Skandal. Pijany policjant z żarskiej komendy, kierując samochodem, wpadł do rowu. Twierdzi, że z drogi zepchnęli go jadący na akcję strażacy z Sieniawy Żarskiej.
– Ja tam prawie trzeźwy byłem. Co ja wypiłem, jednego czy dwa drinki i to kilka godzin przed zdarzeniem – tłumaczy się sierżant sztabowy Zbigniew S. (46 l.). Mężczyzna od 21 lat pracuje w policji. Przez 10 lat był dzielnicowym w południowej części powiatu żarskiego, a obecnie pracował w ogniwie patrolowo-interwencyjnym.
– Komendant rozpoczął procedurę związaną z wydaleniem policjanta ze służby – informuje Kamila Zgolak-Suszka, rzecznik żarskiej policji. – I tak miałem zamiar już przejść na emeryturę – bagatelizuje całą sprawę stróż prawa. Jest pewien, że świadczenie mu się należy, bo przestępstwo, którego się dopuścił, nie dotyczy korupcji ani przestępczości zorganizowanej. Informacje te potwierdza K. Zgolak-Suszka.
Zbulwersowana zdarzeniem jest rodzina policjanta. – Nie ma dla niego żadnego wytłumaczenia, jechał po pijaku i bez względu na przebieg wydarzeń, wina jest po jego stronie – mówi żona Zbigniewa S.
Przez strażaków
Niedzielny (20.11.) wieczór, godz 20.25, rondo przy ul. Serbskiej w Żarach. Według policjanta, będącego pod wpływem, z ronda do rowu zepchnął go jadący na sygnale samochód strażacki.
– Nie usprawiedliwiam swojego zachowania, ale oni też nie są bez winy. Widzę samochód ciężarowy jadący pod prąd. Co mam robić, wjechać w niego? Odbiłem i wpadłem do rowu – przedstawia swoją wersję wydarzeń Zbigniew S.
Zupełnie inaczej historię opowiadają ochotnicy z Sieniawy Żarskiej. Według ich wyjaśnień, które składali w prokuraturze, z akcji do Sieniawy Żarskiej wracali około godz. 20.15. Gdy dojeżdżali do ronda przy ul. Serbskiej od strony ulicy Moniuszki, zobaczyli, że z ronda prosto do rowu stacza się granatowy fiat brava. Zatrzymali się na rondzie. Zablokowali ruch i ruszyli z pomocą.
Dzwonił po swoją pomoc
Auto leżało na dachu w głębokim rowie. Policjant jechał sam. – Nie życzyłem sobie pomocy od nich, szukałem telefonu, który wypadł mi podczas wypadku, żeby zadzwonić po swoją pomoc – opowiada pierwsze chwile po wypadku Zbigniew S. Po chwili przyjechała karetka, która opatrzyła policjanta. W związku z tym, że nie zgodził się na dmuchanie w balonik, zawieziono go na badanie krwi. – Próbki trafiły do badań laboratoryjnych i ich wyniki będą znane dopiero za dwa tygodnie – mówi K. Zgolak-Suszka.
Ironia losu
Policjant przyznał się, że był pijany. – Myślę, że miałem około promila – mówi Zbigniew S. i zapewnia, że to był pierwszy raz, kiedy kierował samochodem pod wpływem alkoholu. – To jest ironia losu, bo gdyby nie strażacy, to bym bez problemu dojechał do domu – kpi z jazdy na podwójnym gazie Zbigniew S.
Policjant na kilkanaście godzin trafił do aresztu w Żaganiu i przyznaje, że mimo że dostał celę „vipowską”, jednoosobową z telewizorem, to znalezienie się za kratkami nie należy do przyjemności. – Teraz wiem, co robiłem innym przez tyle lat – puentuje swój pobyt w areszcie funkcjonariusz.
Dalsze postępowanie wobec policjanta prowadzi prokuratura. – Zbigniew S. przyznał się do jazdy samochodem pod wpływem alkoholu, ale odmówił składania wyjaśnień – informuje Barbara Neneman-Szachnowska, prokurator rejonowy z Żar. Oprócz wyrzucenia z policji, grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności i 10-letni zakaz prowadzenia samochodu.
14
Poprzedni artykuł