W poniedziałek (10.10) rano wszystko wskazywało na to, że Małgorzata Issel (53 l.) będzie posłem z Żar. – Jak dostałam informację SMS-em, że wygrałam, to powiedziałam o tym uczniom w klasie. Poinformowałam grono pedagogiczne, żeby mogli dzielić moją radość – opowiada niedoszła posłanka.
Gdy na stronach internetowych Państwowej Komisji Wyborczej pojawiły się w poniedziałek (10.10.) rano wyniki z 60 procent obwodów głosowania, M. Issel, startująca z listy PO, była na miejscu, dzięki któremu zostałaby posłem. – Natychmiast dostałam SMS-a z gratulacjami od Marka Femlaka, szefa mojej kampanii. Potem gratulował mi Jacek Brzeziński, dzwoniły kolejne osoby. – opowiada M. Issel.
Wielka radość
O zwycięstwie niedoszła posłanka dowiedziała się, będąc w szkole. Jest polonistką w żarskim LO im. B. Prusa. Zaraz poinformowała o tym uczniów, z którymi miała zajęcia, i wszystkich nauczycieli. Radość nie trwała jednak długo, bo okazało się, że po podliczeniu głosów z kolejnych okręgów żarska kandydatka spadła na 9 miejsce na liście PO, a partia zdobyła tylko 6 mandatów.
– Być może emocje u niej wzięły górę i popełniła mały falstart, chwaląc się publicznie, że wygrała. Jestem zwolennikiem pokornego czekania do ogłoszenia ostatecznych wyników przez PKW – mówi Jarosław Kropski, dyrektor LO im. B.Prusa.
– Wiedziałem, że ta radość jest przedwczesna i trzeba poczekać na ostateczne wyniki – mówi Waldemar Kobus, zastępca dyrektora w „Prusie”.
– Nie cieszę się z porażki Małgorzaty, bo sam jestem z Platformy, nie powiem jednak, na kogo głosowałem, bo to moja prywatna sprawa – mówi Waldemar Malendowicz, nauczyciel wychowania fizycznego w ogólniaku.
– Miałam świadomość, że te wyniki nie obejmują Gorzowa, ale nie sądziłam, że tak bardzo się zmienią – tłumaczy przedwczesną reakcję M. Issel.
Nic nie zrobiłam źle
Po przełknięciu goryczy porażki niedoszła posłanka zaczęła dostrzegać pozytywy. – Te wybory mnie wzmocnią. Jestem teraz poważnym partnerem do rozmów w trudnych ludzkich sprawach. Chciałam być głosem Żar w Sejmie, a tak będę pracowała dla Żar w Żarach. Niczego podczas kampanii nie zrobiłam źle. Jak mogłam zrobić coś źle jak mam tak dobry wynik – mówi M. Issel. Nauczycielka z żarskiego liceum przekonuje, że po wyborach zaczepiają ją ludzie i pytają jak poszło. – Odpowiadam im że nie dostałam się. Mówią, że szkoda, ale dodają że się cieszą, że jestem – mówi M. Issel. – Jestem dumna i szczęśliwa.
Ani złotówki
Niedoszła posłanka przekonuje, że nikt jej do kampanii nie dołożył ani złotówki, dlatego teraz wszystkim może spojrzeć w oczy. Pieniądze, które wydała traktuje jak inwestycję – Jestem dobrym biznesmenem, nie mam problemów z pieniędzmi w domu. Postanowiliśmy z mężem, że inwestycja we mnie będzie jak inwestycja w firmę – mówi M. Issel. Zapewnia jednak, że do Sejmu nie chciała się dostać dla wysokich diet. – Gdybym w życiu myślała tylko o pieniądzach to nigdy nie byłabym nauczycielem – przekonuje polonistka z „Prusa”. M. Issel ma męża Bolesława (54 l.), z którym poznała się jeszcze w liceum, w którym obecnie pracuje. Ma również dwójkę dzieci Annę (28 l.), oficera Wojska Polskiego i Antoniego (27 l.) architekta.
14
Poprzedni artykuł