Działkowicze bezradni wobec żywiołu i niechęci urzędników. Zwrócili się do Gazety Regionalnej o pomoc. Od kilku lat woda zalewa ogródki przy ul. Witosa w Żarach, niszcząc plony i dewastując altanki.
– Mam tutaj działkę już tyle lat. Nigdy nie zalewała nas woda. Dopiero jak powstał zbiornik obok, zaczęły się stałe podtopienia – mówi Barbara Serwińska. – Dla mnie to kompletna katastrofa. Straciłam wszystkie pomidory i większość upraw ziemnych. Nawet nie można stanąć na ziemi, jest już tylko bagno.
Na potwierdzenie słów wbija łopatę w środek grządki, spod której zaczyna wypływać woda.
– Wylałam już z altanki kilkadziesiąt wiader, a wody nie ubywa. Wszystko mam pognite, do wyrzucenia się nadaje – żali się Wiesława Staszkiewicz.
– Sprawa jest prosta. Nie było zbiornika, nic się nie działo. Postawili go, to od razu nas zalewa. Nie mówię, że zbiornik nie był potrzebny, ale proszę spojrzeć jak jest on umieszczony – Stanisław Rapkowski pokazuje dokładnie ukształtowanie terenu. – Ponad połowa działek jest w dole, zaś zbiornik jest zrobiony na wzniesieniu. Koryto zbiornika jest zrobione z betonu. Deszczówka spływała kiedyś w to miejsce, a była tu spora polana. Woda miała gdzie się rozejść. A teraz podchodzi do góry i zatrzymuje się na betonowych ścianach zbiornika. Z powrotem więc wraca, zalewając nasze ogródki – dokładnie wyjaśnia pan Stanisław.
– Przygotowujemy specjalny protokół dla kręgowego Zarządu Polskich Ogrodów Działkowych. w sprawie odszkodowań lub rekompensaty dla działkowców – deklaruje prezes ogrodów działkowych „Wanda”, Tadeusz Syrek.
W Zarządzie w Zielonej Górze sprawa nie jest znana. Instruktor ds. ogrodniczych, Rafał Hawryluk.mógł nam tylko podziękować za informację.
Działkowców „Wandy” martwi opieszałość swojego zarządu.
– Już dawno powinni wystąpić do miasta o rozwiązanie tej sprawy. A tu się okazuje, że nawet zarząd okręgowy nic nie wie. Gdyby nie dziennikarze, to pozostalibyśmy sami sobie w tej biedzie – żali się pani Irena.
– Wielu z nas zastanawia się nad porzuceniem działki. Już nie chodzi o pieniądze, ale o ludzką pracę i cierpliwość – zapowiada pani Barbara.
Zbiornik winny?
Kilka lat temu miasto wybudowało przy ulicy Witosa zbiornik retencyjny. Miał służyć do odprowadzania wody z opadów, które powodowały w tej części miasta podtopienia. Od tego momentu, zdaniem działkowców, co kilka miesięcy, najczęściej w porze letniej, 1/3 ogródków jest zalana.
W lipcu 2009 roku naczelnik wydziału infrastruktury technicznej urzędu miejskiego, Ewaryst Stróżyna zapewniał mieszkańców okolic ulicy Witosa, że zajmie się zbiornikiem retencyjnym. Przekonywał, że podtopienia ogródków działkowych nie mają nic wspólnego ze zbiornikiem.
W wydziale infrastruktury jest nowy naczelnik. I też obiecuje, ale szczegółową analizę sprawy podtapianych działek i zbiornika retencyjnego.- Gdy tylko dokonamy stosownych ustaleń będziemy mogli powiedzieć coś więcej – powiedział Rafał Fularski, naczelnik wydziału.
Dwie możliwości
„GR” poprosiła o opinię mecenasa Kazimierza Pańtaka.
– Po pierwsze. Jeśli podtopienia wynikają ze złego funkcjonowania zbiornika wodnego, to działkowcy mogą dochodzić zbiorowo naprawy tegoż zbiornika i żądać odszkodowania od wykonawcy, czy też właściciela lub zarządcy za poniesione straty. Po drugie. Jeśli zbiornik funkcjonuje poprawnie, a ogródki zalewane są tzw. deszczówką, to działkowcy mogą również wystąpić z pozwem zbiorowym przeciwko miastu, gdyż władze mają obowiązek zapewnić użytkownikom nieruchomości prawidłowe odprowadzanie wody. Jeśli miasto dokonało w tym przypadku uchybień, działkowcy mogą domagać się zadośćuczynienia – radzi K. Pańtak. Zadeklarował również, że może osobiście pomóc działkowcom podejmując się tej sprawy.

