Pośredniaki w Żarach i Żaganiu w przyszłym roku dostaną mniej pieniędzy na aktywizację bezrobotnych. A to oznacza, że będzie jeszcze mniej staży i szkoleń. Nie będzie też bezzwrotnych dotacji na pierwszy biznes. Zamiast tego będą pożyczki.
W tym roku Powiatowy Urząd Pracy w Żaganiu przyznał tylko 25 dotacji dla osób chcących założyć działalność gospodarczą. Dla porównania, w ubiegłym roku taką pomoc dostały 153 osoby. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z refundacją utworzenia nowych miejsc pracy. Tu pieniędzy starczyło tylko dla 10 osób. W ubiegłym roku na aktywizację bezrobotnych PUP miał 17 mln zł, w tym roku – trzy razy mniej.
Żarski PUP w tym roku na fundusz pracy przeznaczył 4,5 mln zł. To również trzy razy mniej niż w ubiegłym roku (16 mln 116 tys. zł).
Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej, bo rząd obciął wydatki na fundusz pracy o 3,5 mln zł. A bezrobotni zaczną walić do pośredniaków drzwiami i oknami już w grudniu, kiedy skończą się staże i prace interwencyjne. Wtedy urzędnicy będą musieli się głowić, jak im pomóc. Bogatsze samorządy pomagają bezrobotnym, rezygnując z remontów dróg czy chodników. Biedniejsze nie mają gdzie ciąć. To będzie poważny problem dla ubogiego Żagania.
Pożyczki zamiast dotacji
Szykują się też zmiany w programie aktywizacji bezrobotnych. – Zamiast bezzwrotnych dotacji na pierwszy biznes, będą pożyczki. Od bankowych będą się różniły tym, że nie będą oprocentowane. W przeciwieństwie do dotacji, trzeba będzie je zwrócić – zapowiada Zofia Mazur, zastępca dyrektora PUP w Żaganiu. Wysokość pożyczki ma wynieść maksymalnie 40 tys. zł. Zmniejszy się też ilość staży. – Nie znamy kwoty, jaką dostaniemy, ale nie ma co się spodziewać cudów – dodaje Z. Mazur. – W tym roku, gdy dostaliśmy trzy razy mniej pieniędzy, ratowaliśmy sytuację, skracając czas trwania staży. Robiliśmy wszystko, aby pomocą objąć jak największą liczbę bezrobotnych. Ratunkiem były też unijne programy.
Podpisać listę
Dla Henryka Kurzei, bezrobotnego z Żagania, propozycje zmian to dobijanie najbardziej potrzebujących. – W Żaganiu dla osób bez wykształcenia średniego, takich jak ja, pracy nie ma. Mógłbym sprzątać, rozładowywać towar, pracować w magazynie, ale nie ma ofert – przyznaje pan Henryk. – Moje wycieczki do pośredniaka kończą się na podpisaniu listy. Już nawet nie wierzę, że gdzieś dostanę robotę. Dlatego wolę wziąć taczkę i szukać na śmietnikach starych gratów, aby sprzedać je w skupie złomu. Czasami chwycę jaką pracę dorywczą. Kilka groszy na chleb jest.