Autobusy żarskiego PKS-u mają sporo pasażerów. Niezadowolonych.
Problemem pierwszy – przeładowane autobusy.Pani Marzena mieszka w Chełmicy koło Tuplic. – Tak jest od lat – skarży się. Autobusy na trasie Łęknica-Trzebiel-Żary, którymi jej syn Janek dojeżdża do szkoły, są zapchane do granic możliwości. Pasażerowie stoją na schodach, przez co kierowca ma ograniczoną widoczność. – Aż strach o tym myśleć. Kierowca pyta ludzi, czy może jechać. Żal też starszych, którzy jadą na przykład do lekarza – mówi pani Marzena.
Siądź se pan gdziekolwiek
Problem drugi – miejscówki bez miejsca. Henryk Dzierybko z Żar ma pierwszą grupę inwalidzką. Jest po udarze, chodzenie sprawia mu trudność. Próbował dojechać PKS-em do Zielonej Góry. – Ludzi w błąd wprowadzają – skarży się pan Henryk. – Mają złe informacje na stronie internetowej. Nie było autobusu, na który przyszedłem, półtorej godziny czekałem na następny.
Kupić w kasie bilet wraz z miejscówką, żeby mieć pewne miejsce siedzące. Rozczarowanie było spore, gdy okazało się, że w autobusie takie bilety nie są honorowane. Kierowca nie chciał wskazać mu miejsca, kazał usiąść gdziekolwiek. W efekcie, pan Henryk znalazł się na tyle autobusu, w dodatku na kole. – Pierwsze siedzenia są dla osób niepełnosprawnych – opowiada H. Dzierybko, który w latach 80. pracował w PKS-ie. – Skoro kasa sprzedaje miejscówki, obowiązkiem kierowcy jest ich honorowanie.
Jedzie, ale nie przyjedzie
Problem trzeci – jeżdżą na skróty. Krystian Majcher i Iwona Bednarek z Żar, razem z siostrzenicą Oliwką, wybierali się do babci dziewczynki, ale autobus, na który czekali przy przystanku na ul. Czerwonego Krzyża, nie dotarł. Po telefonie do przewoźnika, okazało się że autobus wyjechał z przystanku głównego, a kierowca, z którym rozmawiała pracownica firmy, zarzekał się, że był na Czerwonego Krzyża. – Nic podobnego – upiera się Iwona. – Z daleka widziałam, jak pojechał w stronę Żabikowskiej – zapewnia.
Niepełnosprawnych nie biorą
Problem czwarty – autobusy nie dla niepełnosprawnych. Aniela Borowa z Żar wraz z córką Olą próbowały wsiąść do autobusu, ale kierowca im nie pomógł. Ola jeździ po wypadku na wózku inwalidzkim. – Stałam na przystanku jak wryta. Kierowca patrzył i nic nie zrobił. Nie otworzył mi drzwi, nie pomógł wnieść wózka. Inni pasażerowie próbowali go przekonać, ale był niewzruszony. Musiałam z ulicy Katowickiej prowadzić wózek z córką aż do szkoły specjalnej, gdzie się uczy. Ola spóźniła się na lekce – opowiada pani Aniela.
Na cmentarz tylko w wybrane miesiące
Problem czwarty – wczesną wiosną i późną jesienią nie jeżdżą. – Na cmentarz można dojechać autobusem tylko o 11.00 i to w wybrane miesiące – opowiada pani Maria. – Późną jesienią czy wczesną wiosną mam kłopoty, żeby odwiedzić groby bliskich. Poza tym jak stać na przystankach, które nie chronią od deszczu? Nie ma też aktualnych rozkładów jazdy. Autobusy albo nie przyjeżdżają wcale, albo przyjeżdżają o dowolnych porach – żali się mieszkanka Żar.
Do Grabika przez Żary – na piechotę
Problem piąty – nie dojedziesz do celu. Jan Frątczak z Drożkowa chciał dojechać do Grabika. Autobus podjechał punktualnie, miejsc siedzących było sporo. To jednak nie wystarczyło, aby spokojnie dojechać do celu.
– Miałem 50 zł, a kierowca nie miał drobnych. Wydrukował bilet i powiedział, że resztę wyda mi w Żarach. Nie miałem wyboru, ale liczyłem, że dotrę do Grabika, tylko nieco później. Dojechaliśmy na dworzec główny w Żarach. Kierowca oddał mi resztę i pożegnał. Musiałem do Grabika iść na pieszo. Sytuacja powtórzyła się tydzień później. Nie wytrzymałem i zgłosiłem telefoniczną skargę, nie na kierowców, ale generalnie na sposób traktowania klientów przez PKS – opowiada J. Frątczak.
Poskarż się prezesowi
– Jeśli ktoś ma pretensje, niech się do nas zgłosi – komentuje Józef Słowikowski, prezes PKS-u.
Problem w tym, że pasażerowie, którzy poskarżyli się „GR”, zapewniają, że wpierw próbowali wskórać cokolwiek w PKS-ie. Bez skutku. Zdenerwowani i bezradni zgłaszali się do nas.



