– Dla mnie to jest szok. Mój ojciec i brat nie żyją – mówi Andrzej Nejman z Zieleńca koło Jasienia. W środę rano (1.02.), zwłoki Jana N. (72 l.) i Wiesława N. (46 l.) znalazł Łukasz (22 l.), wnuk Jana. Mężczyźni zatruli się tlenkiem węgla.
– Jakieś fatum dotyka ten dom. W lutym ubiegłego roku zmarła żona Jana, kilka miesięcy później jej szwagier, a teraz ojciec i syn odeszli razem – komentuje jeden z mieszkańców Zieleńca. – Ta wieś jest przeklęta. Tutaj jest tylko13 numerów domów, a w ostatnich latach zginęło lub zmarło aż 17 osób – komentuje kobieta, która poważnie myśli o wyprowadzce z wioski.
Po kawę
Ojciec i syn mieszkali w jednym pokoju po śmierci żony pana Jana i rozwodzie Wiesława. – Pościeliłem im łóżka wieczorem i poszedłem do drugiego pokoju. Gdybym został z nimi oglądać telewizję, to bym teraz leżał martwy – opowiada A. Nejman. – Nie mogę dojść do siebie. W ciągu roku straciłem matkę, ojca i brata – dodaje.
Zwłoki mężczyzn znalazł wnuk pana Jana, Łukasz. – Około 7 rano poszedłem do dziadka pożyczyć kawę, bo mi się skończyła. Zobaczyłem, że ani dziadek, ani wujek nie oddychają – wspomina Łukasz. Pobiegł obudzić wujka Andrzeja w sąsiednim pokoju i zadzwonił po karetkę. Wkrótce przyszedł też sąsiad. – Dotknąłem ciał, były zimne i sztywne – opowiada sąsiad.
Nie zamknął drzwi
Jan N. zaczynał palić w piecu kaflowym w pokoju każdego dnia około 6 rano. Później przez cały dzień dokładał drewna do pieca. We wtorek wieczorem (31.01.), mężczyźni wypili butelkę wina i oglądali telewizję.
– To musiało się zdarzyć między 18 a 20, bo mniej więcej o tej godzinie Jan zawsze zamykał drzwi od domu. We wtorkowy wieczór tego nie zrobił – mówi jeden z sąsiadów.
Straż pożarna, która rano w środę przyjechała na miejsce tragedii, wykryła w pokoju tlenek węgla. Ostatecznie powód śmierci mężczyzn poznamy po sekcji zwłok, którą zleciła prokuratura.
Jakie tam fatum?!
– Bzdura, ludzie sobie dodają. Nie wierzę w zabobony. Jakie tam fatum?! – komentuje A. Nejman. – Mama i szwagier zmarli na raka, ojciec i brat się zatruli. Wielu ludzi w wiosce umiera po prostu ze starości, bo tu nie ma zbyt wielu młodych, większość to renciści i emeryci – tłumaczy dramatyczne zdarzenia w wiosce.
Nie czuć, nie widać
Czad jest bardzo zdradliwy, bo w temperaturze pokojowej go nie widać ani nie czuć, nie jest drażniący. Najbardziej niebezpieczne są niewielkie ilości tlenku węgla, bo nie powodują silnych objawów, tylko lekki ból głowy i senność, a potrafią zabić nawet w dwie godziny.


