Strona główna » Mieszkanie z historią

Mieszkanie z historią

przez imperia

O pasji, doktoracie i kłótniach w kuchni opowiada Roman Józefiak, nauczyciel z Żar.
Doktorat nie był ambicją Romana Józefiaka (…. l.). To efekt jego pasji. – Mój promotor, profesor Pelz, zaraził mnie Republiką Nowogrodzką. Jeździłem do Rosji i na Ukrainę do bibliotek i przeglądać archiwa. Byłem zaangażowany w ten temat do tego stopnia, że zrobiłem doktorat – opowiada nauczyciel m.in. w Zespole Szkół Budowlanych i Zespole Szkół Katolickich w Żarach.
Publikacje dr Józefiaka znane są w całej Polsce. – Od 11 lat współpracuję z zespołem redakcyjnym. Wydaliśmy podręcznik do nauczania historii w szkołach ponadgimnazjalnych. Jestem z niego bardzo dumny, ponieważ wiele szkół go używa – opowiada.
 
Lekcja nie jest teatrem jednego aktora
Praca w szkole to główne zajęcie pana Romana. – Od pierwszej praktyki studenckiej wiedziałem, że to będzie mój żywioł – zdradza. – W szkole to nie matura jest najważniejsza, którą jednak wszyscy mają „na czubku nosa” jako główny cel edukacji. Szkoła to coś więcej. Uczniów trzeba zainteresować, pokazać im człowieka. Dzięki temu, przez jego pryzmat, zrozumieją historię powszechną – przekonuje. Historia to nie jedyna dziedzina, w której specjalizuje się doktor. – Zajmuję się również filozofię, wiedzą o kulturze, antropologią i socjologią – opowiada.
Lekcje historii u R. Józefiaka nie mogą nudzić. – U mnie  to zawsze żywa dyskusja. Jeśli lekcja nie jest teatrem jednego aktora, to wtedy czuję się spełniony. Wiem, że jestem potrzebny. Jeśli nauczyciel wykonuje swoje obowiązki z pasją i świadomie, to niewdzięczny zawód staje się wspaniałą profesją. Nie cieszą mnie nagrody i medale od ministerstwa, ale sukcesy moich podopiecznych. Do ocen na sprawdzianach dodaję moim uczniom recenzję pracy – mówi.
 
Godzą się w kuchni
– Najważniejszą osobą w moim życiu jest Kasia. Właściwie Krystyna, ale wszyscy mówią do niej pieszczotliwie Kasia. Przecudnie mnie wspiera. Jest niezwykle wyrozumiała. Zawsze przy mnie była. Często zostawała w domu sama i musiała sobie poradzić z codziennymi obowiązkami – opowiada. Na dowód zaradności żony, przytacza anegdotę: – Zajmować się 128 metrami kwadratowymi nie jest łatwo. Gdy pierwszy raz musiałem sam posprzątać mieszkanie, poczułem, ile trzeba włożyć w to wysiłku. A Kasia do tego jeszcze studiowała i pracowała. 
Pan Roman przyznaje, że jest cholerykiem. Zdarza mu się powiedzieć lub zrobić coś w afekcie, ale potem przeprasza. – Najlepszym miejscem do tego jest nasza kuchnia – zdradza. – Bo wspólne gotowanie nie tylko stwarza okazję do przebywania ze sobą, ale jest też polem do jednania rzadkich małżeński waśni.
R. Józefiak zapewnia, że jego żona to niedościgniona kucharka. – Ja też umiem  sporo zrobić w tej dziedzinie. Nie raz zaskoczyłem swoją żonę doskonale przyrządzonym mięsem. W kuchni oboje czujemy się doskonale – mówi R. Józefiak.
 
Cztery ściany gabinetu
Przyznaje, że mieszkanie jest dla nich oazą spokoju. Sam budynek pochodzi z 1926 roku i jest wpisany do rejestru jako zabytek. – Tutaj jesteśmy szczęśliwi – mówi. – W urządzenie mieszkania włożyliśmy mnóstwo czasu, energii, stresu i niemało pieniędzy. Ale nie żałujemy. Wcześniej mieszkali tutaj żołnierze i nie przywiązywali uwagi do estetyki. Wymieniliśmy okna, wyrównaliśmy ściany. W zasadzie wszystko zrobiliśmy od początku i urządziliśmy na swój gust.
Pan Roman najbardziej ceni sobie cztery ściany swojego gabinetu. – Pomysł na jego urządzenie jest mojego autorstwa, wszystko wykonał pan Andrzej Pazur – mówi pan Roman. – W zasadzie większość mebli w domu pochodzi ze sklepu z antykami. Ten styl przypadł nam o gustu. Nie ma tu przepychu, ale unikamy surowości wnętrz. Mieszkanie musi być wygodne i przyjazne na co dzień.
Kominek jest centralnym punktem salonu. Oprócz domowego ciepła dostarcza również wyjątkowej atmosfery. Czego brakuje? – Trochę miejsca na książki. Te najbardziej potrzebne mam na regałach w gabinecie. Część upycham po szufladach. Reszta jest na strychu w kartonach i walizkach. Kupując mieszkanie, kierowaliśmy się właśnie przestrzenią na moje archiwa – mówi pan Roman. Zdradza tez, że to żona rządzi w domu pilotem. – Dobrze, że mam Kasię, bo jestem atechniczny. Żona ustawia DVD czy też kanały w telewizorze – nie ukrywa.
O czym oboje marzą? – Myślimy o niedużym domku. Wystarczyłby nam około 100 metrów. Póki co, cieszymy się obecnym lokum i każdą chwilą, którą w nim spędzamy – zapewnia.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz