Dla pani Heleny (78 l.) ogród jest całym jej życiem, jedyną radością. Pielęgnuje go od 50 lat. Gdy pewnego dnia wróciła do domu z cmentarza, gdzie była odwiedzić grób męża, robotnicy wycinali drzewa na jej działce. Od tamtej pory, wdowa prawie nie wychodzi z domu.
– Mieszkam tu od 1965 roku. Płacę za ten ogród, nie mam ani złotówki długu – opowiada z płaczem Helena Fularska, mieszkanka Lubska.
– Jak tak można? Nie wysłali siostrze żadnego zawiadomienia, nie uprzedzili, że coś ma być robione. Wtargnęli do jej ogrodu i wykarczowali drzewa. To jest po prostu bezczelne! – denerwuje się Henryk Jurkowski.
Jak do tego doszło? Kiedy prawie pół wieku temu pani Helena wprowadziła się do domu przy ul. Kilińskiego, część działki, która teraz stanowi kość niezgody, była własnością PKP. – Powiedziano mi, że bez przeszkód mogę cały ogród otoczyć siatką i traktować jak swój – wspomina kobieta. W 1997 roku ziemia przeszła pod władanie gminy. Do pani Heleny przyszedł geodeta. – Był tutaj, pomierzył całą działkę, wbił betonowe słupy i wziął za to ok. 300 zł – pani Helena pokazuje nam kwit zapłaty. Sądziła, że słupy wskazują granice jej działki. – Myślałam, że to, co ogrodzone, jest moje, a oni chcą mi teraz zabrać część mojego życia – płacze H. Fularska.
Pierwszeństwo?
Pani Helena wspomina, że jakiś czas temu, Franciszek Makarewicz, jej sąsiad, uprzedzał ją, że wykupi część jej ogrodu i wybuduje tam garaż. – Tak się odgrażał, że postanowiliśmy z bratem dowiedzieć się, o co chodzi z tą ziemią – mówi pani Helena.
– W maju tego roku złożyliśmy wniosek o kupno tej działki. Przyszedł rzeczoznawca, który wycenił ją na ok. 4 tys. zł. W lipcu znalazłem w internecie ofertę bezprzetargowej sprzedaży tej działki. Poszedłem do urzędu, żeby zapłacić, ale usłyszałem, że sprzedaż została wstrzymana. Ogłoszenie w internecie jednak nie zniknęło. Znajomy podpowiedział, że w takich sytuacjach zapłacenie w kasie nie wystarczy i najlepiej jest wysłać pieniądze przelewem. Tak zrobiłem i 12 lipca wysłałem ok. 4 tys. zł, aby zaliczyli nas do grona starających się o kupno. Sądziłem, że siostra, z racji, że tak długo tutaj mieszka, będzie miała pierwszeństwo – mówi pan Henryk.
Gmina kazała mu się nie przejmować
Kilka dni później, pani Helena zastała w swoim ogrodzie robotników wycinających drzewa. W sobotę, 23 lipca, rozebrali ogrodzenie.
– Wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Mam potrzebne zgody, zezwolenia, razem kilkanaście podpisów – twierdzi F. Makarewicz. Tłumaczy, że jest właścicielem sąsiedniej działki, na której zamierza postawić garaż, a jej częścią są trzy metry ziemi w głąb ogrodu pani Heleny. – Działka należy do gminy, nie do tej pani, a gmina kazała mi się nie przejmować i budować – odpiera F. Makarewicz. Zapewnia, że uprzedzał panią Helenę o swoich zamiarach.
Burmistrz potwierdza, że zgodził się na budowę. – Złożyłem podpis, bo wszystko jest zgodne z przepisami, a pani Helena była uprzedzana o wszelkich działaniach i miała czas, aby te sprawy załatwić – kwituje Bogdan Bakalarz, burmistrz Lubska.
Pytamy, co ze zniszczeniami w ogrodzie pani Heleny. – Mogę zapewnić, że jak tylko zakończą się prace budowlane, płot zostanie przywrócony do stanu pierwotnego – obiecuje B. Bakalarz.
Zgodnie z sumieniem?
Sąsiad i burmistrz zarzekają się, że wszystko jest w porządku, w zgodzie z prawem. Ale czy zgodnie z sumieniem? Dlaczego na nikim nie zrobił wrażenia krzyk wdowy, której jedyną radością był kawałek uprawianej przez nią ziemi. Pani Helena przestała wychodzić z domu, bo nie może patrzeć, jak zrujnowano jej życie.

