Woda zalała kilkanaście domów, podwórka, auta, pola. – Jak dorwiemy panią wójt w swoje ręce, to nie ręczymy! – grzmieli mieszkańcy Witoszyna Dolnego i Górnego (gm. Wymiarki).
Wystarczyło kilka godzin deszczu (w środowe popołudnie, 20.07.), by dwa stawy zaczęły wylewać. Wylała też wiejska rzeczka Otwiernica, a woda płynęła ulicami z Witoszyna Górnego do Dolnego.
Armagedon
– Panie, to prawdziwy Armagedon. Tyle razy prosiliśmy panią wójt, aby w końcu zrobiła porządek z tymi rowami i przepustami! – denerwowali się mieszkańcy Witoszyna, którzy wezwali strażaków do układania worków z piaskiem i odpompowania wody z zalanych domów.
W ogrodzie i na podwórku Mariana i Moniki Grochali była istna Niagara. – Woda wdarła się na posesję około godziny 16. Straż przyjechała, ale worki dotarły dopiero po czterech godzinach od zgłoszenia. Winna jest gmina i pani wójt, bo w porę nie zareagowali – grzmiał zdenerwowany M. Grochala.
– Gdzie jest wójtowa? – dopytywała sąsiadka Grochali, Józefa Klimaszewska. – Nie widzi, co się dzieje?!
Dom Andrzeja Kaszuby był cały w wodzie. – Wszystkiemu winne rowy. Gmina palcem nie kiwnęła, aby je udrożnić! A teraz przez ich lenistwo i zaniedbanie tracę dorobek życia! – wrzeszczał Kaszuba, któremu w walce z żywiołem pomagali sąsiedzi i znajomi. – Nie wiem, czy coś da się uratować, bo z góry idzie kolejna fala, mocniejsza – nie krył strachu.
Woda w domu na metr
W domu Romualda Płoszajskiego woda była najwcześniej. – Zalało całe mieszkanie, wody było na metr wysokości – pokazywał. – Wszystkie meble i drewniane podłogi są do niczego. To wina gminy, bo nie dba o zapchane rowy. Asfaltuje drogi, ale nie robi przepustów.
– Byłam kilkakrotnie w gminie w tej sprawie, pani wójt mnie po prostu olała! Teraz straciłam cały majątek, wszystko jest w domu do wyrzucania! – lamentowała Teresa Starzec, której woda doszczętnie zalała dom i budynki gospodarcze. Podobnie jak jej sąsiadowi, Michałowi Czarkowskiemu. – Niech pan zobaczy, podłoga do wyrzucenia, wylałem kilkanaście wiader wody, a teraz wyrzucam panele, wykładziny – wyliczał pan Michał.
Oszacują straty
Wójt Anita Staszkowian tłumaczy się z opóźnienia. – Trzeba było zebrać ludzi, kierowców, operatorów koparek, przygotować worki, piach. To wszystko trwało, bo ludzie skończyli pracę i byli w domach – wyjaśnia. – To nieprawda, że rowy były nieudrożnione. Od lipca są pielęgnowane. Ale są zbyt płytkie i przy tak intensywnych opadach nie są w stanie przyjąć tyle wody. Na pewno trzeba będzie je pogłębić – uderza się w pierś pani wójt.
Czy gmina pokryje mieszkańcom straty? – Szkody oszacujemy, gdy skończą się ulewy – zaznacza A. Staszkowian. – Na razie walczymy z żywiołem przy pomocy strażaków i pracowników gminy. Jedyne, co nam zostaje, to odpompowywanie wody, bo worki z piaskiem są już wyłożone.
Według synoptyków, intensywne deszcze mają być co najmniej do weekendu.
15
Poprzedni artykuł