodził. Myślałam, że mnie zabije. Potem chciał mi wmówić, że pytał się, czy jest wnuk – wspomina starsza kobieta.
Nie bronią, nie ukrywają
Państwo Kaczmarek opowiadają o synu. O tym, że faktycznie jest poszukiwany. Nie mają z nim kontaktu. Sądzą, że nie ma go w kraju. Nie mieszkał już z nimi, a jego korespondencja przychodziła do nich, na polecenie prokuratury wymeldowali go z domu. Zapewniają, że go nie bronią, a już na pewno nie ukrywają. Mają pretensję o to, w jaki sposób policjanci wtargnęli do ich mieszkania. – Zawsze drzwi były dla nich otwarte – zarzeka się Zdzisław. – Bo to nie pierwszy raz jak u nas byli. Podczas Wielkanocy przyszły trzy ekipy. Jedna rano, druga w południe i jeszcze jedna na wieczór, zawsze ich wpuszczałem. A tu pod naszą nieobecność zastraszyli mi mamę i wyłamali drzwi – denerwuje się. – Mogli zaczekać na nas pięć minut. A nawet gdyby syn znajdował się w środku, nie zdołałby uciec – przekonuje.
Policja może
– Policjanci dokonują przeszukania w celu wykrycia lub zatrzymania podejrzanego. Mogą tym samym wyważyć drzwi, jeśli mają informację, że podejrzany może ukrywać się w danym domu. Mieli sygnały, że poszukiwana osoba tam przebywa. W mieszkaniu Kaczmarków szukali dowodów na to, że ich syn tam jest – informuje Kamila Zgolak-Suszka,rzecznik żarskiej policji.
Na komendzie informują również, że jeżeli działanie policjantów było zgodne z prawem, a osoba wezwana do dobrowolnego otworzenia drzwi, tego nie zrobiła, za szkody musi zapłacić sama. – W przypadku mamy trudno mówić o dobrowolnym otwarciu drzwi, bo przecież ona nie wiedziała, co tak naprawdę się dzieje – denerwują się Kaczmarkowie. I boją się, że taka sytuacja może się powtórzyć. – Policjanci byli zdziwieni, że syn nie jest już u nas zameldowany, a to znaczy, że nie byli przygotowani do akcji. Jaką mamy gwarancję, że znów do nas nie wpadną, gdy mama będzie sama?

