Oprawca poderżnął kotu gardło. Ranne zwierzę w asyście policji trafiło do schroniska. Nie bez problemów.
Rannego kota znalazła przy schodach sklepu na ul. Chrobrego w Żarach przechodząca nieopodal kobieta. Nie potrafiła przejść obojętnie obok cierpiącego zwierzaka. Przez dwie godziny usiłowała, wraz z innymi przechodniami, sprowadzić pomoc (w sobotę, 16.07.). – Dzwoniłam do schroniska, ale stamtąd odesłano mnie do Straży Miejskiej. Tam z kolei usłyszałam, że oni nie mają obowiązku interweniować w takich sytuacjach – opowiada Ewelina Jaszczyszyn z Zielonej Góry, która w sobotę przejazdem była w Żarach. Opatrzyła ranę na jego szyi. Ktoś z przechodniów poszedł po kosz, ktoś inny przyniósł karmę i mleko.
W asyście policji
Z prośbą o interwencję do dziennikarza „Gazety Regionalnej” zwrócił się Jan Stankiewicz. – Liczymy, że znajdzie się świadek, który widział kogoś pastwiącego się nad zwierzakiem. Takie zachowania trzeba tępić. My z żoną też mieliśmy kota, przygarnęliśmy go, odkarmiliśmy, mieszkał u nas na działce. Nagle zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach – opowiadał pan Jan.
– Ode mnie niewiele zależy. Miasto musiałoby zorganizować kociarnię, bo my nie mamy możliwości przyjmowania tych zwierząt. Podobnie rzecz się ma z transportem. Nie mamy personelu, by przez siedem dni w tygodniu był dostępny pielęgniarz i kierowca – przekonywał Kazimierz Bar, kierownik schroniska.
Ostatecznie jednak zwierzę warunkowo trafiło do schroniska, odwiezione tam przez pana Jana, który w obawie, że nie zostanie przyjęte, poprosił o asystę patrol policji. – Tylko policja zareagowała na naszą prośbę – chwali pan Jan.
Okazało się, że kot musi zostać kilka dni w schronisku. Podcięte gardło należało fachowo wykurować. – Mamy nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zechce go przygarnąć – dodaje pan Jan.
21
Poprzedni artykuł