Gdy pani Emilia wróciła do domu, w jej kuchni siedziało dwóch pijanych mężczyzn. Wyprosiła ich, ale jeden ukrył się w pokoju. Krzyki staruszki usłyszeli sąsiedzi. Gdy otworzyła im drzwi, była naga i zakrwawiona.
Niedzielne (29.08.) późne popołudnie Emilia Pawiłowicz (73 l.) z Piotrowa (gm. Przewóz) zapamięta na długo. – Wyszłam na chwilę z domu do sąsiadki zanieść suchy chleb, bo ona trzyma króliki. Nie było mnie około dwudziestu minut – opowiada starsza pani. Nie zamknęła drzwi na klucz, bo zamek się zacina i zdarzało się, że nie mogła go otworzyć. – Mieszkam w Piotrowie od 1969 roku, nie raz zdarzyło mi się zostawiać otwarte drzwi i nigdy dotąd nic złego mnie nie spotkało – opowiada pani Emilia. To spokojne osiedle popegeerowskich bloków, wszyscy się tu znają, nikt nikomu krzywdy nie robi. Po powrocie zastała w kuchni dwóch mężczyzn pijących piwo. Jednego z nich znała, bo przychodził często do jej syna. Drugiego kojarzyła ledwie z widzenia. – Wyprosiłam ich natychmiast, bo wiedziałam, że pili cały dzień i byli już mocno wstawieni. Byłam pewna, że obaj wyszli – opowiada. Jak się okazało, jeden z intruzów, znany jej tylko z widzenia, ukrył się w małym pokoju. Zaczął ją dusić i zdzierać z niej ubranie. Prosiłam, by mnie nie dusił i nie bił, ale usłyszałam tylko „zamknij się” – relacjonuje pani Mila (jak ją nazywają sąsiedzi).
Zakrwawiona i naga
Krzyki kobiety i odgłosy szamotaniny dosłyszała sąsiadka mieszkająca na tym samym piętrze. W domu była tylko z małym dzieckiem, więc gdy zorientowała się, że dzieje się coś złego, pobiegła po pomoc na dół, do sąsiadów. – Gdy pukaliśmy, nagle zrobiło się bardzo cicho. Mój mąż krzyknął, żeby natychmiast otworzyć drzwi, bo je wyważy – opowiada Jolanta Walasek, mieszkająca na parterze budynku. – Po chwili w drzwiach stanęła zakrwawiona i naga pani Mila. Krzysztof, mój mąż, wpadł do mieszkania i zobaczył mężczyznę, który stał już na parapecie okna, szykując się do ucieczki. Gdy tamten skoczył, zbiegł na dół i dopadł go przed domem – mówi pani Jolanta.
Złamał kręgosłup
Mariusz, syn pani Emilii, obiecuje, że nigdy więcej nie zostawi już mamy samej w domu. – Musiałem wyjechać do Częstochowy. Szczęście w nieszczęściu, że sąsiadowi zepsuło się auto, bo mieli tego dnia wybrać się do Żar – opowiada.
– Nie wiem, co by było, gdyby sąsiedzi nie pomogli. Pewnie już bym nie żyła – wzdycha E. Pawiłowicz. Pani Emilia boi się, gdy tylko słyszy kroki na schodach i zamyka drzwi zawsze, gdy w domu nie ma syna.
Niedoszły gwałciciel, skacząc z pierwszego piętra, złamał kręgosłup.
16
Poprzedni artykuł